\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nźródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Ratownik MOPR ostrzega: kurs żeglarski nie zrobi z ciebie dobrego żeglarza ","spintaxed_cnt":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Ratownik MOPR ostrzega: kurs żeglarski nie zrobi z ciebie dobrego żeglarza ","spintaxed_cnt":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Ratownik MOPR ostrzega: kurs żeglarski nie zrobi z ciebie dobrego żeglarza ","spintaxed_cnt":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Ratownik MOPR ostrzega: kurs żeglarski nie zrobi z ciebie dobrego żeglarza ","spintaxed_cnt":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Ratownik MOPR ostrzega: kurs żeglarski nie zrobi z ciebie dobrego żeglarza ","spintaxed_cnt":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \n\nWedług raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę - tłumaczą eksperci.\n\n\n\nRatownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.\n\n\n\n\"Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki\" - argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.\n\n\n\nRatownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","original_ttl":"Ratownik MOPR: po weekendowym kursie nikt nie będzie dobrym żeglarzem","original_cnt":"\nPo weekendowym czy tygodniowym kursie nikt nie zostanie dobrym żeglarzem. Woda jest żywiołem, za brak umiejętności i bezmyślność przychodzi płacić wysoką cenę - oceniają ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.\n\n\n\nOd 1 kwietnia Komenda Główna Policji zanotowała blisko 200 zgonów w wyniku utonięcia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.\n\n\n\nJak wskazują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, jeziora przeżywają oblężenie. Wypoczynkowi nad wodą sprzyja pogoda. Jednak poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek prowadzi niejednokrotnie do niebezpiecznych sytuacji.\n\n\n\nObecnie przy czarterach łodzi żaglowej do 7,5 metra długości nie trzeba mieć dokumentów świadczących o tym, że posiada się stosowną wiedzę i umiejętności. Zdaniem ratowników, weekendowe, czy tygodniowe kursy na żeglarza jachtowego nie są gwarancją, że kursant potrafi żeglować.\n\n\n\n\"Możemy sobie zrobić kurs motorowodny czy żeglarski w weekend. Ale co ten człowiek, który przyjeżdża ze środka Polski na Mazury i drugi raz w życiu widzi na oczy jezioro może wiedzieć, jak prowadzi się łódkę, jak się nią manewruje. Tak jak w trzy dni nie zostaniemy lekarzem, ratownikiem, czy prawnikiem, tak ani żeglarzem, ani sternikiem motorowodnym też nie zostaniemy po kilkudniowym szkoleniu\" - ocenił doświadczony ratownik Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nDodał, że jest takie powszechne, ale błędne przekonanie, że z pływaniem łódką jest podobnie, jak z jazdą na rowerze. Tymczasem rozpędzona łódka, która waży 2-3 tony nie zatrzyma się w miejscu tylko płynie dalej. Może wpłynąć w pomost przy okazji wyrządzając krzywdę ludziom, łamiąc im nogi, przewracając na pokład, wypychając za burtę albo kalecząc, czy obcinając palce.\n\n\n\nRatownicy MOPR, którzy na co dzień niosą pomoc żeglarzom i wodniakom na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, oceniają, że ich umiejętności są niskie. Najlepiej widać to w portach, gdy jachty spływają do kei.\n\n\n\n\"Większość wpływa z podniesionym mieczem i płetwą sterową manewrując na silniku i są zdziwieni, że rozbijają przy okazji 10 łódek. Wpadają tam, gdzie mają wolne miejsce i krzyczą +Udało się! Zacumowaliśmy!+\" - opowiada Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nŻeglarze nie wiedzą też, co to jest muring i nie potrafią tym sposobem zacumować do nabrzeża lub pomostu. Wyjaśnia, że muring to lina tonąca, której jeden koniec zamocowany jest do nabrzeża, a drugi do zatopionego w wodzie obciążenia. Służy do cumowania jachtu prostopadle do nabrzeża lub pomostu.