Na olsztyńskim Pieczewie trwa cicha walka o przetrwanie lokalnego biznesu. Sklep budowlany z wieloletnią tradycją zmaga się z coraz mniejszą liczbą klientów. Mieszkańcy zaczynają reagować, ale czy to wystarczy, by go uratować?
Sklep z wieloletnią historią na Pieczewie
Na osiedlu Pieczewo w Olsztynie przy ul. Sikiryckiego 9 (u zbiegu ul. Krasickiego i ul. Kubusia Puchatka) od ponad 30 lat działa niewielki sklep budowlany Max-Farb (wcześniej jako Jasam). Dla wielu mieszkańców to miejsce dobrze znane – nie tylko ze względu na ofertę, ale także długoletnią obecność na lokalnym rynku.
Pan Dariusz przez lata budował swoją markę w oparciu o doświadczenie i bezpośredni kontakt z klientami. Sklep oferuje szeroki wybór produktów – od śrub i kołków, przez farby i lakiery, aż po bardziej specjalistyczne materiały.
Fachowa wiedza zamiast anonimowej obsługi
Jednym z największych atutów tego miejsca jest wiedza właściciela i indywidualne podejście do klienta. W czasach, gdy wiele osób korzysta z dużych marketów budowlanych, takie podejście staje się coraz rzadsze.
„Wiedza budowlana właściciela niesamowita, a wybór bardzo zróżnicowany” – podkreśla w mediach społecznościowych Tomasz Boenke z Rady Osiedla Jaroty i zachęca do odwiedzenia tego punktu. Podkreśla przy tym, że w tym miejscu klienci mogą liczyć nie tylko na zakup, ale także na konkretną poradę – coś, czego często brakuje w sieciówkach.
Kultowy sklep ma coraz mniej klientów. Grozi mu zamknięcie
Mimo jakości i doświadczenia, sklep mierzy się z poważnym problemem. Coraz więcej osób wybiera zakupy w dużych marketach. Właściciel nie ukrywa, że sytuacja jest trudna.
Jak relacjonuje w mediach społecznościowych Tomasz Boenke, właściciel sklepu ze względu na niewielu klientów rozważa zakończenie działalności.
Mieszkańcy Olsztyna zaczynają się mobilizować
Sprawa sklepu zaczęła być zauważalna wśród lokalnej społeczności. Pojawiają się głosy wsparcia i zachęty do korzystania z usług małych przedsiębiorców. Pierwszy z apelem o wsparcie wystąpił właśnie Tomasz Boenke z Rady Osiedla Jaroty.
Dla wielu osób to coś więcej niż zwykły punkt sprzedaży – to miejsce, które przez lata było częścią codziennego życia osiedla.
Czy lokalny biznes ma jeszcze sens?
Historia tego sklepu wpisuje się w szerszy problem, z którym mierzy się wiele małych firm. Konkurencja z dużymi sieciami – często z kapitałem zagranicznym, presja cenowa i zmieniające się nawyki klientów sprawiają, że lokalne biznesy coraz częściej znikają z mapy miasta.
Czy mobilizacja mieszkańców okaże się wystarczająca, aby uratować ten sklep? O tym zdecydują najbliższe miesiące.
źródło: Facebook Tomasz Boenke z Rady Osiedla Jaroty