Decyzja zapadła w Brukseli, ale jej konsekwencje najmocniej odczują na polskiej wsi? Wstępna zgoda Unii Europejskiej na zawarcie umowy handlowej z krajami Mercosuru wywołała falę niepokoju wśród rolników. Dla wielu z nich to moment graniczny, który stawia pod znakiem zapytania przyszłość gospodarstw, rodzin i całego systemu produkcji żywności. W Warszawie słychać ten niepokój wyjątkowo głośno.
Unia Europejska blisko umowy z Mercosurem. Nie wszystkie państwa powiedziały „tak”
Ambasadorowie państw Unii Europejskiej w Brukseli wyrazili wstępną zgodę na zawarcie umowy handlowej z krajami Mercosuru, czyli Argentyną, Brazylią, Urugwajem i Paragwajem. Procedury mają zostać sfinalizowane do 17 stycznia, co oznacza formalne zatwierdzenie porozumienia.
Przeciwko decyzji zagłosowały Polska, Austria, Francja, Irlandia i Węgry. Belgia wstrzymała się od głosu. Równocześnie ambasadorowie przyjęli rozwiązania mające wzmocnić ochronę unijnych rolników przed skutkami napływu taniej żywności z Ameryki Łacińskiej.
Tania żywność i konkurencja spoza UE budzą największy strach rolników
Umowa z Mercosurem od początku wywołuje skrajne emocje. Europejski przemysł motoryzacyjny i chemiczny widzi w niej szansę na obniżenie ceł i barier handlowych. Zupełnie inaczej patrzą na nią rolnicy, którzy obawiają się zalewu rynku tańszą żywnością produkowaną według standardów niższych niż obowiązujące w Unii Europejskiej.
Komisja Europejska zaproponowała limity eksportowe oraz tzw. klauzule bezpieczeństwa, które mają działać jak hamulec awaryjny. Jeśli po wejściu w życie umowy na unijny rynek zacznie napływać zbyt dużo taniej żywności z krajów Mercosuru, a ceny produktów w UE zaczną gwałtownie spadać, Unia Europejska będzie mogła szybko zareagować. W praktyce klauzule pozwalają czasowo ograniczyć import, przywrócić cła lub wstrzymać preferencje handlowe, aby chronić unijnych rolników przed stratami.
Ich uruchomienie będzie możliwe już przy 5-procentowym wzroście importu lub spadku cen, a nie – jak pierwotnie planowano – przy 8 procentach.
Deklaracje Brukseli nie uspokajają wsi. Niepewność pozostaje
Unia deklaruje, że żywność niespełniająca europejskich norm – m.in. zawierająca zakazane w UE pestycydy – nie trafi na wspólny rynek. Dla rolników to jednak za mało. W ich ocenie nawet ograniczony napływ tanich produktów może zachwiać rynkiem i uderzyć w opłacalność produkcji. To właśnie ta niepewność stała się jednym z głównych powodów protestów, które trwają w Warszawie.
Rolnicy z Warmii i Mazur pojechali do Warszawy
Wśródprotestujących są również rolnicy z Warmii i Mazur. Wyjazd do stolicy został zorganizowany przez Warmińsko-Mazurską Izbę Rolniczą. Mimo mrozu, zmęczenia i trudnych warunków drogowych zdecydowali się zostawić swoje gospodarstwa i rodziny, by zaprotestować przeciwko umowie z Mercosurem.
Rolnicy podkreślają, że nie walczą wyłącznie o własne interesy. Ich sprzeciw dotyczy bezpieczeństwa żywnościowego kraju, jakości produktów trafiających na stoły konsumentów oraz przyszłości polskiej wsi. W Warszawie idą razem, ponad podziałami organizacyjnymi i związkowymi, ramię w ramię z rolnikami z innych regionów kraju.
Protest w Warszawie rośnie. Organizatorzy mówią o tysiącach uczestników
Według organizatorów w protestach w stolicy bierze udział około 10 tysięcy osób. Na ulicach pojawiły się transparenty, flagi i symbole rolnicze. Hasła dotyczą ochrony polskiej żywności, sprzeciwu wobec nieuczciwej konkurencji oraz obaw o przyszłość kolejnych pokoleń gospodarzy.
Rolnicy zapowiadają, że będą uważnie śledzić dalsze decyzje Unii Europejskiej. Dla wielu z nich umowa z Mercosurem nie jest abstrakcyjnym dokumentem handlowym, lecz realnym zagrożeniem, które może zdecydować o tym, czy ich gospodarstwa przetrwają kolejne lata.
źródło: PAP, Radio Olsztyn


