Choć od wydania decyzji minęły ponad trzy dekady, sprawa wciąż nie znalazła finału. Rodzina z Mazowsza walczy o zatrzymanie nakazu rozbiórki domu, argumentując, że okoliczności, które były podstawą decyzji z początku lat 90., od dawna uległy zmianie.
Wszystkiemu winien jest rurociąg „Przyjaźń”… Nie jego główna magistrala, lecz podziemna, awaryjna nitka. Zapasowa, ukryta przed potencjalnym wrogiem. Jak twierdzi właściciel nieruchomości, była ukryta także przed zwykłym rolnikiem.
To właśnie ten rolnik miał pecha. Na działce otrzymanej od rodziców wybudował dom dla swojej rodziny. Nie przypuszczał, że pod ziemią przebiega infrastruktura, która po latach stanie się argumentem za wyburzeniem budynku. Choć od wydania decyzji minęły już 33 lata, państwo nadal może doprowadzić do jej wykonania.
Nakaz rozbiórki sprzed 33 lat
W centrum sporu znajduje się dom pana Józefa w Plecewicach pod Brochowem. Nakaz jego rozbiórki został wydany jeszcze w 1992 roku i – mimo upływu ponad trzech dekad – wciąż pozostaje w obrocie prawnym. Dziś zasadnicze pytanie nie brzmi już jednak, czy inwestycja była zgodna z przepisami obowiązującymi na początku lat 90., lecz czy po tak długim czasie, przy zmienionych realiach prawnych, planistycznych i technicznych, wykonanie tej decyzji nadal jest konieczne i uzasadnione.
„To sprawa, która wykracza daleko poza kwestie budowlane. Mamy decyzję wydaną na początku lat 90., a po drugiej stronie człowieka i rodzinę, którzy od ponad trzech dekad żyją w tym domu. Państwo powinno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy celem prawa jest dziś rzeczywiście wyburzenie tego budynku, czy też sprawiedliwe i proporcjonalne rozstrzygnięcie całej sprawy” – mówi pełnomocnik właściciela nieruchomości, mec. Lech Obara.
Dom budowany z myślą o rodzinie
Ta historia sięga 1991 roku. Jak wynika z dokumentów, pan Józef rozpoczął budowę domu na działce otrzymanej od rodziców. Nie była to inwestycja komercyjna ani przedsięwzięcie nastawione na zysk.
Rodzina znajdowała się w trudnej sytuacji mieszkaniowej. Znajdowało się w niej troje dzieci. Jedno z nich cierpiało na porażenie mózgowe i wymagało szczególnej opieki. Wspólne zamieszkiwanie z rodzicami i bratem pana Józefa stawało się coraz bardziej uciążliwe.
Według przedstawianych przez rodzinę dokumentów już wcześniej zwracano się do gminy o zmianę przeznaczenia działki pod budownictwo mieszkaniowe. Miały pojawiać się sygnały, że taka zmiana jest możliwa, a podczas konsultacji dotyczących planu zagospodarowania przestrzennego wniosek został pozytywnie zaopiniowany.
W takich okolicznościach rozpoczęła się budowa domu, który miał rozwiązać problemy mieszkaniowe rodziny.
Nakaz rozbiórki wydano w 1992 roku
Rok później rozpoczęły się problemy. W 1992 roku Wójt Gminy Tułowice wydał nakaz przymusowej rozbiórki budynku. W 1993 roku decyzję utrzymał w mocy wojewoda. Organy wskazywały wówczas dwie podstawowe przesłanki.
Pierwszą była niezgodność inwestycji z obowiązującym wówczas przeznaczeniem terenu. Drugą – budowa domu na nitce rurociągu „Przyjaźń”, co według organów miało stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Od tamtego czasu minęły jednak ponad trzy dekady.
Czy po 33 latach rozbiórka nadal ma uzasadnienie?
Według rodziny okoliczności, które legły u podstaw nakazu rozbiórki, uległy zasadniczej zmianie. Jak wynika z dokumentów, nieruchomość nie jest obecnie objęta miejscowym planem zagospodarowania zakazującym zabudowy mieszkaniowej. Co więcej, w 2017 roku Wójt Gminy Brochów wydał decyzję o warunkach zabudowy dotyczącą legalizacji istniejącego budynku mieszkalnego.
Równie istotna jest kwestia rurociągu. Właściciel nieruchomości wskazuje, że awaryjna nitka, która była jedną z głównych podstaw nakazu rozbiórki, została wyłączona z użytkowania. Dodatkowo w dokumentach znajdują się informacje, że infrastruktura ta nie była prawidłowo ujawniona na mapach, z których inwestor korzystał przed rozpoczęciem budowy.
Zdaniem pełnomocników oznacza to, że państwo powinno dziś ponownie ocenić aktualny stan sprawy, zamiast automatycznie wykonywać decyzję sprzed kilkudziesięciu lat.
„Nie można abstrahować od faktu, że od wydania nakazu minęły 33 lata. Zmieniły się przepisy, zmieniły się warunki planistyczne, zmieniły się również okoliczności techniczne wskazywane kiedyś jako zagrożenie. W takiej sytuacji organ powinien odpowiedzieć na podstawowe pytanie: jaki konkretnie interes publiczny realizowałaby dziś rozbiórka tego domu?” – podkreśla mec. Lech Obara.
Organ nie zmienia stanowiska
Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego nie podzielił jednak tej argumentacji. W decyzji z 26 maja 2026 roku odmówił uchylenia historycznego nakazu rozbiórki. Organ uznał, że przepisy nie pozwalają na zmianę ostatecznej decyzji w trybie wskazywanym przez stronę.
W ocenie pełnomocników takie podejście prowadzi jednak do sytuacji, w której formalna trwałość decyzji administracyjnej staje się ważniejsza niż analiza aktualnych realiów i skutków społecznych. Konsekwencją wykonania nakazu nie byłoby dziś usunięcie nowo powstającego obiektu budowlanego. Chodziłoby o likwidację domu, który od ponad trzech dekad pełni funkcję rodzinnego miejsca zamieszkania.
Sprawa trafiła do GINB i Rzecznika Praw Obywatelskich
Po decyzji MWINB pełnomocnicy Pana Józefa złożyli odwołanie do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Równocześnie skierowali wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich o przystąpienie do sprawy.
W ocenie rodziny postępowanie dotyczy dziś nie tylko prawa budowlanego, ale także konstytucyjnych wartości: ochrony własności, prawa do poszanowania mieszkania, życia rodzinnego oraz zasady zaufania obywatela do państwa. Dlatego sprawa pana Józefa może mieć znaczenie wykraczające daleko poza granice jednej nieruchomości w Plecewicach. Dotyczy bowiem pytania, które może zainteresować każdego obywatela: czy państwo powinno bezrefleksyjnie wykonywać decyzję administracyjną wydaną ponad trzydzieści lat temu, jeśli okoliczności będące podstawą tej decyzji mogły już dawno przestać istnieć?
O tym, czy nakaz rozbiórki sprzed ponad 30 lat powinien zostać wykonany mimo zmiany okoliczności, rozstrzygną teraz kolejne instytucje.