Północno-wschodnia Polska znalazła się w centrum najnowszej analizy jednego z najważniejszych strategów amerykańskich. Gen. Ben Hodges ostrzega, że tradycyjne wyobrażenie o wojnie z udziałem setek czołgów może być w naszym regionie tragicznie mylące. Pierwszy cios, jaki spadnie na Warmię i Mazury, może być bowiem niemal niesłyszalny, a jego celem będzie wywołanie chaosu, zanim padną pierwsze strzały.
Analiza przedstawiona przez amerykańskiego wojskowego w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” jest wynikiem zaawansowanej gry wojennej zorganizowanej przez Uniwersytet Bundeswehry w Hamburgu. Eksperci i politycy wzięli pod lupę tzw. scenariusz „Mariampol”, który zakłada próbę odcięcia państw bałtyckich poprzez blokadę przesmyku suwalskiego. W tym strategicznym układzie Warmia i Mazury stają się bezpośrednią strefą przyfrontową, narażoną na działania, które generał określa mianem „cichego ataku”.
Strategiczna pułapka na przesmyku suwalskim
Fundamentem rosyjskiego planu, przed którym ostrzega Hodges, jest wykorzystanie geograficznego położenia obwodu królewieckiego. Przesmyk suwalski, stanowiący jedyne lądowe połączenie Litwy, Łotwy i Estonii z resztą Sojuszu, jest dla Moskwy celem priorytetowym.
Generał podkreśla, że rosyjska agresja prawdopodobnie nie zacznie się od otwartego natarcia kolumn pancernych, lecz od działań hybrydowych. Infiltracja sił specjalnych i grup dywersyjnych mających na celu destabilizację polityczną regionu to scenariusz, który bezpośrednio dotyczy polskiego pogranicza.
Pod Olsztynem czy Elblągiem mogłoby dojść do prób paraliżu administracji i siania dezinformacji, zanim jeszcze padną pierwsze strzały.
Wojna technologiczna zamiast inwazji lądowej
Zdaniem Hodgesa, kluczem do skutecznego odstraszania Kremla jest uświadomienie rosyjskiemu dowództwu, że w przypadku agresji ich przyczółek nad Bałtykiem przestanie istnieć niemal natychmiast. Neutralizacja obwodu królewieckiego, o której wspomina generał, nie musiałaby oznaczać krwawej operacji lądowej. Zamiast tego NATO powinno postawić na skoordynowane uderzenie o charakterze technologicznym i ogniowym. Mowa tu o masowych atakach cybernetycznych, wykorzystaniu systemów walki elektronicznej oraz precyzyjnych uderzeniach dalekiego zasięgu na bazy lotnicze i morskie. Wszystko po to, aby w ciągu pierwszej doby konfliktu całkowicie uniemożliwić Rosjanom operowanie z tego obszaru.
Polska armia jako pierwsza linia odpowiedzi
W analizie publikowanej przez „Die Welt”, Polska, a w tym Warmia i Mazury wyrastają na kluczowego aktora, który posiada realny potencjał do natychmiastowego włączenia się w działania przeciwko eksklawie.
Były dowódca sił USA zaznacza, że polskie wojsko jest zdolne do wywarcia ogromnej presji na infrastrukturę militarną Królewca już w pierwszych godzinach ataku. Jednocześnie generał przestrzega przed największym wrogiem Sojuszu, jakim jest paraliż decyzyjny i biurokracja. Skuteczność obrony Warmii i Mazur zależy bowiem od tego, jak szybko politycy w Berlinie czy Brukseli dadzą zielone światło dla przerzutu sił pancernych przez polsko-niemiecką granicę, której wydolność infrastrukturalna wciąż budzi obawy ekspertów.
źródło: Die Welt