\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Dla nas praca na rzecz parafii i parafian to nie tylko praca, ale służba. Naszym zadaniem jest podtrzymywać ludzi na duchu. Nie chcieliśmy ich zostawiać. Mamy dzieci i chcieliśmy im zapewnić bezpieczeństwo, ale też nie chcieliśmy za szybko podejmować pochopnych decyzji. W czwartek o 5 rano obudziły mnie wybuchy. Jak się później dowiedzieliśmy, były to eksplozje w koszarach w Charkowie. Pierwsza myśl: +zaczęło się ...+\"- mówiła pani Agata.\n\n\n\nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nJak dodała, każdego następnego dnia starali się żyć w miarę normalnie. \"Najgorsze jest takie poczucie życia w zawieszeniu i niepewności, +że może się coś stać, ale może się i nie stać+. Uciekać przed czymś, co się nie wydarzy, nie ma sensu\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"Dla nas praca na rzecz parafii i parafian to nie tylko praca, ale służba. Naszym zadaniem jest podtrzymywać ludzi na duchu. Nie chcieliśmy ich zostawiać. Mamy dzieci i chcieliśmy im zapewnić bezpieczeństwo, ale też nie chcieliśmy za szybko podejmować pochopnych decyzji. W czwartek o 5 rano obudziły mnie wybuchy. Jak się później dowiedzieliśmy, były to eksplozje w koszarach w Charkowie. Pierwsza myśl: +zaczęło się ...+\"- mówiła pani Agata.\n\n\n\nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Mieszkam od prawie 10 lat na wschodzie Ukrainy. Mój mąż Pavlo Shvarts jest biskupem Niemieckiego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła w Ukrainie. Pracujemy tam w swojej parafii. Od jakiegoś czasu już było wiadomo, że Rosja koncentruje wojska przy granicy i byliśmy ostrzegani i wzywani do wyjazdu. Mieliśmy już spakowane rzeczy. Planowaliśmy wyjechać konkretnego dnia do Łucka. Po drodze mój mąż chciał jeszcze zajechać do innych parafii, by odprawić nabożeństwa\" - opowiada pani Agata w rozmowie.\n\n\n\nJak dodała, każdego następnego dnia starali się żyć w miarę normalnie. \"Najgorsze jest takie poczucie życia w zawieszeniu i niepewności, +że może się coś stać, ale może się i nie stać+. Uciekać przed czymś, co się nie wydarzy, nie ma sensu\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"Dla nas praca na rzecz parafii i parafian to nie tylko praca, ale służba. Naszym zadaniem jest podtrzymywać ludzi na duchu. Nie chcieliśmy ich zostawiać. Mamy dzieci i chcieliśmy im zapewnić bezpieczeństwo, ale też nie chcieliśmy za szybko podejmować pochopnych decyzji. W czwartek o 5 rano obudziły mnie wybuchy. Jak się później dowiedzieliśmy, były to eksplozje w koszarach w Charkowie. Pierwsza myśl: +zaczęło się ...+\"- mówiła pani Agata.\n\n\n\nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nPolka, Agata Shvarts z trójką dzieci, z których najmłodsze ma 1,5 roku, jest teraz w Olsztynie, ale trzy dni temu była jeszcze na ukraińskiej ziemi, w Łucku. Łuck był dla nich tymczasowym miejscem schronienia. Z chwilą wybuchu wojny dojechali tam z Charkowa.\n\n\n\n\"Mieszkam od prawie 10 lat na wschodzie Ukrainy. Mój mąż Pavlo Shvarts jest biskupem Niemieckiego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła w Ukrainie. Pracujemy tam w swojej parafii. Od jakiegoś czasu już było wiadomo, że Rosja koncentruje wojska przy granicy i byliśmy ostrzegani i wzywani do wyjazdu. Mieliśmy już spakowane rzeczy. Planowaliśmy wyjechać konkretnego dnia do Łucka. Po drodze mój mąż chciał jeszcze zajechać do innych parafii, by odprawić nabożeństwa\" - opowiada pani Agata w rozmowie.\n\n\n\nJak dodała, każdego następnego dnia starali się żyć w miarę normalnie. \"Najgorsze jest takie poczucie życia w zawieszeniu i niepewności, +że może się coś stać, ale może się i nie stać+. Uciekać przed czymś, co się nie wydarzy, nie ma sensu\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"Dla nas praca na rzecz parafii i parafian to nie tylko praca, ale służba. Naszym zadaniem jest podtrzymywać ludzi na duchu. Nie chcieliśmy ich zostawiać. Mamy dzieci i chcieliśmy im zapewnić bezpieczeństwo, ale też nie chcieliśmy za szybko podejmować pochopnych decyzji. W czwartek o 5 rano obudziły mnie wybuchy. Jak się później dowiedzieliśmy, były to eksplozje w koszarach w Charkowie. Pierwsza myśl: +zaczęło się ...+\"- mówiła pani Agata.\n\n\n\nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nWierzymy, że gdy wojna się skończy, wrócimy na Ukrainę - powiedziała Polka Agata Shvarts, która z trójką dzieci ewakuowała się z Charkowa. Jej mąż, Ukrainiec, biskup Niemieckiego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła został na Ukrainie, by pomagać w ewakuacji i transporcie darów.\n\n\n\nPolka, Agata Shvarts z trójką dzieci, z których najmłodsze ma 1,5 roku, jest teraz w Olsztynie, ale trzy dni temu była jeszcze na ukraińskiej ziemi, w Łucku. Łuck był dla nich tymczasowym miejscem schronienia. Z chwilą wybuchu wojny dojechali tam z Charkowa.