Miał być piękny gest prezydenta w obliczu śnieżycy, a skończyło się na karczemnych awanturach w autobusach. Przez fatalną politykę informacyjną Ratusza i „cichą edycję” wpisów w mediach społecznościowych, olsztynianie 1 stycznia masowo ruszyli w miasto przekonani, że bilety wciąż są darmowe. Efekt? Szok, mandaty i agresja, przed którą ostrzegają czytelnicy w rozmowie z redakcją TKO.
„Do odwołania”, czyli do… śniadania?
Wszystko zaczęło się w środowy poranek, 31 grudnia. W obliczu paraliżu miasta spowodowanego opadami śniegu, prezydent Olsztyna ogłosił darmową komunikację miejską. Oficjalny profil „Miasto Olsztyn” o godzinie 07:01 opublikował post, w którym czarno na białym stało: „dziś zostawcie auta w domu… bo do odwołania nie będziemy kontrolować biletów”. Informacja błyskawicznie obiegła media, a mieszkańcy odetchnęli z ulgą.
Problem w tym, że „odwołanie” nastąpiło szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać, i to w sposób, którego większość użytkowników po prostu nie miała szans zauważyć.
Pułapka „cichej edycji”
Zamiast opublikować nowy, wyraźny komunikat o przywróceniu opłat od 1 stycznia, administratorzy profilu miejskiego o godzinie 09:58 wyedytowali stary wpis. Zmienili fragment „do odwołania” na dopisek: „dziś (środa, 31 grudnia)”. Rzecznicy ratusza lub ZDZiT mogli wsyłać do mediów komunikat.
– To pułapka na pasażerów – grzmi pan Marek, jeden z naszych czytelników. – Przeczytałem rano post o darmowej jeździe „do odwołania” i nie sprawdzałem go co godzinę, czy ktoś go przypadkiem nie wyedytował. Dziś wsiadłem do autobusu bez biletu i przeżyłem szok, gdy zobaczyłem kontrolę.
Mechanizm edycji posta na Facebooku nie wysyła powiadomień do użytkowników. Tysiące osób, które polubiły pierwotną wersję (ponad 1600 reakcji), żyło w przekonaniu, że ulga wciąż obowiązuje.
Awantury w autobusach: „Chcą nas mordować”
Nowy Rok przyniósł brutalne zderzenie z rzeczywistością. Choć śnieg wciąż zalega na ulicach, a miasto nie wydało żadnego nowego komunikatu o przywróceniu płatnych przejazdów, a kontrolerzy ruszyli w teren.
Docierają do redakcji TKO sygnały o bardzo napiętej atmosferze w pojazdach komunikacji miejskiej. Pasażerowie, uzbrojeni w zrzuty ekranu o darmowej jeździe, odmawiają przyjmowania mandatów. – Sytuacja jest dramatyczna. Pasażerowie są wściekli, czują się oszukani. Padają mocne słowa, a interweniujący kontrolerzy są wystawieni na pierwszą linię frontu tego urzędniczego bałaganu – relacjonuje nam osoba śledząca sytuację w jednym z autobusów.
Pracownicy ZDZiT bez wiedzy?
Chaos pogłębia fakt, że nawet służby techniczne wydają się być zaskoczone. Po rozmowie z anonimowymi pracownikami ZDZiT-u wynika, że w Nowy Rok nikt nie posiadał oficjalnych informacji, które mógłby przekazać pasażerom np. przez tablice przystankowe. Warto wspomnieć, że wiceprezytentem Olsztyna jest były dyrektor ZDZiT.
– To klasyczny przykład dezinformacji. Jeśli miasto chce odwołać tak ważną decyzję, powinno to zrobić głośno i wyraźnie, a nie po cichu zmieniać treść posta sprzed dwóch dni – komentuje inny pasażer.
Obecnie sytuacja wygląda tak: miasto twierdzi (przez edytowany post), że darmowa jazda była tylko na Sylwestra. Pasażerowie twierdzą (opierając się na pierwszej wersji komunikatu), że zostali wprowadzeni w błąd.
Internauci nie zostawiają na Ratuszu suchej nitki
Skalę bałaganu najlepiej widać w komentarzach pod wpisami na Facebooku, gdzie zdezorientowani mieszkańcy wciąż dopytują o zasady przejazdów. „Czy dziś też nie kasujemy biletów?” – pyta pani Marzena, podczas gdy pan Marcin dodaje z ironią: „Rozumiem, że dziś już jeździmy samochodami, a bilety w MPK kasujemy?”. Te komentarze to najlepszy dowód na to, że komunikat o zakończeniu darmowej komunikacji dotarł tylko do nielicznych, a cena za ten brak profesjonalizmu jest dziś wystawiana w formie mandatów.


