Awaria ekociepłowni w Olsztynie uruchomiła zastępcze źródła ogrzewania i wywołała pytania o koszty całej operacji. Radny Jarosław Babalski zarzuca ratuszowi brak transparentności i publicznie liczy wydatki, które – jego zdaniem – mogły być bardzo wysokie. Miasto ujawnia, kto poniesie koszty.
Od awarii w ekociepłowni do pytań o pieniądze
Temat kosztów zastępczego ogrzewania pojawił się po nocnym zdarzeniu w Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów przy ul. Bublewicza w Olsztyn. W połowie stycznia doszło tam do wstrzymania procesu technologicznego, co wymusiło wyłączenie jednego z kluczowych źródeł ciepła dla miasta.
Aby utrzymać dostawy ogrzewania, MPEC uruchomił źródła zastępcze, w tym kotłownię szczytowo-rezerwową opalaną gazem. Choć – jak zapewniały władze – mieszkańcy nie odczuli skutków awarii, sytuacja stała się przedmiotem interpelacji radnego Jarosława Babalskiego.
Ratusz: dostawy ciepła były zabezpieczone
W odpowiedzi na interpelację prezydent Olsztyna Robert Szewczyk poinformował, że mimo wyłączenia ekociepłowni nie doszło do przerw w dostawach ciepła. System ciepłowniczy miasta miał zostać szybko przełączony na inne źródła, w tym Ciepłownię Kortowo oraz kotłownię szczytowo-rezerwową przy ul. Bublewicza.
Z pisma wynika również, że przy średniej dobowej temperaturze na poziomie –10 stopni Celsjusza zapotrzebowanie Olsztyna na ciepło wynosi od 180 do 200 MW, a infrastruktura została zaprojektowana tak, by takie sytuacje awaryjne obsługiwać bez zagrożenia dla odbiorców.
Kto zapłaci za zastępcze ogrzewanie Olsztyna?
Kluczowa dla mieszkańców była kwestia odpowiedzialności finansowej. Ratusz wskazał jednoznacznie, że konsekwencje finansowe awarii ponosi operator instalacji – spółka Dobra Energia dla Olsztyna. Wynikać ma to z zapisów umowy partnerstwa publiczno-prywatnego zawartej z miastem.
Władze podkreślają również, że brak jest podstaw do wypłaty rekompensat mieszkańcom, ponieważ nie doszło ani do przerw w dostawach, ani do niedotrzymania parametrów ciepła.
„Obywatelu, nic się nie stało” – krytyka radnego
Odpowiedź ratusza nie przekonała radnego Jarosława Babalskiego. W komentarzu opublikowanym na portalu Debata zarzucił władzom miasta bagatelizowanie problemu.
„Obywatelu nic się nie stało, przecież dostawy ciepła były utrzymane zgodnie z zapotrzebowaniem” – napisał radny, ironicznie odnosząc się do treści odpowiedzi.
Zdaniem Babalskiego fakt utrzymania dostaw nie powinien przesłaniać pytania o realne koszty funkcjonowania systemu w trybie zastępczym.
Wątpliwości wokół uruchomienia kotłowni
Radny zwraca także uwagę na niespójności w przekazie dotyczącym tego, kto faktycznie uruchomił kotłownię szczytowo-rezerwową – MPEC czy operator spalarni.
„To jak w końcu jest? MPEC czy ‘Dobra Energia’ uruchomił Kotłownię Szczytowo-Rezerwową?” – pyta Babalski, przypominając wcześniejsze medialne wypowiedzi prezesa miejskiej spółki ciepłowniczej.
Szacunki kosztów i pytanie o interes publiczny
W swoim komentarzu radny przedstawił także własne szacunki. Opierając się na danych zawartych w odpowiedzi prezydenta dotyczących zużycia gazu w kotłowni rezerwowej, oszacował koszt jej pracy jako bardzo wysoki. Jednocześnie zaznaczył, że miasto nie przedstawiło żadnych oficjalnych wyliczeń.
„Dlaczego nie sprecyzowano tych kosztów, skoro radny składa interpelację właśnie w tej sprawie?” – pyta Babalski.
Radny stawia przy tym pytanie o zabezpieczenie interesu publicznego i relacje miasta z prywatnym operatorem instalacji.
Choć ratusz przekonuje, że sprawa jest zamknięta, a koszty awarii nie obciążą mieszkańców, komentarze radnego pokazują, że temat finansowych skutków wyłączenia ekociepłowni może jeszcze wrócić na forum publiczne. Szczególnie jeśli pojawią się szczegółowe dane dotyczące rzeczywistych kosztów zastępczego ogrzewania miasta.
źródło: Debata/Urząd Miasta Olsztyna


