Przez ponad dobę z jednego ze zbiorników wodnych w województwie warmińsko-mazurskim wypływała woda, a jej poziom wyraźnie się obniżył. Sprawa wzbudziła zainteresowanie służb, szczególnie ze względu na położenie zbiornika niedaleko granicy z Rosją. Policjanci sprawdzali nawet, czy mogło dojść do celowego działania. Na miejsce wezwano eksperta, który ustalił przyczynę niepokojącego zdarzenia.
Woda przez ponad dobę wypływała z zalewu w Gołdapi
Do nietypowej sytuacji doszło w Gołdapi, w województwie warmińsko-mazurskim. Z Zalewu Gołdap, znanego również jako Zalew nad Ustroniem, przez ponad dobę wypływała woda. W rezultacie jej poziom w zbiorniku znacząco się obniżył.
Jak informuje RMF24, przyczyną odpływu wody było opuszczenie jednej z klap jazu, czyli urządzenia służącego do piętrzenia i regulowania poziomu wody.
Wstępne ustalenia wskazywały, że woda wydostawała się ze zbiornika przez ponad 24 godziny. Jej poziom spadł poniżej oczekiwanego, co wymagało wyjaśnienia okoliczności zdarzenia.
Sprawą zajęli się funkcjonariusze policji. Ze względu na lokalizację zalewu rozpatrywano również scenariusz, w którym do nieprawidłowości mogło dojść wskutek celowego działania.
Policja sprawdzała możliwość dywersji. W tle granica z Rosją
Sytuacja zwróciła szczególną uwagę służb ze względu na położenie zbiornika. Zalew Gołdap jest połączony rzeką Gołdap z jeziorem Gołdap, przez które przebiega granica państwowa między Polską a Rosją.
Jak przekazała Polskiej Agencji Prasowej asp. Marta Domańska, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Gołdapi, funkcjonariusze sprawdzali zdarzenie również pod kątem ewentualnej dywersji.
Wątpliwości wymagały wyjaśnienia, tym bardziej że w ostatnich dniach w północno-wschodniej Polsce prowadzone są dodatkowe działania służb związane z bezpieczeństwem granicy. Do ustalenia przyczyny niekontrolowanego odpływu wody wezwano specjalistę.
Ekspert ustalił przyczynę. To nie był sabotaż
Ostatecznie wykluczono scenariusz zakładający celowe działanie. Ekspert, który przeanalizował sytuację, stwierdził, że przyczyną opuszczenia klapy jazu była awaria techniczna. Problem dotyczył urządzenia zasilanego energią słoneczną.
Jak poinformowała asp. Marta Domańska, specjalista wykluczył celowe działanie, a usterka została już usunięta. Policja zapewnia również, że mimo znacznego obniżenia poziomu wody w zbiorniku nie doszło do katastrofy ekologicznej. Nie podano natomiast dokładnej ilości wody, która odpłynęła z zalewu w czasie awarii, ani terminu przywrócenia jej pierwotnego poziomu.
Wzmożone działania służb przy granicy z obwodem królewieckim
Zdarzenie w Gołdapi nastąpiło w okresie zwiększonej aktywności polskich służb w rejonie granicy z Rosją. Na terenie województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego prowadzona jest specjalna operacja, w którą zaangażowano policję, wojsko, Straż Graniczną oraz służby specjalne.
Działania mają charakter prewencyjny i są związane z informacjami o możliwych próbach dywersji w pobliżu granicy z obwodem królewieckim.
W Komendzie Głównej Policji utworzono specjalny sztab koordynujący operację. O szczegółach działań informował wcześniej komendant główny policji gen. insp. Marek Boroń.
Jak podało RMF24, w nocy poprzedzającej piątek, 6 listopada, policja i Straż Graniczna nie odnotowały żadnych incydentów na polsko-rosyjskiej granicy.
Choć w przypadku zalewu w Gołdapi początkowo rozważano możliwość sabotażu, ustalenia eksperta wskazują jednoznacznie na awarię techniczną. Nie ma podstaw, by łączyć to zdarzenie z działaniami dywersyjnymi.
źródło: RMF24, PAP