Noc, dziecięcy wózek i ciało mężczyzny, które trzeba było ukryć. Według ustaleń śledczych właśnie tak miały wyglądać ostatnie chwile jednej z najbardziej tajemniczych zbrodni w powojennej historii Olsztyna.
61-letnia dziś mieszkanka miasta podczas wizji lokalnej pokazała policjantom i prokuratorowi, jak ponad dwie dekady wcześniej miała przewieźć ciało Stanisława H. w okolice Łyny. Zwłoki zostały złożone w prowizorycznym dole, a następnie przysypane ziemią i liśćmi.
Przez następne 22 lata nikt nie wiedział, co stało się z mężczyzną. Jego nazwisko pojawiało się w sądowych dokumentach i policyjnych kartotekach, ale zniknięcia nikt nie połączył ze zbrodnią. Prawda zaczęła wychodzić na jaw dopiero wtedy, gdy z ziemi nad Łyną zaczęły wystawać ludzkie kości.
Dziecięcy wózek na wizji lokalnej
Na nagraniu z wizji lokalnej widać 61-letnią kobietę w asyście policjantów. Jej twarz została zamazana. Śledczy prowadzą ją przez zalesiony teren w pobliżu Łyny, gdzie we wrześniu 2025 roku odnaleziono szczątki Stanisława H.
Podczas czynności wykorzystano dziecięcy wózek oraz manekina służącego do odtworzenia przebiegu zdarzenia. Kobieta pokazuje policjantom drogę, którą miała pokonać nocą z ciałem mężczyzny. Następnie wskazuje miejsce przy skarpie, gdzie zwłoki zostały ukryte.
Z komunikatu policji wynika, że gdy Stanisław H. zmarł w wyniku jej działania, kobieta miała umieścić jego ciało w dziecięcym wózku. Pod osłoną nocy przewiozła je w okolice Łyny, złożyła w prowizorycznym dole i przysypała ziemią oraz liśćmi.
Wizja lokalna miała pozwolić śledczym skonfrontować wyjaśnienia podejrzanej z rzeczywistym ukształtowaniem terenu, odległościami oraz miejscem, w którym po ponad dwóch dekadach odnaleziono szczątki.
Nie ujawniono, czy pokazany podczas rekonstrukcji wózek odpowiadał modelowi wykorzystanemu w 2004 roku. Nie wiadomo również, czy ciało było owinięte w taki sposób, jak przedstawiono to na nagraniu. Pewne jest jednak, że według wyjaśnień podejrzanej właśnie dziecięcy wózek posłużył do przetransportowania zwłok.
Wszystko zaczęło się przy ul. 15 Dywizji
Sprawa, która przez ponad 20 lat pozostawała całkowicie nieznana organom ścigania, rozpoczęła się we wrześniu 2025 roku.
Dwie młode osoby bawiły się w lesie w okolicy Łyny przy ul. 15 Dywizji w Olsztynie. Kopiąc w ziemi, przypadkowo natrafiły na ludzkie szczątki. Fragmenty szkieletu miały wystawać ponad powierzchnię.
Na miejsce wezwano policjantów i prokuratora. Już pierwsze oględziny wskazywały, że nie było to zwykłe miejsce pochówku, a zwłoki zostały celowo ukryte.
Sposób, w jaki ciało znalazło się w ziemi, oraz ukształtowanie miejsca pozwalały przypuszczać, że człowiek ten nie zmarł z przyczyn naturalnych. Hipotezę o zabójstwie miały następnie potwierdzić badania wykonane przez biegłych z zakresu medycyny sądowej.
Prokurator okręgowy w Olsztynie wszczął śledztwo dotyczące zabójstwa nieznanej osoby, dokonanego w nieustalonym wówczas czasie i miejscu. Do sprawy włączyli się policjanci Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.
Śledczy nie wiedzieli jeszcze, kim była ofiara. Nie wiedzieli również, kiedy dokładnie doszło do zbrodni ani jak długo ciało pozostawało nad Łyną.
Przy szczątkach nie było dokumentów
Przy odnalezionym szkielecie nie znaleziono dokumentów ani przedmiotów, które pozwalałyby ustalić tożsamość zmarłego.
Biegły z zakresu medycyny sądowej określił, że były to szczątki dorosłego mężczyzny w wieku od około 40 do 55 lat. Ciało mogło znajdować się w ziemi od kilku do nawet kilkudziesięciu lat.
Tak szeroki przedział czasowy oznaczał, że policjanci musieli brać pod uwagę liczne sprawy zaginięć oraz osoby, z którymi od dawna nie było kontaktu.
