\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nSąd skazał byłego naczelnika i jego głównego pomocnika Piotr F. na 6 lat więzienia, a kolegę, którego rola polegała na byciu kierowcą na 4 lata. Brat naczelnika Paweł K.-R. otrzymał karę 11 miesięcy więzienia, ponieważ w śledztwie poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił nieznane śledczym kwestie. W związku z tym skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary.\n\n\n\nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nByły policjant i jego grupa zrabowali w sumie ponad 2,2 mln zł i pieniądze w obcych walutach, których łączna wartość przekraczała 2,5 mln zł. Pieniądze te leżały w sejfie, do którego kod rabusie poznali. Z drugiego sejfu bezskutecznie próbowali ukraść ponad 800 tys. zł.\n\n\n\nSąd skazał byłego naczelnika i jego głównego pomocnika Piotr F. na 6 lat więzienia, a kolegę, którego rola polegała na byciu kierowcą na 4 lata. Brat naczelnika Paweł K.-R. otrzymał karę 11 miesięcy więzienia, ponieważ w śledztwie poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił nieznane śledczym kwestie. W związku z tym skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary.\n\n\n\nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nNaczelnik stracił pracę w policji, gdy wyszło na jaw, że jego podwładni biją zatrzymanych - odpowiada za to w innym procesie przed sądem w Ostródzie.\n\n\n\nByły policjant i jego grupa zrabowali w sumie ponad 2,2 mln zł i pieniądze w obcych walutach, których łączna wartość przekraczała 2,5 mln zł. Pieniądze te leżały w sejfie, do którego kod rabusie poznali. Z drugiego sejfu bezskutecznie próbowali ukraść ponad 800 tys. zł.\n\n\n\nSąd skazał byłego naczelnika i jego głównego pomocnika Piotr F. na 6 lat więzienia, a kolegę, którego rola polegała na byciu kierowcą na 4 lata. Brat naczelnika Paweł K.-R. otrzymał karę 11 miesięcy więzienia, ponieważ w śledztwie poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił nieznane śledczym kwestie. W związku z tym skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary.\n\n\n\nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nSąd rejonowy ogłosił w czwartek wyrok w procesie czterech mężczyzn, którzy precyzyjnie przez rok planowali napad na kantor, a następnie - trzymając się tego planu - przeprowadzili napad. Mózgiem operacji był były zastępca naczelnika wydziału ds. przestępczości przeciwko życiu i mieniu w olsztyńskiej komendzie miejskiej policji - Piotr K.-R. Pomagał mu jego brat Paweł K.-R. oraz inny policjant Piotr F. i znajomy Mariusz W.\n\n\n\nNaczelnik stracił pracę w policji, gdy wyszło na jaw, że jego podwładni biją zatrzymanych - odpowiada za to w innym procesie przed sądem w Ostródzie.\n\n\n\nByły policjant i jego grupa zrabowali w sumie ponad 2,2 mln zł i pieniądze w obcych walutach, których łączna wartość przekraczała 2,5 mln zł. Pieniądze te leżały w sejfie, do którego kod rabusie poznali. Z drugiego sejfu bezskutecznie próbowali ukraść ponad 800 tys. zł.\n\n\n\nSąd skazał byłego naczelnika i jego głównego pomocnika Piotr F. na 6 lat więzienia, a kolegę, którego rola polegała na byciu kierowcą na 4 lata. Brat naczelnika Paweł K.-R. otrzymał karę 11 miesięcy więzienia, ponieważ w śledztwie poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił nieznane śledczym kwestie. W związku z tym skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary.\n\n\n\nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nNa 6 lat więzienia skazał Sąd Rejonowy w Olsztynie byłego policjanta, który razem z bratem i dwoma kolegami zaplanował i przeprowadził napad na kantor. Zrabowano ponad 2,5 mln zł. \"W tym czynie oskarżeni wykorzystali swoją policyjną wiedzę\" - stwierdził sąd.\n\n\n\nSąd rejonowy ogłosił w czwartek wyrok w procesie czterech mężczyzn, którzy precyzyjnie przez rok planowali napad na kantor, a następnie - trzymając się tego planu - przeprowadzili napad. Mózgiem operacji był były zastępca naczelnika wydziału ds. przestępczości przeciwko życiu i mieniu w olsztyńskiej komendzie miejskiej policji - Piotr K.-R. Pomagał mu jego brat Paweł K.-R. oraz inny policjant Piotr F. i znajomy Mariusz W.\n\n\n\nNaczelnik stracił pracę w policji, gdy wyszło na jaw, że jego podwładni biją zatrzymanych - odpowiada za to w innym procesie przed sądem w Ostródzie.\n\n\n\nByły policjant i jego grupa zrabowali w sumie ponad 2,2 mln zł i pieniądze w obcych walutach, których łączna wartość przekraczała 2,5 mln zł. Pieniądze te leżały w sejfie, do którego kod rabusie poznali. Z drugiego sejfu bezskutecznie próbowali ukraść ponad 800 tys. zł.\n\n\n\nSąd skazał byłego naczelnika i jego głównego pomocnika Piotr F. na 6 lat więzienia, a kolegę, którego rola polegała na byciu kierowcą na 4 lata. Brat naczelnika Paweł K.-R. otrzymał karę 11 miesięcy więzienia, ponieważ w śledztwie poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił nieznane śledczym kwestie. W związku z tym skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary.\n\n\n\nTylko Piotr F. przyszedł na uzasadnienie wyroku, pozostali nie pojawili się na sali rozpraw (latem sąd zwolnił ich z tymczasowego aresztu).\n\n\n\nZarówno prokurator Izabela Politewicz, jak i pełnomocnicy oskarżonych, zapowiedzieli, że wystąpią o uzasadnienie wyroku i gdy je poznają, zdecydują o ewentualnej apelacji.\n\n\n\nUzasadniając wyrok sędzia Mirella Sprawka podkreśliła, że oskarżeni planując i przeprowadzając napad wykorzystali wiedzę, którą wynieśli z pracy w policji.\n\n\n\nMózg napadu - Piotr K.-R. po wyrzuceniu go z policji zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Pracując tam co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrał bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Tymi podwórkami niemal niepostrzeżenie można pokonać kilka ulic w centrum miasta.\n\n\n\nAby zrealizować napad doskonały, policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.\n\n\n\nPracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról - przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm. Jednak najtrudniejsza jego rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała jego koleżanka z pracy. Ponieważ kobieta skrzętnie pilnowała kluczy, aby je dorobić pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta: ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.\n\n\n\nPonieważ mężczyźni zamierzali napaść na kantor zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu - aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów - wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.\n\n\n\nDo napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu, następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi. Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi - także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że wracając zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.\n\n\n\nWedług ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się w podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem, wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali - zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, i zapewnili, że wszystko jest w porządku.\n\n\n\nPo wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie, było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.\n\n\n\nRabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.\n\n\n\nRabusie \"pracowali\" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały - zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.\n\n\n\nSprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika, w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":2,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":126779,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content );

