Jak szybko Polska przerzuca dodatkowe siły na granicę i jak współpracują ze sobą poszczególne formacje? Według ppłk. rez. Macieja Korowaja już sama mobilizacja służb na pograniczu z obwodem królewieckim może dostarczyć Rosji takich informacji. Były oficer Służby Wywiadu Wojskowego wskazuje też, jak rosyjskie media mogłyby wykorzystać napięcie na granicy w polskim sporze politycznym. Swoją ocenę przedstawia jako hipotezę.
Co Rosja może zobaczyć, gdy Polska wzmacnia granicę?
Po ostrzeżeniach o możliwej dywersji Komenda Główna Policji powołała sztab koordynujący działania na Warmii i Mazurach oraz Podlasiu. W operację zaangażowano policję, Straż Graniczną, wojsko i służby specjalne. Na pogranicze skierowano dodatkowych policjantów, w tym kontrterrorystów. Czytaj o operacji służb na Warmii i Mazurach
Korowaj zwraca uwagę, że dla potencjalnego przeciwnika znaczenie może mieć już to, co dzieje się po otrzymaniu ostrzeżenia. Obserwacja mobilizacji pozwalałaby ocenić, ile czasu zajmuje przerzut dodatkowych sił, jakie formacje włączają się do działań i jak są one koordynowane. Takie informacje można próbować zbierać także wtedy, gdy nikt nie przekracza granicy.
Analityk opisuje ten mechanizm jako jeden z możliwych elementów „sterowania refleksyjnego”. W tym scenariuszu przeciwnik wysyła sygnały, które mają skłonić drugą stronę do przewidywalnej reakcji. Jej przebieg może później wykorzystać do rozpoznania sposobu działania służb. Korowaj zaznacza, że nie zna treści ostrzeżenia polskiego wywiadu, a służby mogą dysponować informacjami, których nie ma w publicznym obiegu.
Analityk wskazuje, czego szukać w rosyjskich mediach
Korowaj przywołuje relację królewieckiego portalu Kłops, który przedstawił polską operację jako prowadzoną pod pretekstem zagrożenia dywersją. Zwraca też uwagę, że agencja TASS przypomniała wcześniejsze wypowiedzi rosyjskiej ambasady w Warszawie podważające doniesienia o możliwych prowokacjach.
Według analityka kolejną poszlaką byłoby pojawienie się w kilku rosyjskich mediach w podobnym czasie tej samej tezy, że polski rząd nagłaśnia zagrożenie na granicy, by odwrócić uwagę od sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Korowaj wskazuje taki rozwój wydarzeń jako coś, co warto obserwować. W swojej analizie nie stwierdza, że media już podjęły skoordynowane działania.
W opisanym przez niego wariancie brak widocznego incydentu po mobilizacji mógłby posłużyć do podważania wiarygodności ostrzeżeń. Jeśli kolejne komunikaty byłyby odbierane jako element sporu politycznego, trudniej byłoby przekonać opinię publiczną do poważnego potraktowania następnego alarmu. Analiza Macieja Korowaja w serwisie X
Nocny meldunek Straży Granicznej. Czego wciąż nie wiemy?
We wtorek, 3 listopada, Donald Tusk poinformował, że tuż po północy otrzymał od Straży Granicznej meldunki o niepokojącym ruchu na granicy polsko-rosyjskiej. Według premiera służby udaremniły próbę prowokacji. Tusk nie podał dokładnego miejsca zdarzenia, nie opisał zaobserwowanej aktywności ani nie wskazał, kto w niej uczestniczył. Czytaj o nocnym meldunku i wypowiedzi premiera
Z ujawnionych dotąd informacji nie wynika, czy Straż Graniczna zauważyła ruch na odcinku w województwie warmińsko-mazurskim ani czy ktokolwiek próbował przekroczyć granicę. Bez tych szczegółów trudno ocenić, czy nocne zdarzenie miało związek ze scenariuszem opisanym przez Korowaja.