Rodzina i bliscy 67-letniego mieszkańca Dobrego Miasta do dziś nie kryją emocji, gdy wspominają wydarzenia z czerwca 2026 roku. Nagła śmierć pana Andrzeja była dla nich ogromnym ciosem, jednak jeszcze większe kontrowersje wzbudziło to, co wydarzyło się później. Sprawa, którą opisuje „Fakt” trafiła już do prokuratury.
Pan Andrzej wyszedł z psem na spacer. Nagle upadł
67-letni pan Andrzej z Dobrego Miasta dwa lata temu przeszedł na emeryturę. Jak mówi w rozmowie z „Faktem” jeden z członków rodziny, pan Andrzej zanim udał się na zasłużony odpoczynek, przeszedł zawał. Wszczepiono mu kardiowerter-defibrylator, który przy zaburzeniach rytmu serca wysyłał krótki impuls prądu.
W czerwcu 2026 r. emeryt wyszedł z psem na spacer. Nagle źle się poczuł i upadł. Niestety, na pomoc było już za późno. – Najprawdopodobniej urządzenie zadziałało, gdy Andrzej wyszedł z psem na spacer, a upadając, chciał się zapewne czegoś przytrzymać i uderzył się w skroń. Miał tam niewielkie rozcięcie – mówi w rozmowie z „Faktem” jeden z członków rodziny.
Ciało 67-latka przez wiele godzin pozostawało przed domem
Co gorsza, ciało mężczyzny leżało na podwórku przed domem przez wiele godzin. Według bliskich zmarłego, lekarka przyjechała na miejsce dopiero sześć godzin od zgłoszenia. Stwierdziła, że nie może określić przyczyny śmierci i nie wystawiła aktu zgonu. Ciało zabrano dopiero wieczorem, gdy wokół zmarłego zaczęły latać muchy.
– Pani doktor powiadomiła policję, że mężczyzna jest nieznany i nie może stwierdzić przyczyny zgonu, mimo że była informowana o problemach kardiologicznych Andrzeja. Policjant udał się do przychodni po akt zgonu, aby możliwe było przewiezienie ciała do chłodni, jednak pani doktor odmówiła – wspomina cytowana przez „Fakt” przyjaciółka zmarłego.
Prokuratura prowadzi czynności sprawdzające
Rodzina i przyjaciele pana Andrzeja są oburzeni i mówią, że doszło do zbezczeszczenia zwłok. O możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie zawiadomili prokuraturę. – Takie zawiadomienie wpłynęło od osoby fizycznej i dotyczy problemów z wydaniem karty zgonu przez lekarza rodzinnego – potwierdził „Faktowi” prok. Daniel Brodowski, rzecznik prasowy prokuratury Okręgowej w Olsztynie.
Brodowski dodał, że „sprawa jest na etapie czynności sprawdzających”, a prokurator nie zdecydował jeszcze o wszczęciu lub odmowie wszczęcia postępowania. Rzecznik olsztyńskiej prokuratury okręgowej zwrócił uwagę, że czasami sami śledczy mają problem ze znalezieniem lekarza, który stwierdzi zgon. Jak podał „Fakt”, lekarka, która przyjechała na miejsce, odmówiła rozmowy z mediami do czasu zakończenia postępowania.
źródło: „Fakt”