0
-0.6 C
Olsztyn
środa, 11 lutego, 2026
reklama

Nowe serwisy na TKO: Sport | Nekrologi

Aż 6 lat więzienia dla byłego policjanta za napad na kantor

WiadomościAż 6 lat więzienia dla byłego policjanta za napad na kantor

Były policjant wspólnie z braćmi i kolegami przeprowadzili udany napad na kantor, skutkiem czego zrabowano ponad 2,5 mln zł. Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał oskarżonych na kary więzienia od 4 do 6 lat. Sędzia podkreśliła, że oskarżeni wykorzystali swoją policyjną wiedzę do przeprowadzenia tego przestępstwa.

reklama

Sąd Rejonowy w Olsztynie ogłosił w czwartek wyrok w procesie czterech mężczyzn, w tym byłego policjanta, którzy przez rok planowali i przeprowadzili skuteczny napad na kantor, zrabowano ponad 2,5 mln zł. Oskarżeni wykorzystali swoją policyjną znajomość, w ramach planu i realizacji napadu. Oskarżonym grozi więzienie od 4 do 6 lat.

Przeczytaj także

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko najważniejsze wiadomości

reklama
4 komentarzy
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

Wciągające audiobooki – najlepsze historie do słuchania

Są takie opowieści, które „klikają” od pierwszych minut.

Aromaterapia w czterech ścianach czyli jak zapachy wpływają na nasz nastrój

Rola świec sojowych w kreowaniu domowego ogniska - więcej niż tylko zapach.

Wielkanoc w górach

Coraz więcej osób wybiera spędzenie Wielkanocy w górach bo pozwala to przeżyć święta bez pośpiechu, w pięknych okolicznościach przyrody i z pełną oprawą kulinarną oraz tradycyjną.

Czy ten sam fotelik można używać przy drugim dziecku?

Jakie czynniki decydują o przydatności starego fotelika do dalszej jazdy?

Pogoda w Olsztynie na 14 dni przyniesie siarczyste mrozy i temperaturę spadającą do minus 19 stopni

Mieszkańców stolicy Warmii czeka wyjątkowo mroźny początek lutego z temperaturami znacznie poniżej zera. Sprawdź kiedy nastąpi kulminacja mrozów oraz kiedy spodziewać się opadów śniegu i gołoledzi na drogach.

Aktywny wypoczynek dla mieszkańców Olsztyna, Warmii oraz Mazur – przewodnik po parkach narodowych i rezerwatach przyrody

MIejsca, które inspirują do aktywności na świeżym powietrzu oraz dają pomysły na weekendowe wycieczki.

Kursy maturalne w Olsztynie – realne wsparcie dla uczniów przed egzaminem dojrzałości

Kursy maturalne stanowią uzupełnienie nauki szkolnej i realne wsparcie w przygotowaniach do egzaminu.

Jesz, ile chcesz za 35 zł w San Giovanni w Olsztynie

Wielka promocja w San Giovanni: jesz, ile dasz radę za 35 zł z okazji Światowego Dnia Pizzy.
reklama
reklama