Nasze dwa artykuły wywołały w Olsztynie polityczną burzę, która błyskawicznie rozlała się na lokalną scenę publiczną. W Olsztynie rozpoczyna się polityczna ofensywa przeciwko prezydentowi miasta Robert Szewczyk. Działacze Prawo i Sprawiedliwość ogłosili zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie jego odwołania. Decyzję ogłoszono podczas konferencji prasowej w środę, 25 marca.
Powody: miliony niewykorzystane i premie dla prezesów
Jak przekazał szef miejskich struktur PiS i radny wojewódzki dr Paweł Warot, inicjatywa referendalna ma dwa główne powody.
Pierwszy to niewykorzystanie środków na ochronę ludności i obronę cywilną. Według polityków, miasto mogło sięgnąć po ponad 12 mln zł, ale ostatecznie wnioskowało o znacznie mniejszą kwotę, a nawet przyznanych około 2 mln zł nie udało się wydać i środki zostały zwrócone.
Drugi zarzut dotyczy wysokich premii dla zarządów spółek komunalnych. Według PiS, łączna kwota nagród miała wynieść około 400 tys. zł, a część z nich trafiła do spółek, które przynosiły straty.
– To sytuacja bulwersująca i niezrozumiała z punktu widzenia odpowiedzialności za publiczne pieniądze – mówił Warot.
Ostre zarzuty: „kompromitacja władz miasta”
Podczas konferencji padły bardzo mocne słowa. Zdaniem organizatorów referendum, zwrot środków przeznaczonych na bezpieczeństwo mieszkańców to „kompromitacja władz miasta” i dowód na poważne problemy w zarządzaniu.
Politycy podkreślali również kontekst bezpieczeństwa – trwający konflikt za wschodnią granicą oraz potrzebę inwestowania w infrastrukturę kryzysową, taką jak agregaty prądotwórcze czy zabezpieczenia dostępu do wody.
Ratusz odpowiada: zabrakło wkładu własnego i czasu
Władze miasta tłumaczą, że kluczowym problemem był brak środków na wkład własny, który w przypadku tego programu miał wynosić około 40 proc. wartości inwestycji.
Dodatkowo urzędnicy wskazują na krótki czas realizacji oraz problemy z dostępnością sprzętu na rynku. W ich ocenie nie było możliwości przeprowadzenia zakupów i rozliczenia inwestycji do końca roku, dlatego podjęto decyzję o zwrocie dotacji.
Inne samorządy dały radę
Sprawę dodatkowo zaostrza porównanie z innymi miastami regionu. Przykładowo Elbląg wykorzystał ponad 10 mln zł z tego samego programu, a powiat olsztyński zrealizował zakupy sprzętu za kilka milionów złotych.
To właśnie ten kontrast jest jednym z głównych argumentów polityków PiS, którzy przekonują, że problem nie leży w programie, lecz w działaniu władz Olsztyna.
Co dalej z referendum?
Aby referendum mogło się odbyć, konieczne jest zebranie podpisów od co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W praktyce oznacza to ponad 10 tys. podpisów.
Organizatorzy mają na to 60 dni od momentu formalnego zgłoszenia inicjatywy.
To jednak dopiero pierwszy etap. Nawet jeśli podpisy zostaną zebrane, ostateczna decyzja należeć będzie do mieszkańców, którzy musieliby wziąć udział w głosowaniu i opowiedzieć się za odwołaniem prezydenta.
Referendum w Olsztynie – trudna historia
Referenda w Olsztynie należą do rzadkości. Do tej pory tylko raz zakończyły się odwołaniem prezydenta miasta – chodziło o Czesław Jerzy Małkowski.
Późniejsze próby odwołania jego następcy, Piotr Grzymowicz, zakończyły się niepowodzeniem – organizatorom nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.
Polityczna mobilizacja czy realna szansa?
Na tym etapie trudno ocenić, czy inicjatywa zakończy się sukcesem. Politycy PiS przekonują, że nastroje społeczne sprzyjają zmianie władzy i liczą na mobilizację mieszkańców.
Z kolei przeciwnicy referendum mogą uznać je za element politycznej walki.
Jedno jest pewne – temat będzie jednym z najważniejszych sporów w Olsztynie w najbliższych tygodniach.