Na północno-wschodnim pograniczu Polski trwa mobilizacja służb, której skala może być znacznie większa, niż dotychczas informowano. Do regionu mieli zostać skierowani dodatkowi policjanci i kontrterroryści, a w województwie warmińsko-mazurskim obecni są również żołnierze elitarnych jednostek wojskowych. Wszystko w związku z obawami przed możliwymi działaniami dywersyjnymi. Pojawiają się jednak nowe ustalenia, które rzucają inne światło na sytuację przy granicy z Rosją.
Około 200 policjantów skierowanych w rejon granicy z Rosją
Według ustaleń „Rzeczpospolitej” w rejon granicy Polski z obwodem królewieckim skierowano 180 funkcjonariuszy oddziałów prewencji policji z Wrocławia i Szczecina. W działaniach ma uczestniczyć również grupa policyjnych kontrterrorystów. Łącznie może to być około 200 policjantów, nie licząc funkcjonariuszy pełniących na co dzień służbę w województwie warmińsko-mazurskim.
Około 200 policjantów, GROM, NIL i AGAT przy granicy z Rosją. Nowe ustalenia dotyczące przygotowań na możliwą dywersję.
Pojawiają się kolejne informacje o skali działań polskich służb na północno-wschodnim pograniczu.
1/20— Piotr Brzyski (@p_brzyski) November 4, 2026
Komenda Główna Policji nie potwierdziła jednak tych liczb. Rzecznik KGP Andrzej Fijołek odmówił ujawnienia szczegółowych informacji dotyczących liczebności skierowanych sił. Jak argumentował, takie dane mogłyby zostać wykorzystane przez potencjalnych dywersantów oraz obce służby wywiadowcze. Wzmocnienie policyjnych sił ma związek z działaniami prewencyjnymi prowadzonymi w związku z zagrożeniem aktami dywersji i sabotażu.
Warmińsko-mazurska policja informowała już wcześniej o skierowaniu dodatkowych funkcjonariuszy do powiatów przygranicznych. Mundurowi prowadzą wzmożone patrole, kontrole na drogach oraz działania w pobliżu obiektów istotnych dla bezpieczeństwa mieszkańców.
GROM, NIL i AGAT. Elitarne jednostki wojskowe w województwie warmińsko-mazurskim
Jeszcze większą uwagę zwracają doniesienia dotyczące obecności żołnierzy Wojsk Specjalnych. Według „Rzeczpospolitej” w regionie obecni są nie tylko komandosi jednostki GROM, o której informowano wcześniej, ale również żołnierze jednostek NIL i AGAT.
Jednostka Wojskowa NIL specjalizuje się między innymi we wsparciu informacyjnym, rozpoznaniu, łączności oraz wykorzystaniu bezzałogowych systemów powietrznych. Z kolei Jednostka Wojskowa AGAT jest przygotowana do prowadzenia działań specjalnych oraz wspierania innych formacji wojskowych. Według doniesień gazety w szkoleniach uczestniczą także zespoły Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych potwierdziło prowadzenie ćwiczeń w województwie warmińsko-mazurskim. Jednocześnie rzecznik formacji, ppłk Mariusz Łapeta, podkreślił, że mają one charakter cykliczny. Oznacza to, że sama obecność komandosów w regionie nie musi świadczyć o wystąpieniu nadzwyczajnej sytuacji.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów oficjalnie wymieniła natomiast GROM wśród formacji zaangażowanych w działania związane z ochroną pogranicza. Nie ujawniono szczegółowego zakresu zadań poszczególnych jednostek.
Czy Polska przygotowuje się na atak rosyjskich dywersantów?
Do nowych informacji odniósł się Piotr Brzyski, analityk bezpieczeństwa i specjalista zarządzania kryzysowego, związany z WarNewsPL. W opublikowanej na platformie X analizie zwrócił uwagę, że samo skierowanie dodatkowych sił do regionu nie oznacza, iż wszystkie formacje będą bezpośrednio uczestniczyć w zwalczaniu ewentualnych grup dywersyjnych.
Policyjne oddziały prewencji mogą odpowiadać między innymi za zabezpieczanie terenu, ochronę mieszkańców, kontrolę ruchu czy wspieranie innych służb.
Zupełnie inne przygotowanie i wyposażenie są potrzebne do prowadzenia działań przeciwko dobrze wyszkolonym i uzbrojonym grupom dywersyjnym.
W takim scenariuszu szczególne znaczenie mogłyby mieć Wojska Specjalne, dysponujące odpowiednimi zdolnościami operacyjnymi i rozpoznawczymi. Brzyski podkreśla, że liczba funkcjonariuszy nie jest jedynym wyznacznikiem możliwości reagowania państwa na potencjalne zagrożenie.
