Olsztyn Green Festival rozpoczyna się dziś nad jeziorem Ukiel, ale nie wszyscy czekają na niego w świątecznych nastrojach. Lokalni przedsiębiorcy zarzucają organizatorowi nierówne traktowanie, a miastu brak wsparcia. Jedna z przedsiębiorczyń deklaruje, że rozważa pozew przeciwko miastu oraz organizatorowi.
– To nie są słowa wypowiadane pod wpływem emocji. Kancelaria przygotowuje dalsze działania. Otwieramy w trakcie festiwalu lokal również po to, aby zebrać materiał pokazujący rzeczywisty wpływ narzuconych ograniczeń na nasze obroty. Rozważamy pozwanie zarówno miasta, jak i organizatora – mówi Magdalena Łokaj, przedsiębiorczyni działająca nad Ukielem.
Festiwal rusza dziś nad Ukielem
Olsztyn Green Festival potrwa do niedzieli 16 sierpnia na plaży miejskiej nad jeziorem Ukiel. To już 12. edycja jednej z największych muzycznych imprez w Olsztynie. Na kilku scenach wystąpią m.in. Kayah, Pezet, Sokół, Artur Rojek, Krzysztof Zalewski, Ralph Kaminski i Vito Bambino.
Dla tysięcy uczestników to trzy dni koncertów i festiwalowej atmosfery. Dla części przedsiębiorców, którzy przez cały sezon prowadzą działalność na terenie plaży miejskiej, tegoroczna edycja oznacza jednak konflikt o zasady funkcjonowania ich lokali.
Magdalena Łokaj z Kapitańska Beach Club tłumaczy, że przedsiębiorcy dzierżawią miejskie tereny, którymi administruje OSiR. W umowach ma znajdować się zapis pozwalający miastu podczas dużych imprez ograniczyć lub wstrzymać ich działalność.
– Kiedy teren przejmuje organizator festiwalu, to on ustala warunki. Miasto w zasadzie przestaje angażować się w sprawę i oczekuje, że porozumiemy się bezpośrednio z organizatorem – mówi.
„W tym roku sytuacja się zmieniła”
Kością niezgody w tym roku są zasady sprzedaży alkoholu. Według przedsiębiorczyni na początku lipca lokale dostały informację, że podczas festiwalu będą mogły sprzedawać wyłącznie napoje zawierające do 3,5 proc. alkoholu.
Łokaj podkreśla, że podczas poprzednich edycji przedsiębiorcy działali inaczej i mogli sprzedawać również mocniejsze alkohole.
– Gdyby zakaz obejmował wszystkich, moglibyśmy go zrozumieć. Tymczasem ograniczenie dotyczy lokalnych przedsiębiorców, ale prawdopodobnie nie będzie dotyczyć sponsorów festiwalu. To właśnie uważamy za dyskryminację – mówi Magdalena Łokaj.
Miasto płaci za organizację dwóch edycji festiwalu
Przedsiębiorcy mają pretensje także do miasta, które od lat finansowo angażuje się w Olsztyn Green Festival w ramach promocji Olsztyna. W latach 2024 i 2025 przeznaczało na ten cel po 500 tys. zł rocznie, a teraz zakontraktowało kolejne dwie edycje – w 2026 i 2027 roku. Wartość zamówienia wynosi 813 008,13 zł netto, czyli około 1 mln zł brutto.
Łokaj podkreśla, że przedsiębiorcy liczyli na wsparcie ratusza, ale miasto – podobnie jak organizator – wskazywało na przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, która ogranicza sprzedaż alkoholu na terenie takiej imprezy do 3,5 proc. W poprzednich latach udawało się obejść ten przepis tworząc strefy wyłączone z terenu festiwalu.
– Byliśmy również u prezydenta Olsztyna. Liczyliśmy, że miasto stanie w obronie lokalnych przedsiębiorców, którzy działają tutaj przez cały sezon. Prezydent także powoływał się jednak na przepisy dotyczące imprez masowych – relacjonuje Łokaj.
„Zwykły weekend jest dla nas lepszy”
Przedsiębiorczyni przekonuje też, że obecność tysięcy festiwalowiczów wcale nie oznacza dla stałych lokali nad Ukielem rekordowych zarobków.
– Panuje przekonanie, że skoro na plaży pojawiają się tysiące ludzi, przedsiębiorcy zarabiają ogromne pieniądze. Tak nie jest. Podczas zwykłego, pogodnego weekendu osiągamy lepsze obroty niż w czasie festiwalu. Porównując podobne warunki pogodowe, obrót w weekend festiwalowy potrafi stanowić około połowy obrotu ze zwykłego weekendu – mówi.
W tym roku obawia się jeszcze słabszego wyniku. Mimo tego jej lokal ma zostać otwarty. Przedsiębiorczyni chce porównać tegoroczne obroty z wynikami osiąganymi podczas wcześniejszych edycji festiwalu.
Te dane mają później posłużyć w przygotowywanym postępowaniu.
Według Łokaj dwa lokale nie otworzą się przez cały okres festiwalu. Powodem mają być koszty uruchomienia działalności przy ograniczonej możliwości sprzedaży.
– Wkładamy własne pieniądze w rozwój tych miejsc. Wszelkie ulepszenia w dzierżawionych lokalach finansujemy sami. Tymczasem zewnętrzny organizator, który korzysta z miejskiego terenu, może narzucić nam zasady praktycznie uniemożliwiające działalność – podsumowuje Magdalena Łokaj.