Nowe, zaskakujące informacje ws. tragicznego wypadku, w którym życie straciły dwie osoby: ojciec i 2-letni syn. Do zdarzenia doszło w sierpniu 2025 r. między Bisztynkiem a Wozławkami. Alan G. kierował Audi, które najechało na tył Skody, a następnie uciekł z miejsca wypadku. Przez miesiące wydawało się, że 35-latek w chwili wypadku był pijany. Dziś wiadomo, że nie odpowie za jazdę po pijanemu.
W wypadku, do którego doszło między Bisztynkiem a Wozławkami, zginęły dwie osoby: 37-letni Zbigniew M., żołnierz i strażak ochotnik oraz 2-letni Hubert, jego syn. W aucie siedziała też mama Huberta, partnerka Zbigniewa M. Samanta B. w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Na szczęście lekarzom udało uratować się życie nie tylko kobiety, ale i jej nienarodzonego dziecka. Kobieta była bowiem w ciąży.
Po wypadku Alana G. uciekł do domu. Tam zatrzymali go policjanci. Badanie alkomatem wykazało, że miał około półtora promila. Alan G. tłumaczył policjantom, że alkoholem „rozładował stres” i sięgnął po niego już po wypadku.
Prokuratorskie śledztwo trwa od wielu miesięcy. Początkowo sprawa wydawała się być oczywista – pijany kierowca spowodował wypadek i ze strachu uciekł do domu. Sprawę badali biegli i okazało się, że nie można jednoznacznie ocenić, że Alan G. kierował po alkoholu w chwili wypadku.
Daniel Brodowski, rzecznik olsztyńskiej prokuratury, poinformował w rozmowie z „Faktem”, że prokurator umorzył postępowanie w zakresie kierowania przez Alana G. pojazdem w stanie nietrzeźwości. Brodowski wyjaśnił, że dwie, niezależne opinie biegłych były – jak powiedział – „korzystne dla podejrzanego”.
Choć Alan G. nie odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu, nadal grozi mu wieloletnie więzienie. Mężczyzna jest w areszcie. Ciążą na nim poważne zarzuty. Grozi mu nawet 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenie pomocy poszkodowanym i ucieczkę z miejsca zdarzenia.
źródło: „Fakt”