Rosja może sprawdzać reakcję polskich służb? Analityk wskazuje możliwy scenariusz
Jednym z najbardziej interesujących wątków analizy Piotra Brzyskiego jest możliwość wykorzystania obecnego napięcia do sprawdzenia gotowości polskich służb.
Według analityka nie można wykluczyć scenariusza, w którym celem potencjalnej prowokacji byłoby ustalenie, jak szybko Polska reaguje na ostrzeżenia oraz w jaki sposób współdziałają policja, wojsko i pozostałe formacje.
Samo wywołanie alarmu mogłoby bowiem dostarczyć przeciwnikowi informacji o organizacji zabezpieczenia granicy. Brzyski wyraźnie jednak zastrzega, że jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy, a nie potwierdzony zamiar Rosji.
Jednocześnie wskazuje, że wcześniejsze przygotowanie odpowiednich sił jest znacznie łatwiejsze niż ich mobilizacja już w trakcie rzeczywistego incydentu.
Z tego punktu widzenia skierowanie dodatkowych funkcjonariuszy i utrzymywanie gotowości może być uzasadnionym działaniem zapobiegawczym, nawet jeśli do żadnego ataku ostatecznie nie dojdzie.
Co dzieje się po rosyjskiej stronie granicy? Ważne ustalenia
Istotne informacje dotyczą również sytuacji w samym obwodzie królewieckim. Ppłk rez. Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, zwrócił uwagę, że w dostępnych rosyjskich źródłach nie zaobserwował w ostatnich dniach charakterystycznych oznak przygotowywania działań wojskowych.
Chodzi między innymi o przemieszczanie wojsk czy ograniczanie dostępu do terenów przygranicznych. Co więcej, według trzech niezależnych źródeł „Rzeczpospolitej” dotychczas nie doszło do naruszenia polskiej granicy z obwodem królewieckim.
Nie ma zatem potwierdzonych informacji, które pozwalałyby stwierdzić, że rosyjska operacja dywersyjna na polskim terytorium już się rozpoczęła.
Nie oznacza to jednak całkowitego wykluczenia zagrożenia. Niewielkie grupy dywersyjne mogą działać bez wcześniejszej koncentracji dużych sił wojskowych, a część przygotowań może pozostawać niewidoczna w publicznie dostępnych źródłach.
Donald Tusk ostrzegał przed prowokacją. Służby działają na Warmii i Mazurach
Nowe doniesienia pojawiają się po wcześniejszych informacjach o działaniach polskich służb przy granicy z Rosją. We wtorek, 3 listopada, premier Donald Tusk odniósł się do napiętej sytuacji na pograniczu. Szef rządu przekazał, że meldunki dotyczące działań służb otrzymywał jeszcze po północy.
💬 Premier @donaldtusk ⤵️ https://t.co/35NN8vpb5u
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) November 3, 2026
Premier wskazywał również na działania mające zapobiec możliwej prowokacji i sygnalizował, że stan podwyższonej czujności może się utrzymywać.
W operację zaangażowane są różne formacje odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa, a działania koordynowane są na szczeblu centralnym.
W województwie warmińsko-mazurskim mieszkańcy mogą zauważyć zwiększoną liczbę radiowozów i policjantów, szczególnie w powiatach przygranicznych.
Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie podkreślała, że działania mają przede wszystkim charakter prewencyjny i nie powinny zakłócać codziennego funkcjonowania mieszkańców.
Czy zagrożenie przy granicy z Rosją jest realne?
Na razie szczegółowe informacje o charakterze i prawdopodobieństwie wystąpienia zagrożenia nie zostały ujawnione publicznie. Nie wiadomo również, jak długo dodatkowe siły pozostaną w regionie.
Piotr Brzyski zwraca uwagę, że brak incydentów w kolejnych dniach nie musi oznaczać, iż wcześniejsze ostrzeżenia były bezpodstawne. Może to być zarówno rezultat skutecznego odstraszania potencjalnego przeciwnika, jak i sytuacja, w której rozpatrywane zagrożenie po prostu się nie zmaterializowało.
Najważniejsze pozostaje to, że polskie służby utrzymują zwiększoną gotowość, a działania prewencyjne obejmują również województwo warmińsko-mazurskie. Nie ma obecnie podstaw, by na podstawie przytoczonych doniesień mówić o rozpoczęciu rosyjskiego ataku dywersyjnego na Polskę.
źródła: „Rzeczpospolita”, analiza Piotra Brzyskiego na platformie X