\n\n\n\n\"Mieszkam od prawie 10 lat na wschodzie Ukrainy. Mój mąż Pavlo Shvarts jest biskupem Niemieckiego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła w Ukrainie. Pracujemy tam w swojej parafii. Od jakiegoś czasu już było wiadomo, że Rosja koncentruje wojska przy granicy i byliśmy ostrzegani i wzywani do wyjazdu. Mieliśmy już spakowane rzeczy. Planowaliśmy wyjechać konkretnego dnia do Łucka. Po drodze mój mąż chciał jeszcze zajechać do innych parafii, by odprawić nabożeństwa\" - opowiada pani Agata w rozmowie.\n\n\n\nJak dodała, każdego następnego dnia starali się żyć w miarę normalnie. \"Najgorsze jest takie poczucie życia w zawieszeniu i niepewności, +że może się coś stać, ale może się i nie stać+. Uciekać przed czymś, co się nie wydarzy, nie ma sensu\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"Dla nas praca na rzecz parafii i parafian to nie tylko praca, ale służba. Naszym zadaniem jest podtrzymywać ludzi na duchu. Nie chcieliśmy ich zostawiać. Mamy dzieci i chcieliśmy im zapewnić bezpieczeństwo, ale też nie chcieliśmy za szybko podejmować pochopnych decyzji. W czwartek o 5 rano obudziły mnie wybuchy. Jak się później dowiedzieliśmy, były to eksplozje w koszarach w Charkowie. Pierwsza myśl: +zaczęło się ...+\"- mówiła pani Agata.\n\n\n\nJak relacjonowała, zaczęła sprawdzać informacje, w tym i tę, że prezydent Rosji Władmimir Putin ogłosił, że zaczyna wojnę.\n\n\n\n\"Obudziłam męża, dzieci, zeszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. W mieście wybuchła panika, zaczęły się robić na drogach wyjazdowych ogromne korki. By wydostać się z miasta, potrzebowaliśmy 4 godziny, a przedtem pokonywało się tę sama trasę w 20 minut. Dojechaliśmy do centralnej Ukrainy, a stamtąd zabrała nas rodzina męża do Łucka około 100 kilometrów od granicy z Polską. Mąż wrócił do Charkowa. W Łucku byliśmy tydzień. Ponieważ czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie, nie spieszyliśmy się na granicę do Polski, bo widzieliśmy, co się tam dzieje. Panika, korki, kolejki. Oceniłam, że nie będę z małymi dziećmi stała w kilkudniowych kolejkach do przejścia\"- mówiła.\n\n\n\nJak wskazała, ewakuacja stała się możliwa po prawie tygodniu, gdy Kościół Ewangelick-Augsburski w Polsce zorganizował transport darów na Ukrainę a w drodze powrotnej przejazd osób do Polski.\n\n\n\nPani Agata opowiada, że w Charkowie jest teraz ciężko. \"Jestem wzruszona, gdy widzę jak nasi żołnierze, jak nasi ludzie walczą i nie poddają się. Nasze miasto się broni. Odpiera ataki Rosjan. Rosyjscy żołnierze ze strachu rozbiegają się. Gdy ludzie ich znajdują, to ich nie zabijają, ale oddają w ręce policji czy wojska. Trudno jest się stamtąd ewakuować\"- wskazała.\n\n\n\nOd paru dni są organizowane pociągi ewakuacyjne z Charkowa do centralnej Ukrainy czy do Lwowa.\n\n\n\n\"Ciężko się jest w ogóle dostać do pociągu, bo są tłumy. Są ludzie, którzy próbują koordynować ruch na dworcu, ale są też bombardowania. Nie wiadomo, w jakie miejsca spadną pociski. Ludzie siedzą w bunkrach, w piwnicach, chowają się i czekają, co będzie dalej. Na szczęście działa już ukraińska pomoc humanitarna. Pomoc jest potrzebna, bo kończą się produkty w sklepach. Rano ludzie zajmują kolejkę, bo mają sygnał, że po południu dojedzie pomoc humanitarna. Najważniejsze jest jedzenie i lekarstwa. Są przerwy w dostawie prądu, gazu i ogrzewania\"- opowiada.\n\n\n\nSamochodem też ciężko wyjechać, na drogach są punkty kontrolne. Nocą nie można jechać, bo wprowadzone są godziny policyjne- dodała.\n\n\n\n\"Mój mąż został na Ukrainie, bo koordynuje pomoc humanitarną, tam na miejscu. Boję się o niego. Teraz jest w drodze z Łucka do Charkowa. Będzie korzystał z pomocy znajomych i nocował po drodze w mniejszych miejscowościach\"- podkreśliła.\n\n\n\n\"My wierzymy, że nasi wygrają i wrócimy na Ukrainę, by dalej móc tam żyć. Czekamy, aż się to skończy, odbudujemy nasz Charków. Serce się kraje, bo widzę miejsca, które znam. Jeszcze kilka dni temu piękne parki, place zabaw, to wszystko jest zniszczone. Oczywiście to są miejsca, ale one są symbolem naszego życia tam. Jeszcze parę dni temu spacerowałam tymi ulicami\"- mówi.\n\n\n\n\"Muszę zadbać teraz o swoje dzieci. Budzą się w nocy, przeżywają. Potrzebują więcej przytulania, rozmów. Staram się czytać tylko te wiadomości z Ukrainy, które mi są potrzebne do koordynacji pomocy z Polski. Muszę się wyciszyć\"- dodała.\n\n\n\nKościół ewangelicki na Ukrainie liczy kilka tysięcy wiernych. Jedna z najstarszych parafii - w Charkowie liczy 250 lat. Początkowo do Kościoła należała mniejszość niemiecka, ale teraz większość stanowią Ukraińcy. Większość parafii ewangelickich znajduje się na wschodzie i południu Ukrainy: w Połtawie, Krzemieńczuku, Charkowie ale też w Berdiańsku, Odessie, Zaporożu, Zmiiwce i w Kijowie.\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpsebeb7bbe003-e318-6a1b-7a54-db9b29980253":1,"wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":4,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":138642,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content );