Przełom przyniosły specjalistyczne badania biologiczne. Ze szczątków wyizolowano materiał genetyczny, a uzyskany profil DNA porównano z profilami znajdującymi się w policyjnych bazach.
Analiza pozwoliła dotrzeć do członka rodziny zmarłego. Kolejne badania potwierdziły, że odnalezione nad Łyną szczątki należały do Stanisława H., urodzonego w 1958 roku.
Anonimowy szkielet odzyskał nazwisko.
Pozostawało jednak znacznie trudniejsze pytanie: kto i dlaczego zabił Stanisława H.?
Po rozwodzie zniknął z uporządkowanego życia
Odtworzenie ostatnich lat życia mężczyzny było trudne. Stanisław H. po rozwodzie w 1998 roku nie miał stałego miejsca zamieszkania. Przemieszczał się między różnymi miejscami i nie prowadził ustabilizowanego życia.
Był znany policji i wymiarowi sprawiedliwości. Zapadały wobec niego wyroki dotyczące między innymi prób wyłudzenia pieniędzy, posługiwania się podrobionymi dokumentami oraz dokumentami, do których używania nie miał prawa.
Przebywał wcześniej w Areszcie Śledczym w Olsztynie, a także w Zakładzie Karnym w Barczewie.
Był również poszukiwany przez Sąd Rejonowy w Olsztynie w celu odbycia kary pozbawienia wolności. Mimo podejmowanych przez policjantów prób nie zastawano go pod wskazywanym adresem.
Po raz ostatni pojawił się przed sądem pod koniec 2003 roku. Później przestał stawiać się na wezwania i nie odbierał korespondencji.
W kwietniu 2004 roku policjanci rozmawiali z jego sąsiadką. Kobieta przekazała, że ostatni raz widziała go około dwóch miesięcy wcześniej. Oznaczałoby to, że Stanisław H. żył jeszcze na początku 2004 roku.
Później ślad po nim całkowicie zaginął.
Brak stałego adresu, luźne kontakty z otoczeniem oraz fakt, że był osobą poszukiwaną do odbycia kary, mogły sprawić, że jego zniknięcie początkowo nie wzbudziło podejrzeń o popełnienie zbrodni. Dla policjantów mógł być człowiekiem ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości.
W rzeczywistości jego ciało spoczywało w prowizorycznym dole nad Łyną.
Śledczy cofnęli się o ponad dwie dekady
Po potwierdzeniu tożsamości mężczyzny policjanci rozpoczęli odtwarzanie jego ostatnich miesięcy życia.
Analizowali dawne dokumenty, wyroki, miejsca pobytu oraz osoby, z którymi Hornowicz mógł utrzymywać kontakty. Przesłuchiwano świadków, którzy po ponad 20 latach musieli przypomnieć sobie wydarzenia z początku 2004 roku.
Było to śledztwo prowadzone przeciwko upływowi czasu. Część świadków mogła już nie żyć, inni mogli nie pamiętać szczegółów. Miejsca zmieniły wygląd, a większość śladów materialnych dawno zniknęła.
*wideo
Policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Olsztynie stosowali również metody pracy operacyjnej. Policja nie ujawniła, jakie konkretnie działania doprowadziły ich do podejrzanej.
Ostatecznie śledczy zainteresowali się 61-letnią mieszkanką Olsztyna. W 2004 roku kobieta miała pozostawać ze Stanisławem Hornowiczem w osobistej relacji.
Nie sprecyzowano, czy była jego partnerką, konkubiną, znajomą czy inną bliską osobą. Nie ujawniono również, jak długo trwała ich znajomość.
Przyznała się do doprowadzenia do jego śmierci
Kobieta została zatrzymana przez policjantów. Podczas czynności procesowych miała przyznać, że to ona doprowadziła do śmierci Stanisława Hornowicza.
Według jej wyjaśnień do zdarzenia doszło, gdy oboje przebywali w pobliżu miejsca zamieszkania mężczyzny. Policja nie podała, gdzie dokładnie znajdował się ten lokal ani czy chodziło o mieszkanie, pokój lub inne miejsce, w którym Hornowicz zatrzymywał się tymczasowo.
Nie ujawniono również, co wydarzyło się bezpośrednio przed śmiercią mężczyzny.
Śledczy nie podali publicznie motywu. Nie wiadomo, czy doszło do kłótni, czy zbrodnia była wcześniej planowana ani co dokładnie łączyło podejrzaną z ofiarą.