\n\n\n\n\"Niedzielni żeglarze nie umieją czytać znaków kardynalnych informujących o miejscach niebezpiecznych, najczęściej o mieliznach i rafach kamiennych. Odbieramy potem telefony od ludzi, którzy dzwonią po pomoc techniczną i są zdziwieni, że na środku jeziora łódka rozbiła się na kamieniach\" - wskazał ratownik.\n\n\n\nInnym szokującym dla ratowników zachowaniem jest pozostawienie na środku toru wodnego żaglówki na kotwicy, po to, by załoganci mogli się wykąpać. Kąpiący nie przewidują, że torem wodnym płyną statki albo inne jednostki. Tymczasem przepisy mówią, że kotwicę można zrzucić minimum 100 metrów od toru wodnego.\n\n\n\nWedług ratowników, niezrozumiała jest też niechęć do zakładania kamizelek, a grozę budzi to, że kamizelki nie ma na sobie instruktor obozu żeglarskiego, który wypływa z załogantami. \"Jaki przykład daje wówczas prowadzący szkolenie? Co się stanie, gdy załogant zrobi niekontrolowany zwrot, instruktor dostanie bomem w głowę i wypadnie nieprzytomny za burtę? Kto wówczas będzie kontrolował sytuację na żaglówce?\" - pyta Tomasz Kurowicki.\n\n\n\nZałoganci często wręcz nie wiedzą, gdzie są kamizelki. Odpowiadają: \"A gdzieś tam pewnie pod pokładem?\". Albo w osłupienie wprawia ratowników widok koła ratunkowego przyczepionego na stałe samozaciskowymi paskami plastikowymi. \"Jak można w razie niebezpieczeństwa rzucić takie koło potrzebującemu pomocy\" - pyta ratownik. Relacjonuje, że od sternika tej łodzi usłyszał: \"Przyczepiłem to koło na stałe, bo ono nam ciągle wypadało\".\n\n\n\nUżytkownicy skuterów wodnych też popełniają błędy, często niewybaczalne. Brawura, egoizm, brak przewidywania, chęć zaimponowania - to zachowania, które sprawiają, że dochodzi do wypadków, których sprawcami są motorowodniacy.\n\n\n\nWypływanie skuterem, czy motorówką na pełnej mocy z portu albo z kanału powoduje falowanie, w rezultacie czego na sąsiednich łódkach dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Na przykład załoganci żaglówek parzą się gorącym posiłkiem albo maszty na skutek falowania powodowanego przez motorówkę, składane albo stawiane wypadają za burtę.\n\n\n\nRatownicy MOPR apelują o rozsądek podczas wypoczynku.\n\n\n\nźródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":119110,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
Według raportu Komendy Głównej Policji, od 1 kwietnia zanotowano blisko 200 śmierci w wyniku utonięć. Z kolei ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ostrzegają, że weekendowy lub tygodniowy kurs na żeglarza nie wystarczy, by stać się dobrym i odpowiedzialnym żeglarzem. Woda jest żywiołem, a za brak odpowiednich umiejętności i bezmyślność trzeba bardzo często płacić wysoką cenę – tłumaczą eksperci.
reklama
Ratownicy z Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielają pomocy żeglarzom i wodniakom w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i twierdzą, że umiejętności żeglarskie wielu osób pozostawiają wiele do życzenia. Nawet najprostsze manewry, jak cumowanie do nabrzeża, dla wielu żeglarzy stanowią duży problem. Ratownicy alarmują, że poluzowanie przepisów dotyczących czarterów łódek powoduje, że niebezpieczne sytuacje na wodzie są coraz bardziej powszechne.
„Wielu ludzi myśli, że po kilku dniach kursu na żeglarza jachtowego będą w stanie bez problemu prowadzić łódkę. Tak nie jest. Podobnie jak nie zostaniemy lekarzem czy prawnikiem po kilku dniach szkolenia, nie zostaniemy też dobrym żeglarzem. To wymaga lat praktyki” – argumentuje Tomasz Kurowicki, jeden z doświadczonych ratowników MOPR.
reklama
Ratownicy alarmują, że coraz więcej osób pływa po alkoholu lub środkach odurzających. Dodatkowo, nie zawsze stosowane są podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak zakładanie kamizelek ratunkowych czy pływanie tylko w wyznaczonych miejscach. Eksperci przypominają, że dla bezpieczeństwa wszystkich na wodzie, należy stosować się do zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku.