Dzieci będące mieszkańcami Olsztyna miały zapewnione bezpłatne przejazdy komunikacją miejską i aktywne uprawnienia w aplikacji „Nasz Olsztyn”. Mimo to podczas kontroli zdarzało się, że kontrolerzy żądali dodatkowo Olsztyńskiej Karty Miejskiej i nakładali kary.
Z problemem zwrócili się do nas rodzice dzieci korzystających z bezpłatnych przejazdów. Z ich relacji wynikało, że kontrolerzy nie zawsze uznawali uprawnienie widoczne w aplikacji „Nasz Olsztyn” i oczekiwali okazania również tradycyjnej Olsztyńskiej Karty Miejskiej.
Zespół obsługujący aplikację informował użytkowników, że dziecko nie musi mieć przy sobie Olsztyńskiej Karty Miejskiej, ponieważ wszystkie informacje potrzebne do potwierdzenia uprawnienia znajdują się w aplikacji. Rodzice opisywali jednak przypadki, w których mimo aktywnego uprawnienia dziecko otrzymywało wezwanie do zapłaty.
Karta nie jest potrzebna
Małgorzata Babilec z ZDZiT potwierdza, że dziecko posiadające aktywne uprawnienie do bezpłatnych przejazdów nie musi mieć przy sobie ani OKM, ani eLegitymacji, ani innego dokumentu. Wystarcza aktywny profil w aplikacji „Nasz Olsztyn” z widocznym, zatwierdzonym potwierdzeniem ulgi.
Patryk Pulikowski, rzecznik Urzędu Miasta Olsztyna, również wskazuje, że aplikacja jest samodzielnym i wystarczającym nośnikiem uprawnienia. Podczas kontroli należy pokazać kod QR, przy którym widoczny jest opis posiadanych zniżek.
Mimo to ZDZiT odnotował pojedyncze zgłoszenia dotyczące nieuznawania przez kontrolerów uprawnień zapisanych w aplikacji. Były też przypadki wystawienia wezwania do zapłaty osobom, które miały ważne uprawnienie.
Takie opłaty były później anulowane po potwierdzeniu, że w chwili kontroli ulga była aktywna. ZDZiT nie podał jednak, ile dokładnie takich wezwań wystawiono ani ile z nich anulowano.
Według Małgorzaty Babilec kontrolerzy ZDZiT przeszli specjalne szkolenia dotyczące aplikacji, zasad przyznawania ulg i sposobu sprawdzania uprawnień. Mimo tego pomyłki się zdarzały.
Aplikacja od początku z problemami
„Nasz Olsztyn” działa od końca sierpnia i niemal od początku budzi kontrowersje. Już po uruchomieniu pojawiły się problemy z potwierdzaniem statusu mieszkańca, między innymi przy weryfikacji danych z PIT i numeru PESEL.
Później użytkownicy zgłaszali kolejne zastrzeżenia dotyczące nowych zasad kupowania i aktywowania biletów. Dyskusję wywołały między innymi kody QR oraz nowe rodzaje biletów. O problemach i zarzutach wobec systemu pisaliśmy już we wrześniu.
Aplikacja jest istotną częścią nowej polityki biletowej miasta. Od 1 września 30-dniowy Bilet Olsztyniaka kosztuje 90 zł, podczas gdy zwykły bilet na ten sam obszar kosztuje 130 zł. Preferencja dotyczy osób mieszkających w Olsztynie i rozliczających tutaj podatek dochodowy.
Miasto od początku tłumaczyło, że niższe ceny mają być zachętą do rozliczania podatków w Olsztynie i formą preferencji dla osób, które poprzez PIT zasilają miejski budżet.
Temu rozwiązaniu sprzeciwiał się starosta olsztyński Andrzej Abako. Argumentował, że mieszkańcy podolsztyńskich gmin codziennie korzystają z Olsztyna, dojeżdżając do pracy, szkół, urzędów czy lekarzy, a mimo to za tę samą komunikację mają płacić więcej.
Starosta skierował sprawę do wojewody warmińsko-mazurskiego i Rzecznika Praw Obywatelskich. Wojewoda wskazał później uchybienia w części uchwały dotyczącej między innymi opłat dodatkowych oraz zasad korzystania z preferencji przez osoby, które nie mają obowiązku składania PIT. Nie zakwestionował jednak samej zasady niższej ceny biletu dla olsztyńskich podatników.