Przez dziesięciolecia ziemia skrywała ślady jednej z najtragiczniejszych kart historii regionu. Niemcy robili wszystko, by prawda o popełnionych tam zbrodniach nigdy nie wyszła na jaw. Po latach naukowcy zakończyli badania, których wyniki pokazują ogrom tragedii. Odkryto siedem masowych mogił, tysiące przedmiotów i ponad 18 ton ludzkich prochów oraz szczątków.
Zakończył się piąty, a zarazem ostatni sezon badań archeologicznych i antropologicznych prowadzonych w lesie białuckim niedaleko Działdowa. To właśnie w tym miejscu Niemcy dokonywali masowych egzekucji więźniów obozu KL Soldau, a następnie ukrywali szczątki zamordowanych osób.
Wieloletnie prace pozwoliły odsłonić kolejne ślady niemieckich zbrodni oraz lepiej poznać skalę eksterminacji prowadzonej na tych terenach podczas II wojny światowej.
W jednej mogile mogło spoczywać nawet 1400 osób
Tegoroczne badania przeprowadzili naukowcy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Skupili się przede wszystkim na grobie oznaczonym numerem 7.
Analiza wydobytych szczątków pozwoliła ustalić, że znajdowały się w nim pozostałości co najmniej 76 dorosłych osób, trojga dzieci oraz jednego noworodka. Badacze podkreślają jednak, że rzeczywista liczba ofiar pochowanych w tym miejscu mogła być znacznie większa.
– Liczba ofiar pochowanych w tej mogile najprawdopodobniej była jednak wielokrotnie wyższa. Na podstawie wymiarów grobu oraz szacunków z analogicznych miejsc eksterminacji można przyjąć, że spoczywało w nim od 800 do 1400 osób – przekazało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Podczas ostatniego sezonu badań odnaleziono również 937 przedmiotów. Wśród nich dominowały elementy niemieckiej amunicji do broni krótkiej i karabinowej. Znaleziska stanowią kolejne materialne świadectwo zbrodni popełnianych w tym miejscu.
Siedem masowych mogił i ponad 18 ton ludzkich szczątków
Badania w lesie białuckim prowadzono w pięciu sezonach: w 2019, 2021, 2022, 2024 i 2026 roku. Łącznie naukowcy przebadali obszar o powierzchni około 2 tys. m kw.
W tym czasie udało się zlokalizować i odsłonić siedem masowych mogił. Badacze odnaleźli także dwa miejsca, w których palono ciała zamordowanych osób, oraz obszar wykorzystywany do składowania wydobytych zwłok.
Skala odkryć jest ogromna. W ciągu pięciu sezonów zabezpieczono ponad 18 ton ludzkich prochów i szczątków oraz przeszło 3300 przedmiotów związanych ze zbrodnią.
Wśród przebadanego materiału antropologicznego wyodrębniono szczątki co najmniej 142 osób, w tym 134 dorosłych i ośmiorga dzieci. Nie oznacza to jednak, że właśnie tyle osób zamordowano w tym miejscu. Rzeczywista liczba ofiar była znacznie większa, a ustalenie jej z dużą dokładnością pozostaje niezwykle trudne.
Tegoroczne prace realizowano w ramach projektu „Badania miejsca ukrycia szczątków ofiar niemieckiego obozu KL Soldau (Działdowo) w Białutach”. Przedsięwzięcie zostało sfinansowane z programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Groby i cmentarze wojenne w kraju”.
KL Soldau. Jedno z miejsc niemieckiego terroru
Historia obozu KL Soldau sięga zimy 1939 roku. Niemcy utworzyli go w Działdowie, wykorzystując zabudowania dawnych koszar wojskowych.
Miejsce to szybko stało się jednym z ośrodków niemieckiego terroru i eksterminacji ludności na terenach północnej Polski. Więźniów przetrzymywano w ciężkich warunkach, a wielu z nich zostało zamordowanych.
Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić liczby ofiar obozu. Oficjalne dane wskazują na około 3 tys. zamordowanych, jednak według wyższych szacunków historycznych liczba ta mogła sięgać nawet 30 tys. osób.
Wśród ofiar znajdowali się przedstawiciele różnych grup społecznych, w tym polscy duchowni. Niemcy zamordowali między innymi 88 księży z diecezji chełmińskiej, płockiej i łomżyńskiej.
Jednym z najważniejszych miejsc egzekucji więźniów KL Soldau był właśnie las w rejonie Białut. To tam dokonywano masowych mordów i ukrywano ciała zamordowanych.
Niemcy próbowali zatrzeć ślady zbrodni
Ustalenie dokładnej liczby ofiar jest szczególnie trudne ze względu na działania podejmowane przez Niemców pod koniec wojny. W 1944 roku przeprowadzili oni akcję mającą na celu zatarcie śladów masowej eksterminacji. Wydobywano wówczas ciała z miejsc pochówku i palono je, aby zniszczyć dowody popełnionych zbrodni.
To właśnie dlatego współcześni badacze odnajdują nie tylko masowe mogiły, ale również miejsca palenia zwłok oraz ogromne ilości ludzkich prochów.
Zniszczenie szczątków sprawiło, że odtworzenie przebiegu wydarzeń i określenie rzeczywistej liczby zamordowanych jest wyjątkowo skomplikowane.
Zakończone badania w lesie białuckim stanowią ważny etap dokumentowania niemieckich zbrodni popełnionych na terenie dzisiejszego województwa warmińsko-mazurskiego. Choć prace terenowe dobiegły końca, wiele pytań dotyczących liczby i tożsamości ofiar nadal pozostaje bez odpowiedzi.
Odnalezione mogiły, szczątki oraz tysiące przedmiotów są materialnym świadectwem tragedii, którą sprawcy próbowali wymazać z historii.
źródło: „Gazeta Olsztyńska” / PAP