To brzmi jak scenariusz gangsterskiego filmu, ale – jak twierdzą poszkodowani – dzieje się naprawdę. Dramat rodziny rolników narasta, a państwowe instytucje milczą.
Sprawa, mimo interwencji znanego konstytucjonalisty Marka Chmaja do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz parlamentarzysty z Warmii i Mazur, Stanisława Gorczycy do władz komorniczych wciąż nie doczekała się reakcji ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Tymczasem – jak relacjonują bliscy – sytuacja na miejscu robi się coraz bardziej niepokojąca.
„Współlokatorzy” z łomem i pełnomocnictwem
Wszystko zaczęło się od wieloletniego sporu o dzierżawę fermy drobiu pomiędzy rodziną rolników a kontrowersyjnym biznesmenem, którego nazwisko od lat przewija się w medialnych doniesieniach o poważnych nadużyciach finansowych i powiązaniach ze światem przestępczym.
Jednak to, co wydarzyło się przed kilkunastoma dniami, mrozi krew w żyłach. Na teren gospodarstwa – przy asyście komornika – wkroczyło trzech rosłych mężczyzn z pełnomocnictwami pana S. w ręku. Zaś tylko on był prawnie upoważniony do wejścia. Mężczyźni skierowali się nie na fermę lecz do domu rodzinnego rolników. Jak twierdzą świadkowie, korzystając z komorniczej asysty wyłamali zamki i… wprowadzili się do domu, stając się ich „nowymi groźnymi współlokatorami”.
„To był horror! Nagle obcy ludzie zaczęli agresywnie żyć z nami pod jednym dachem” – relacjonuje córka poszkodowanych. „W tym piekle żyjemy już ponad miesiąc.”
Psychiczny terror i strach o życie
Od tego momentu – według relacji rodziny – zaczęła się gehenna. Mowa o zastraszaniu, presji psychicznej i działaniach, które mają zmusić właścicieli gospodarstwa do opuszczenia domu.
To wygląda jak klasyczne „czyszczenie kamienic”, tylko że zamiast kamienicy mamy gospodarstwo rolne” – komentuje osoba znająca kulisy sprawy.
100 tysięcy kurczaków zakładnikami?
Sytuacja przybrała jeszcze bardziej dramatyczny obrót, gdy – jak twierdzą poszkodowani – zaczęto utrudniać dostawy paszy do fermy. Na szali jest życie nawet 100 tysięcy zwierząt.
„To już nie tylko spór prawny. To próba wzięcia ludzi i zwierząt „głodem”” – mówi jeden z członków rodziny.
Nieoficjalnie mówi się także o możliwym żądaniu ogromnych pieniędzy w zamian za „spokój”.
Spór prawny czy niebezpieczny precedens?
Cała sytuacja opiera się na skomplikowanej konstrukcji prawnej. A konkretnie – wygląda na to, że „biznesmena” znużyła już sądowa droga rozwiązywania problemów, które rozstrzygają od kilkunastu lat sądy. Postanowił przyspieszyć rozstrzygnięcie poprzez zastosowanie wypróbowanych metod w postaci kruczków prawnych, a wręcz prawnego majstersztyku. Otóż stał się on zarządcą gospodarstwa. Natomiast komornik – na podstawie udzielonego pełnomocnictwa – wprowadził w zarząd już nie pana S., lecz …wspomnianych trzech rosłych panów. Sam pan S. do tej pory się tam nie pojawił.
Eksperci alarmują: to może być niebezpieczny precedens.
„Jeśli takie mechanizmy będą działać bez reakcji państwa, każdy może stać się ofiarą podobnego „patentu”” – słyszymy.
„Wygląda na to, że pan S. już wcześniej przygotował otoczenie prawne na realizację swojego „patentu” na wygranie sporu poza sądem. Jako prawnych pełnomocników ustanowił utytułowanych mecenasów – karnistów. Ci zaś stworzyli „system bezpieczeństwa” dla jego działań, o czym dowodzi kompletny brak reakcji na to bezprawie prokuratury, policji i i służb sanitarnych” – ocenia jeden z członków rodziny.
Pełnomocnik: poważne zarzuty wobec działań
Głos w sprawie zabrał pełnomocnik rodziny, radca prawny mec. Lech Obara z Olsztyna.
„Mamy do czynienia z sytuacją absolutnie skandaliczną. W mojej ocenie wykorzystano konstrukcję prawną w sposób sprzeczny z jej celem, aby obejść zabezpieczenia sądowe i faktycznie przejąć kontrolę nad cudzym mieniem” – mówi mecenas.
Jak podkreśla, działania te mogą nosić znamiona przestępstwa.
„To przypomina mechanizmy znane z tzw. „czyszczenia nieruchomości”. Wprowadzenie obcych osób do domu, wywieranie presji psychicznej, próby sparaliżowania działalności gospodarczej – to wszystko powinno spotkać się z natychmiastową reakcją organów ścigania” – dodaje mec. Obara.
Instytucje milczą, napięcie rośnie
Mimo licznych zgłoszeń – jak twierdzą zainteresowani – brak jest zdecydowanych działań ze strony prokuratury, policji czy innych służb.
Czy to oznacza, że prawo jest bezradne wobec sprytnie skonstruowanych mechanizmów? A może sprawa wciąż nie doczekała się właściwej reakcji? Jedno jest pewne – strach, chaos i poczucie bezsilności rosną z dnia na dzień.
Czy mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem działania „na granicy prawa”?