Nie ujawniono także mechanizmu śmierci. Z oficjalnego komunikatu wynika jedynie, że mężczyzna zmarł „w wyniku jej działania”.
Po jego śmierci kobieta miała jednak podjąć działania służące ukryciu zwłok. Ciało umieściła w dziecięcym wózku, nocą przewiozła nad Łynę, a następnie ukryła w ziemi.
Przez kolejne 22 lata nie odnaleziono miejsca pochówku.
Pokazała śledczym miejsce ukrycia zwłok
Po zatrzymaniu 61-latka złożyła obszerne wyjaśnienia. Szczegółowo opisała przebieg wydarzeń podczas wizji lokalnej z udziałem prokuratora i policjantów.
Na nagraniu widać, jak kobieta wskazuje kolejne miejsca i obserwuje rekonstrukcję transportu ciała. Funkcjonariusze wykorzystują dziecięcy wózek oraz manekina. Podejrzana prowadzi śledczych przez porośnięty drzewami teren w stronę miejsca odnalezienia szczątków.
Dla postępowania takie czynności mogą mieć duże znaczenie. Wyjaśnienia osoby podejrzanej można zestawić z miejscem zdarzenia, topografią, możliwą trasą transportu oraz ustaleniami biegłych.
Samo przyznanie się do winy nie kończy bowiem śledztwa. Prokuratura musi zebrać materiał, który potwierdzi wersję przedstawioną przez podejrzaną i pozwoli ustalić dokładny przebieg zbrodni.
Sąd zdecydował o aresztowaniu 61-latki
Prokurator Prokuratury Okręgowej w Olsztynie przedstawił kobiecie zarzut dokonania zabójstwa.
31 lipca 2026 roku skierował do Sądu Rejonowego w Olsztynie wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Tego samego dnia odbyło się posiedzenie aresztowe.
Sąd Rejonowy w Olsztynie mieści się przy ul. Dąbrowszczaków 44. Sąd uwzględnił wniosek prokuratora i zdecydował, że podejrzana spędzi w areszcie najbliższe trzy miesiące.
W ocenie sądu zgromadzony na obecnym etapie materiał dowodowy w dużym stopniu uprawdopodobnił, że kobieta dopuściła się zarzucanego jej czynu.
Za zastosowaniem aresztu przemawiał również rozwojowy charakter śledztwa oraz obawa, że pozostając na wolności, podejrzana mogłaby utrudniać postępowanie.
Sąd zwrócił uwagę, że kobieta nie ma stałego miejsca pobytu na terytorium Polski. Zdaniem sądu stwarzało to realną obawę ucieczki lub ukrywania się przed organami ścigania.
Znaczenie miała też grożąca podejrzanej surowa kara. Za zabójstwo może jej grozić od 8 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Najważniejsze pytania nadal pozostają bez odpowiedzi
Policja ogłosiła rozwikłanie zagadki śmierci Stanisława Hornowicza, ale postępowanie nie zostało jeszcze zakończone.
Nadal nie wiadomo, w jaki sposób mężczyzna został zabity. Nie ujawniono motywu ani szczegółów osobistej relacji łączącej go z podejrzaną. Nie wiadomo również, co wydarzyło się bezpośrednio przed jego śmiercią.
Śledczy będą musieli sprawdzić, czy wyjaśnienia 61-latki znajdują potwierdzenie w wynikach badań medycyny sądowej, materiałach archiwalnych oraz zeznaniach świadków.
Sprawa pokazuje również, jak duże znaczenie we współczesnej kryminalistyce mają badania DNA. Bez nich odnalezione nad Łyną kości mogłyby jeszcze długo pozostać szczątkami niezidentyfikowanego mężczyzny.
Dopiero nazwisko pozwoliło policjantom cofnąć się do Olsztyna z początku 2004 roku, odnaleźć ludzi znających Hornowicza i dotrzeć do kobiety, która miała znać tajemnicę jego śmierci przez ponad dwie dekady.
Przez 22 lata mieszkańcy mijali zalesiony teren nad Łyną, nie wiedząc, że pod ziemią spoczywa ciało zamordowanego człowieka. Ostatecznie miejsce odkryły przypadkowo dwie młode osoby.
Od wystających z ziemi kości do zatrzymania podejrzanej minęło niespełna jedenaście miesięcy.
Na ostateczne wyjaśnienie, dlaczego Stanisław Hornowicz zginął i co dokładnie wydarzyło się w 2004 roku, trzeba będzie jednak poczekać do zakończenia śledztwa.
Źródło: KWP, Prokuratura Okręgowa, Sąd Okręgowy, materiały z wizji lokalnej