0
-6.9 C
Olsztyn
czwartek, 19 lutego, 2026
reklama

Nowe serwisy na TKO: Sport | Nekrologi

Agata z Charkowa: wierzymy, że wrócimy na Ukrainę

OlsztynAgata z Charkowa: wierzymy, że wrócimy na Ukrainę

Agata ze Charkowa wraz z trojgiem dzieci jest przekonana, że kiedy wojna się skończy, będą mogli wrócić na Ukrainę – powiedziała podczas rozmowy. Jej mąż, Ukrainiec, biskup Niemieckiego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła, pozostał na Ukrainie, aby pomóc w ewakuacji i transporcie darów. Rodzina Shvartsów z Charkowa przybyła do Łucka, gdzie zaczęła się wojna. Środki transportu zostały zablokowane, a policja wprowadziła godzinę policyjną, tak więc do Polski uciekli z opóźnieniem. Pomoc nadeszła w formie ewakuacji, zorganizowanej przez Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce, po niemal tygodniu. Agata opowiada, że w Charkowie jest ciężko, ale wierz, że Ukraina zwycięży. Źródło: PAP

Przeczytaj także

reklama
0 komentarzy
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

Masz je w domu i nawet o tym nie wiesz. Ile naprawdę są warte?

Co sprawia, że jedne okazy mają wartość, a inne nie?

Oleje silnikowe do ciągników i maszyn budowlanych – co warto wiedzieć przed zakupem?

Kilka parametrów ma bardzo duże znaczenie dla żywotności silnika.

Mini prostownica – Twoja tajna broń na bad hair day!

Kompaktowy sprzęt do stylizacji włosów na ratunek!

Jak podkład wpływa na komfort użytkowania paneli?

Odczucia podczas chodzenia – stabilność kontra sprężystość.

Placówki edukacyjne Art School i Radość rozpoczęły rekrutację 2026/2027. Miejsce, w którym liczy się dziecko

Art School i Radość w Olsztynie ruszają z naborem do żłobków, przedszkoli i niepublicznej szkoły podstawowej

Jak dobrać organizery do szuflad kuchennych do konkretnych wymiarów zabudowy?

Uniwersalne wkłady często okazują się zbyt małe lub nieefektywnie wykorzystują przestrzeń.

Dlaczego prostota wygrywa we współczesnych dekoracjach świątecznych

Od luksusu do komfortu: jak zmieniają się gusta w Polsce.

Cena złota – prognozy na 2026 rok: Który kolor kruszcu najlepiej chroni kapitał?

Jak zmaksymalizować wartość biżuterii w nadchodzących latach?

Art School i Radość w Olsztynie zapraszają rodziców na dni otwarte przedszkola i żłobka

Zanim podejmiesz decyzję o wyborze żłobka czy przedszkola, warto zobaczyć je na żywo.

Montaż pokrycia Gerard Corona: detale wykonania, które decydują o trwałości dachu

Dlaczego warto wybrać pokrycie Gerard Corona dla Twojego dachu?
reklama
reklama