Przez kilka miesięcy było ciszej, emocje opadły, temat zniknął z pierwszych stron. Ale teraz znów wraca. Prezydent Olsztyna Robert Szewczyk opublikował nagranie, w którym ponownie otwiera dyskusję o zmianie granic miasta i oddaje głos zaproszonym ekspertom. To nie jest przypadkowy moment. W tle wciąż pozostają nierozwiązane konflikty z gminą Purda, społeczne podziały i pytania o to, gdzie kończy się rozwój, a zaczyna polityczna gra.
Spór o 216 hektarów z gminy Purda i koncepcję „Miasteczka Prawa”
Sprawa dotyczy poszerzenia granic administracyjnych miasta o 216 hektarów gruntów położonych w gminie Purda. Chodzi o tereny zlokalizowane na południe od Olsztyna, w rejonie południowej obwodnicy miasta, w pobliżu miejscowości Stary Olsztyn oraz w sąsiedztwie Bartąga i południowej części Jarot. Są to w większości grunty niezabudowane, które – według argumentacji władz Olsztyna – są funkcjonalnie powiązane z miastem ze względu na układ komunikacyjny i kierunki rozwoju urbanistycznego.
Według zapowiedzi władz Olsztyna na przejmowanych terenach z gminy Purda miała powstać nowa dzielnica określana roboczo jako „Miasteczko Prawa”. Koncepcja zakładała lokalizację w jednym miejscu instytucji wymiaru sprawiedliwości, w tym sądów, prokuratury, aresztu śledczego oraz jednostek policji, a także budowę infrastruktury towarzyszącej.
Nie da się mówić o powrocie tematu granic bez przypomnienia, jak bardzo podzielił on mieszkańców, wywołał protesty, referendum w gminie Purda, ostre słowa podczas sesji rad i zarzuty o działanie bez podstawy prawnej. Wówczas pojawiały się opinie prawników o możliwym przekroczeniu uprawnień przez prezydenta, pytania o legalność rozpoczęcia procedury bez uchwały Rady Miasta. Te emocje nie zniknęły. One tylko przycichły.
Granice miasta jako narzędzie rozwoju, czy źródło permanentnego konfliktu?
W opublikowanym materiale prezydent podkreśla, że granice administracyjne powinny odpowiadać realnym funkcjom miasta i wyzwaniom rozwojowym. Zwraca uwagę, że Olsztyn już dawno „rozlał się” poza swoje formalne granice, a część terenów przyległych do miasta jest dziś odcięta od swoich gmin przez nową infrastrukturę drogową, za to funkcjonalnie związana bezpośrednio z Olsztynem.
Ten argument pojawia się od miesięcy i stanowi główną oś narracji ratusza. Problem w tym, że dla drugiej strony sporu – mieszkańców Purdy i części lokalnych samorządowców – nie jest to dyskusja o urbanistyce, ale o utracie wpływu, ziemi i tożsamości.
Proces zmiany granic nigdy nie będzie pokojowy. Eksperci mówią wprost o konflikcie
Jednym z najmocniejszych fragmentów materiału są wypowiedzi zaproszonych gości. Dr hab. Rafał Matyja podkreśla, że proces zmiany granic miast z natury rzeczy zawsze wywołuje konflikt i napięcia społeczne. Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich mówi wprost, że granice muszą odpowiadać wyzwaniom rozwojowym, ale jednocześnie przyznaje, że takie decyzje zawsze budzą emocje, bo wiążą się z realnymi stratami politycznymi i społecznymi po drugiej stronie.
To ważny moment narracyjny: nawet zwolennicy korekt granic przyznają, że jest to proces bolesny, konfliktowy i trudny do społecznego zaakceptowania.
Przykład Rzeszowa jako argument, który ma przekonać sceptyków
W materiale pojawia się także przykład Rzeszowa, który w ostatnich latach wielokrotnie poszerzał swoje granice. Marcin Stopa, sekretarz miasta Rzeszowa, wskazuje, że bez tych decyzji miasto nie miałoby dziś terenów pod inwestycje, mieszkania i rozwój gospodarczy. Podkreśla, że po latach mieszkańcy przyłączonych terenów deklarują zadowolenie z tej decyzji.
Prezydent zapowiada kolejną odsłonę debaty i spotkania otwarte dla mieszkańców
Robert Szewczyk deklaruje, że planowana jest kolejna konferencja poświęcona zmianie granic, tym razem w formule otwartej dla mieszkańców. To może być moment kluczowy. Kolejna próba może wywołać jeszcze większy sprzeciw niż poprzednia.
Pytanie brzmi: czy miasto pokaże szczegóły, mapy, liczby, analizy, a nie tylko ogólne hasła o rozwoju i funkcjach przestrzennych?
Internauci nie zostawiają złudzeń. Krytyka, brak zaufania i pytanie o prawdziwe motywy
Pod nagraniem opublikowanym przez prezydenta Olsztyna dominują komentarze krytyczne. Zamiast entuzjazmu – sceptycyzm. Zamiast wiary w rozwój – podejrzenia o polityczne i finansowe motywy całej operacji.
„Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to już wiadomo” – napisał jeden z internautów. Wielu mieszkańców zwraca uwagę, że w całej dyskusji brakuje realnego pytania o zdanie ludzi, których ta decyzja bezpośrednio dotyczy. „Tak naprawdę nikt nie pyta mieszkańców, jakie są ich oczekiwania, tylko narzuca się narrację urzędników” – czytamy w jednym z komentarzy.
„Nikt nas o zdanie nie pytał”. Coraz więcej głosów o narzucaniu decyzji zamiast dialogu
Pojawiają się też głosy, że argument o rzekomych korzyściach z przyłączenia do Olsztyna nie przekonuje tych, którzy już dziś mieszkają poza granicami miasta. „Przykro mi to stwierdzić, ale dobrze nam poza granicami Olsztyna. Mówię to jako była mieszkanka. Mam porównanie. To musiałaby być naprawdę atrakcyjna oferta, a dużo w mieście musiałoby się zmienić – zaczynając od współpracy z ratuszem” – napisała jedna z mieszkanek.
W dyskusji pojawia się także konkretna krytyka decyzji władz miasta z ostatnich lat, m.in. dotycząca opłat i kosztów życia: „Gigantyczne podwyżki czynszów w Olsztynie były skutkiem metodologii naliczania opłat za śmieci uzależnionych od zużycia wody. To są fakty. Szkoda, że próbuje Pan to przekłamywać” – napisała mieszkanka w odpowiedzi na komentarz Roberta Szewczyka.
Pojawia się też argument, który szczególnie podważa sens narracji ratusza. Jeden z internautów pyta wprost: „A ile osób z południowych dzielnic Olsztyna chciałoby być przyłączonych do Stawigudy?”.
To pytanie obnaża sedno sporu: zmiana granic jest postrzegana nie jako wspólny projekt mieszkańców regionu, ale jako jednostronna inicjatywa polityczna.
Olsztyn stoi przed decyzją, która może zdefiniować jego przyszłość na dekady
Na końcu tej historii nie ma prostych odpowiedzi. Zmiana granic może być impulsem rozwojowym. Może też stać się źródłem wieloletniego konfliktu, utraty zaufania i politycznego kryzysu.
Jedno jest pewne: temat nie zniknie. Prezydent właśnie go ponownie otworzył. A to oznacza, że Olsztyn wchodzi w kolejny etap sporu, który nie dotyczy już tylko map i administracji, ale zaufania, władzy i tego, kto naprawdę ma prawo decydować o przyszłości miasta.
źródło: Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna

