reklama
Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko najważniejsze wiadomości

Czy znany olsztyński ginekolog doprowadził do niepełnosprawności dziecka? Trwa proces Jana M.

OlsztynCzy znany olsztyński ginekolog doprowadził do niepełnosprawności dziecka? Trwa proces Jana M.

W środę 15 czerwca w Sądzie Rejonowym w Olsztynie odbyło się kolejne, trzecie już posiedzenie w sprawie nieumyślnego narażenia rodzącego się dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Na ławie oskarżonych zasiada znany olsztyński ginekolog Jan M.

Co się wydarzyło?

reklama

Do dramatycznych wydarzeń doszło 6 grudnia 2014 roku w jednym z Niepublicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej w Olsztynie. Podczas porodu doszło do niedotlenienia dziecka (główka była owinięta pępowiną). Dziewczynka urodziła się w stanie krytycznym (dostała jeden punkt w dziesięciostopniowej skali Apgar), do dzisiaj jest niepełnosprawna i wymaga całodobowej opieki. Opisywaliśmy tę sprawę tutaj: Znany olsztyński ginekolog z zarzutami karnymi. Czy dopuścił się błędu przy porodzie?

Rodzina Laury ósmy rok walczy w powództwie cywilnym przeciwko NZOZ o rentę i 2,5-milionowe odszkodowanie, które co prawda zdrowia dziewczynce nie przywróci, ale umożliwi jej godne życie i opłacenie kosztownej rehabilitacji. Sprawa trwa tak długo, ponieważ w zeszłym roku doszło do zmiany składu orzekającego po tym, jak główny sędzia zginął w pożarze.

Prokuratura skierowała akt oskarżenia

reklama

26 stycznia 2022 roku Prokuratura Regionalna w Białymstoku wystosowała do Sądu Rejonowego w Olsztynie akt oskarżenia w tej sprawie. Wskazuje olsztyńskiego lekarza, Jana M., jako odpowiedzialnego za nieumyślne narażenie rodzącego się dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, czyli czyn z art. 160 par. 2 i 3 kodeksu karnego.

Dlaczego dopiero teraz, skoro do tragedii doszło w grudniu 2014 roku? Otóż pierwotnie prokuratura umorzyła postępowanie. Wznowiła je dzięki odwołaniu złożonemu przez rodziców Laury.

Problematyczny zapis KTG

reklama

Prokurator zarzuca Janowi M. brak zachowania odpowiedniej ostrożności, co miało doprowadzić do błędu decyzyjnego w kwestii prowadzenia porodu. Ten błąd miał polegać na niewłaściwym okresowym monitorowaniu przebiegu porodu poprzez zaprzestanie kontynuowania zapisu KTG, monitorującego pracę serca dziecka.

Jan M. podczas środowej rozprawy powiedział, że wszystkie czynności wykonywał zgodnie z zaleceniami. Zapis KTG trwał 45 minut w jednym ciągu, występowały wczesne deceleracje (zwolnienie bicia serca płodu), pacjentkę „postawiono na nogi”, żeby odpoczęła od łóżka i przez godzinę nie działo się nic złego.

Na rozprawie był obecny zdalnie Krzysztof Cz., biegły z zakresu ginekologii i położnictwa. Zauważył on, że część zapisu KTG nie jest prawidłowa, co uniemożliwia stwierdzenie, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie jest w stanie stwierdzić na podstawie tego zapisu, czy deceleracje były zmienne, czy wynikały z czynności skurczowych. Nie wiadomo również, co działo się po zatrzymaniu zapisu. Zaznaczył jednak także, że czasami zdarza się, że „z jakichś powodów czas w aparacie nie jest dostosowany do aktualnego”.

Prokurator Edyta Bartoszuk z prokuratury Regionalnej w Białymstoku dociekała, co właściwie miał dać dłuższy czas zapisu KTG: ocenę, czy deceleracje oznaczają nadmierną reakcję skurczową macicy na oksytocynę, czy wykluczenie innych ewentualnych zagrożeń.

Jan M. wyjaśnił, że chodziło o wykluczenie innych zagrożeń i upewnienie się, że wynika ono jedynie z podawania oksytocyny.

Poszkodowana chce ukarania lekarza

Michał Goclik, pełnomocnik poszkodowanej, wyjawił mediom, że zależy im przede wszystkim na sprawiedliwym wyroku i ukaraniu ginekologa.

Nie ulega wątpliwości, że Laura jest dzieckiem niepełnosprawnym, wymagającym całodobowej opieki i kosztownego leczenia i rehabilitacji. Stąd ciągnąca się ósmy rok sprawa cywilna o rentę i odszkodowanie, które mają zapewnić jej pokrycie tych kosztów i godne życie.

Jan M. „czuje się osaczony i molestowany”

Broniący oskarżonego Maciej Osowiecki podkreślił, że Jan M. nie przyznaje się do winy, a prokuratura uznała, że nie można mówić w tym przypadku o działaniu umyślnym, ponieważ nie da się przewidzieć wszystkich możliwych skutków porodu.

Poruszamy się tutaj w kwestii przewidywania możliwości wystąpienia pewnych zdarzeń w trakcie tego porodu, które naszym zdaniem – mimo wielu opinii, które zostały wydane – pan doktor przewidzieć nie mógł, bo po prostu były to rzeczy, których nie można było w żaden sposób zdiagnozować medycznie. Były to powikłania niezależne od pracy ginekologa i położnej – powiedział mediom.

Sam Jan M. nie chciał oficjalnie komentować sprawy, powiedział tylko, że „czuje się osaczony i molestowany przez powódkę”.

Na 15 lipca wyznaczono termin kolejnej rozprawy, na której ma zostać ogłoszony wyrok.

reklama

Popularne artykuły

Imprezy w Olsztynie

1 KOMENTARZ

1 Komentarz
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
reklama
×