\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
\nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_ttl":"Polak w stanie wegetatywnym w Anglii zmarł ","spintaxed_cnt":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","spintaxed_cnt2":" \nPolak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł - potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nR.S. - obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski - zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.\n\n\n\nŹródło: PAP\n","original_ttl":"Zmarł Polak, który przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Anglii","original_cnt":"\nZmarł Polak, który od listopada 2020 r. przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth - potwierdziła we wtorek rodzina mężczyzny. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.\n\n\n\nW poniedziałek wieczorem szpital w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii informował rodzinę, że stan mężczyzny - którego personalia z uwagi na dobro rodziny nie mogą być publikowane - znacząco się pogorszył.\n\n\n\nR.S. - mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku - trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie.\n\n\n\nW związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne temu jednak były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.\n\n\n\nŻona R.S. uważała, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu w takim stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób.\n\n\n\n15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy - specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji - uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.\n\n\n\nSąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.\n\n\n\nMimo że część rodziny R.S. przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje - o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski - zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych.\n\n\n\nWskutek przedstawionych nowych dowodów i prób odwoływania się od pierwotniej decyzji mężczyźnie łącznie cztery razy odłączano rurki, którymi był odżywiany i nawadniany (za pierwszym razem także aparaturę wspomagającą oddychanie, ale okazało się, że był on w stanie oddychać samodzielnie), po czym trzy razy je z powrotem przyłączono.\n\n\n\nRównolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.\n\n\n\nPonadto w zeszłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie R.S., a Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski. Także w zeszłym tygodniu do konsulatu w Londynie został wysłany paszport dyplomatyczny dla R.S., co - gdyby strona brytyjska zgodziła się na przyznanie mężczyźnie statusu członka personelu dyplomatycznego - oznaczałoby jego wyłączenie spod jurysdykcji brytyjskiej.\n\n\n\nProfesor Maksymowicz chciał przyjąć umierającego mężczyznę do swojej kliniki w Olsztynie, o czym pisaliśmy tutaj: Profesor Maksymowicz chce przyjąć umierającego Polaka z Wielkiej Brytanii do kliniki Budzik.\n\n\n\nPo śmierci mężczyzny, profesor okazał współczucie jego rodzinie.\n\n\n\n\nhttps:\/\/www.facebook.com\/ProfesorMaksymowicz\/posts\/3608624865872346\n\n\n\n\nŹródło: PAP\n","notix_push_sended":"false","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":1,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":72719,"postFormat":"standard"};
dataLayer.push( dataLayer_content );
Polak, który od listopada 2020 roku przebywał w stanie wegetatywnym w szpitalu w Plymouth, zmarł – potwierdziła jego rodzina. Sprawa jego podłączenia do aparatury podtrzymującej życie była przedmiotem sporu sądowego.
reklama
R.S. – obywatel Polski w średnim wieku mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii – trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 roku, w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej 45 minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego. Według szpitala, nie miał on większej szansy na powrót do stanu minimalnej świadomości na niskim poziomie.
W związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkająca w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwnie temu były mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.
reklama
15 grudnia brytyjski Sąd Opiekuńczy orzekł, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że podtrzymywanie życia mężczyzny nie byłoby w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem. Jednocześnie przyznał, że mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.
Sąd nie zgodził się również na przetransportowanie R.S. do Polski, co proponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu. Sąd argumentował, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.
Mimo przedstawienia nowych dowodów, obie decyzje – o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na przetransportowanie mężczyzny do Polski – zostały podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak odrzucił skargę ze względów proceduralnych, a następnie z powodów merytorycznych.
Po śmierci mężczyzny, profesor Maksymowicz okazał współczucie jego rodzinie. Politycy i dyplomaci ze strony polskiej podejmowali działania w celu sprowadzenia R.S. do Polski.
Mieszkańców stolicy Warmii czeka wyjątkowo mroźny początek lutego z temperaturami znacznie poniżej zera. Sprawdź kiedy nastąpi kulminacja mrozów oraz kiedy spodziewać się opadów śniegu i gołoledzi na drogach.
Zakup działki budowlanej to jedna z najważniejszych decyzji inwestycyjnych w życiu. Atrakcyjna cena czy ładna okolica nie zawsze idą w parze z możliwością bezproblemowej budowy domu.