Władze Olsztyna miały do dyspozycji 12,55 mln zł z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Ostatecznie Ratusz sięgnął tylko po niewiele ponad 2 mln zł. Jednak nie zrealizował żadnego zadania i zwrócił całą dotację.
Program ważny dla regionu
Środki pochodziły z rządowego programu, który jest podstawą finansowania zadań ochrony ludności i obrony cywilnej. Ma wzmacniać gotowość samorządów na sytuacje kryzysowe, podnosić odporność na zagrożenia i zabezpieczać podstawowe usługi.
Program obejmuje m.in. tworzenie i utrzymanie zasobów ochrony ludności, systemy ostrzegania, bazy magazynowe, inwestycje w infrastrukturę, szkolenia i zadania związane z zapewnieniem ciągłości dostaw podstawowych usług.
Dla Warmii i Mazur ten program miał dodatkowe znaczenie. – Ze względu na specyfikę województwa, środki przewidziane dla warmińsko-mazurskiego, jak i innych województw objętych realizacją Tarczy Wschód, zostały zwiększone w stosunku do innych województw, w przeliczeniu na mieszkańca – mówi Szymon Tarasewicz, rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego.
Olsztyn miał jeden z najwyższych limitów w regionie i mógł sięgnąć nawet po 12,5 mln złotych. Ratusz złożył dwa wnioski na łączną sumę 3 534 400 zł. Jeden został odrzucony w całości, w drugim nie zatwierdzono części wydatków. Po korekcie zaakceptowano zakres na 2 004 100 zł i podpisano umowę.
Miały być agregaty, przyczepy i zabezpieczenie podstawowych usług
W planie były konkretne zakupy związane z funkcjonowaniem miasta w sytuacji kryzysowej. Chodziło o agregaty prądotwórcze dla przepompowni ścieków P-3 w Olsztynie i P-10 w Kieźlinach, agregaty dla MPEC oraz pięć przyczep do przewozu wody pitnej ze zbiornikami o pojemności 5 tys. litrów dla PWiK.
To nie były zakupy drugorzędne. Mowa o sprzęcie związanym z wodą, ściekami i ciepłem, czyli usługami, bez których miasto nie jest w stanie normalnie działać w razie poważniejszego kryzysu. Pokazuje to także bieżąca sytuacja w Olecku, gdzie po skażeniu wodociągu sanepid wydał komunikat, że woda nie nadaje się do spożycia ani do celów gospodarczych.
Miasto wskazuje na finanse, rynek i krótki termin
Jak tłumaczą władze miasta o fiasku realizacji programu zaważyły m.in.: krótki termin, sytuacja rynkowa, ograniczona dostępność sprzętu, procedury zakupowe i brak zabezpieczonego wkładu własnego. – Na etapie planowania i uchwalania budżetu na 2025 rok, miasto Olsztyn nie posiadało informacji o planowanym wdrożeniu programu – tłumaczy Paweł Micek, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Olsztyna.
Pieniądze wróciły za późno
Problem w tym, że Olsztyn nie zrealizował żadnego z zadań objętych zaakceptowanym wnioskiem. Pieniądze wróciły do budżetu wojewody. – Niestety zwrócenie funduszy w takim okresie uniemożliwiało ich przekazanie innym samorządom – wyjaśnia Szymon Tarasewicz, rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego.
W praktyce oznacza to, że stolica regionu nie tylko nie wykorzystała pieniędzy, ale oddała je tak późno, że nie skorzystały z nich inne samorządy.
Mniejsze gminy potrafiły, Olsztyn nie
Na tle regionu Olsztyn wypada słabo. Elbląg mógł ubiegać się o 8,5 mln, podpisał umowę na 4,3 mln.
W powiecie olsztyńskim kilka gmin realnie wydało duże środki. Jonkowo podpisało umowę na 3 mln zł i wykorzystało praktycznie całość tej kwoty. Dywity wydały ponad 1,66 mln zł. Stawiguda ponad 1,55 mln zł. Barczewo ponad 1,12 mln zł. Purda ponad 755 tys. zł.
Za te pieniądze samorządy realizowały inwestycje w magazyny ochrony ludności, kupowały agregaty prądotwórcze, sprzęt ciężki, mobilne stacje uzdatniania wody, beczkowozy i wyposażenie dla OSP.
Ten kontrast jest dla Olsztyna szczególnie niewygodny. Mniejsze samorządy potrafiły przełożyć program na konkretne zakupy i konkretne działania. Stolica województwa nie wykorzystała nawet zaakceptowanego zakresu.