Sierpień 2019 roku na zawsze zmienił krajobraz polskiego show-biznesu i życie jednej z najpopularniejszych dziennikarek w kraju. Po latach milczenia, Agnieszka Woźniak-Starak w rozmowie z Januszem Schwertnerem w programie „Prześwietlenie” na kanale Goniec, odsłania kulisy dramatycznych dni na Mazurach. To opowieść o instynkcie przetrwania, poszukiwaniu duchowości i bolesnym zderzeniu z rzeczywistością, której tłem pozostają konkretne ustalenia śledczych z jeziora Kisajno.
„Poprosiłam o psychiatrę, zanim go znaleźli”
W najnowszym wywiadzie Agnieszka Woźniak-Starak wraca do chwil, o których wielu wolałoby zapomnieć. Gdy cała Polska śledziła komunikaty policji i mazurskiego WOPR-u, ona – będąc w samym centrum wydarzeń – przygotowywała się na najgorszy scenariusz.
„Moja intuicja podpowiedziała mi, ja na miejscu jeszcze jak szukaliśmy Piotrka, to powiedziałam do naszego przyjaciela: ja bym chciała, żebyście ściągnęli psychiatrę albo psychologa na miejsce, bo ja nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguję” – wyznała w programie Goniec.
Dziennikarka opisała stan totalnego „resetu”, w którym jedyną ucieczką od paraliżującego strachu była fizyczna aktywność. Codzienne bieganie po 10 kilometrów i wielogodzinne spacery z psami po lasach pod Warszawą nie były formą dbania o sylwetkę, lecz desperacką próbą walki o chemię w mózgu. „Chodziłam trzy godziny po lesie, żeby jakiekolwiek endorfiny złapać. Jak dostajesz takiego resetu, myślisz sobie: What the f**k? To w ogóle nie o to w tym życiu chodzi”.
Tło tragedii: Dramatyczna noc na jeziorze Kisajno
Aby w pełni zrozumieć wagę tych słów, należy przypomnieć fakty, które w tamtym czasie dokumentowała redakcja TKO. Do wypadku doszło w nocy z 17 na 18 sierpnia 2019 roku. Piotr Woźniak-Starak, znany producent filmowy, wypadł z motorówki podczas wykonywania gwałtownego manewru skrętu.
Z ustaleń publikowanych przez tko.pl wynika, że na łodzi znajdowała się wówczas także 27-letnia Ewa z Łodzi. Kobiecie udało się dopłynąć do brzegu o własnych siłach, jednak producent zniknął pod taflą wody. Akcja poszukiwawcza trwała pięć dni i angażowała specjalistyczny sprzęt oraz elitarną Grupę Specjalną Płetwonurków RP. Ciało odnaleziono 22 sierpnia, około 400 metrów od posiadłości rodziny Staraków w Fuledzie.
Raport śledczych i bolesne ustalenia
Sekcja zwłok, o której informowała nasza redakcja, była bezlitosna. Przyczyną śmierci Piotra Woźniaka-Staraka były wielonarządowe obrażenia, głównie głowy, spowodowane uderzeniem przez pracującą śrubę napędową motorówki. Badania toksykologiczne wykazały, że producent miał we krwi 1,7 promila alkoholu.
Tragedia miała także swój ciąg dalszy w sądach. Kontrowersje wzbudził pochówek producenta na terenie prywatnej posesji w Fuledzie. Jak przypomina tko.pl, sprawa trafiła na wokandę, ponieważ polskie prawo surowo reguluje kwestie pochówku poza cmentarzami. Ostatecznie wskazano, że miejsce w Fuledzie ma charakter symboliczny, a prochy spoczęły na warszawskich Starych Powązkach.
„Potrzebowałam go namierzyć” – duchowa przemiana
Dla Agnieszki Woźniak-Starak traumatyczne wydarzenia stały się początkiem głębokiej przemiany wewnętrznej. W wywiadzie dla Gońca przyznała, że po śmierci męża obsesyjnie szukała odpowiedzi na pytanie: „co dalej?”.
„Czytałam te wszystkie książki o życiu po śmierci i gdzieś potrzebowałam namierzyć, gdzie ten Piotrek teraz może być. Naczytałam się tego tyle, że bardzo mnie to zbudowało i mi pomogło, bo uwierzyłam, że tak jest po prostu. Przestałam się bać śmierci, bo wiem, że ona nie istnieje” – tłumaczy dziennikarka.
Dziś, z perspektywy czasu, Woźniak-Starak podkreśla, że „syndrom oszusta”, który towarzyszył jej przez lata kariery w mediach, wyparował w obliczu ostateczności. Wywiad z Januszem Schwertnerem to nie tylko wspomnienie tragedii na Kisajnie, ale manifest kobiety, która po przejściu przez medialne i osobiste piekło, nauczyła się stawiać własne granice i cenić autentyczność ponad blask fleszy.
źródło: Goniec / TKO