reklama
Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko najważniejsze wiadomości

Znikają kolejne lokale na olsztyńskiej Starówce. Po wakacjach czeka nas bankructwo branży gastronomicznej?

OlsztynZnikają kolejne lokale na olsztyńskiej Starówce. Po wakacjach czeka nas bankructwo branży...

Mimo sezonu turystycznego restauratorzy skarżą się na mały ruch i niewielkie zarobki. Nawet na Warmii i Mazurach, które zawsze przyciągały gości urokliwymi zakątkami, nie jest lepiej. Może się okazać, że po wakacjach nie będzie gdzie zjeść nawet na olsztyńskiej Starówce.

Branża gastronomiczna upada

reklama

O dramatycznej sytuacji całej branży gastronomicznej przedsiębiorcy alarmują od dawna. Od początku pandemii słyszymy o kolejnych upadających lokalach. Wojna w Ukrainie, szalejąca inflacja, wpływ na to ma wiele czynników, jednak efekt jest jeden: coraz więcej restauracji nie jest w stanie się utrzymać na rynku.

Przedsiębiorcy upatrywali w sezonie wakacyjnym szans na podreperowanie budżetu, choć od początku było wiadomo, że nie są w stanie nadrobić strat spowodowanych kolejnymi lockdownami i wzrostem cen gazu, prądu, paliw i samych artykułów spożywczych.

reklama

Turyści jednak odczuwają podwyżki równie boleśnie i mocno trzymają się za portfele. Odpoczywają krócej, wybierają rozrywki bezpłatne lub ograniczają je do minimum, do restauracji chodzą znacznie rzadziej i zostawiają w nich mniej pieniędzy.

Pisaliśmy o tym tutaj: Sezon na Mazurach: widać mniej turystów niż przed rokiem, zrobili się oszczędni.

Olsztyńska Starówka pustoszeje

reklama

Kolejne restauracje znikają też z mapy Olsztyna.

I chociaż zamknięcie takich kultowych lokali jak „Baron”, zlokalizowana przy olsztyńskim dworcu i funkcjonująca tam przez 34 lata budka z zapiekankami, czy działająca przez 62 lata restauracja „Kolorowa”, zostały formalnie zamknięte z innych powodów (likwidacja „Barona” jest związana z przebudową dworca, a właścicielka „Kolorowej” postanowiła przejść na emeryturę), ich brak jest zauważalny dla mieszkańców. Bez wątpienia aktualna sytuacja ułatwiła takie decyzje.

Pustoszeją nawet takie rejony jak Stare Miasto, które trudno sobie wyobrazić bez tłumu turystów, restauracji i innych lokali, w których można nie tylko dobrze zjeść, ale i miło spędzić czas.

Coraz więcej restauracji walczy o przetrwanie, coraz więcej tę walkę przegrywa.

Już w styczniu pisaliśmy o problemach restauracji Tandoor Kuchnia Indyjska czy wystawieniu na sprzedaż Malta Cafe.

Znika „Głową w piach”

Teraz do listy znikających restauracji dołączyła „Głową w piach”, zlokalizowana na olsztyńskiej Starówce. Przykrą wiadomość ogłosili właściciele na swoim profilu na Facebooku. Lokal będzie funkcjonował do końca sezonu letniego.

Restauratorzy podziękowali swoim gościom za zamówienia, ale też „każdy uśmiech i dobre słowo, za gwiazdki na Google i recki na fejsie, za niezapomniane notatki na pyszne.pl i długie, letnie wieczory, skąpane śpiewem i tańcem na Kołłątaja!”. Zaprosili również do odwiedzania restauracji przez te kilka ostatnich tygodni.

„Cieszymy się, że od kilku dobrych lat mogliśmy zaskakiwać Was naszymi daniami ze strusim mięsem – mamy nadzieję, że polubiliście dużego ptaka i będziecie za nim tęsknić” – czytamy na Facebooku.

„Nie mówimy do widzenia, mówimy do zobaczenia!” – zapowiadają właściciele „Głową w piach”.

Co dobije branżę gastronomiczną?

Prawdopodobnie konsolidacja kilku czynników.

Numer jeden: drożyzna

Prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej Jacek Czauderna już w czerwcu na antenie Polsat News mówił wprost, że ludzi nie stać już na jedzenie w restauracjach. Czteroosobowa rodzina jeszcze niedawno zostawiała w lokalach 180 złotych, obecnie są to już kwoty rzędu 250-300 złotych za obiad.

Numer dwa: wzrost kosztów prowadzenia biznesu

Koszty mediów wzrosły tak bardzo, że podwyżki cen usług gastronomicznych nie są w stanie ich w żaden sposób zrekompensować. Restauratorzy nie mogą podnieść cen trzykrotnie, bo o tyle wzrosły koszty mediów, bo goście tyle nie zapłacą i po prostu zrezygnują z wizyty w lokalu.

Numer trzy: utrata płynności

Wielu przedsiębiorców jest zadłużonych u dostawców – w branży gastronomicznej wynosi ono już prawie 300 milionów złotych. To oznacza utratę płynności finansowej po obu stronach.

Numer cztery: brak fachowców

Już na początku pandemii wiele lokali kończyło działalność lub ją mocno ograniczało, zwalniając wykwalifikowanych pracowników. Wielu z nich odeszło do innych, bardziej stabilnych branż.

Teraz, w związku z dotykającymi wszystkich podwyżkami kosztów życia, pracownicy oczekują adekwatnych wynagrodzeń, których gastronomia nie jest w stanie zapewnić.

Numer pięć: konieczność spłacania dotacji z PFR

W czasie lockdownów około 18 procent przedsiębiorców z branży gastronomicznej otrzymało dotacje z Polskiego Funduszu Rozwoju. W ciągu najbliższych lat będą musieli je spłacić, a na ten moment wielu z nich nie wie, czy uda im się w ogóle utrzymać na rynku.

Numer sześć: system podatkowy

Restauratorzy płacą 23 procent podatku VAT na żywność – uważają, że pomogłoby im obniżenie go do 5 procent na wszystkie usługi gastronomiczne.

W sklepach żywność nie jest obciążona podatkiem VAT, klienci porównują je z cenami w lokalach i rezygnują z wizyt.

Numer siedem: kontrole KAS

Restauratorzy czują się „nękani przez urzędników” KAS, którzy nasilili kontrole między innymi uiszczania podatku od żywności.

Prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej Jacek Czauderna mówi wprost:

– Branża gastronomiczna przechodzi obecnie poważny kryzys. Po zapaści spowodowanej pandemią COVID-19 i lockdownami, właściciele restauracji mierzą się z drożyzną i galopującą inflacją, która może doprowadzić nie tylko do zamykania lokali, ale również poważnego kryzysu ekonomicznego.

reklama

Imprezy w Olsztynie

reklama
reklama

21 KOMENTARZY

21 komentarzy
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
reklama
×