fbpx
-0 C
Olsztyn
środa, 7 grudnia, 2022
reklama

Jest Internet, są prywatne poradnie, a do nas dzwoni coraz więcej osób

OlsztynJest Internet, są prywatne poradnie, a do nas dzwoni coraz więcej osób

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko najważniejsze wiadomości

Jest Internet, są prywatne poradnie, a do nas dzwoni coraz więcej osób – Telefon Zaufania z Olsztyna działa już od 40 lat

O olsztyńskim Telefonie Zaufania „Anonimowy Przyjaciel” rozmawiamy z przewodniczącym Olsztyńskiego Stowarzyszenia Pomocy Telefonicznej, Andrzejem Kurowskim, który opowiada nam o działalności placówki i pracy dyżurnego.

Panie Andrzeju, od założenia „Anonimowego Przyjaciela” minęło już prawie 40 lat. Od czego to się wszystko zaczęło?

W 1967 r. pani prof. Grażyna Świątecka, dziś szefowa Polskiego Towarzystwa Pomocy Telefonicznej, razem z panem prof. Tadeuszem Kielanowskim założyli pierwszy telefon społeczny w Gdańsku. Wprawdzie trzy miesiące wcześniej powstał we Wrocławiu pierwszy w Polsce telefon zaufania założony przez pana prof. Adama Bukowczyka, ale tam pełniono płatne dyżury. My podglądnęliśmy Gdańsk i przenieśliśmy tę ideę tutaj. Jej realizacja była możliwa dzięki pracy działaczy różnych organizacji społecznych i entuzjastów, m.in. Sławomira Olka, nieżyjącego już działacza opozycji. Olsztyński Telefon Zaufania działa od 29 października 1974 r., tego dnia odbyła się pierwsza rozmowa.

Domyślam się, że działanie placówki jest częściowo uzależnione od instytucji zewnętrznych.

Tak, współpracujemy z organizacjami pozarządowymi, jak również z władzą zarówno samorządową, jak i państwową. Nie ma takiej możliwości, żeby działalność placówki, a jesteśmy jedyną społeczną placówką tego typu pracującą 24 godziny przez 7 dni tygodnia, nic nie kosztowała. W ramach zlecenia pracuje u nas osoba, która organizuje funkcjonowanie Telefonu, natomiast dyżury są w stu procentach dyżurami społecznymi. Wolontariuszy jest ok. 100, to armia ludzi. Niestety, mimo naszych starań i okresowego zwolnienia z opłat, osoby, które do nas dzwonią, płacą za rozmowę, chyba że mają ulgi wynikające z ich abonamentu. Współpracujemy również z Centrum Powiadamiania Ratunkowego – 112. Przekierowywane są na nas rozmowy, które dyżurni tego telefonu uznają za wymagające wsparcia psychicznego. Możemy również rozmawiać przez skype’a.

Czy jest możliwość rozmowy z obrazem?

Oni tak, ale my nie, pracujemy anonimowo. Od dzwoniącego zależy, czy zdecyduje się włączyć kamerkę czy nie.

Jak wygląda bilans Anonimowego Przyjaciela z czterech dekad?

Przez te 40 lat przeprowadziliśmy ponad 181 tys. rozmów. W tym roku zbliżamy się już teraz do 4,5 tys. (w chwili przeprowadzania rozmowy było ich dokładnie 4 495 – przyp. red). Dzwoni do nas cała Polska. Mamy też ok. 10% rozmów telefonicznych z zagranicy. Dzwonią oczywiście Polacy, najczęściej osoby, które w ostatnich 10-15 latach wyemigrowały za chlebem, licząc na wielki sukces ekonomiczny.

Jeśli mowa o zagranicznych telefonach, to z jakich części świata najczęściej mają Państwo połączenia?

Niewątpliwie najwięcej telefonów jest z Irlandii, Wielkiej Brytanii i z Niemiec. Ale mamy telefony i z Norwegii, i ze Szwecji, z Australii nawet notujemy, z Luksemburga, ale nie są one masowe. Czasami nie wiemy, z jakiego kraju do nas dzwonią. Jak nie wynika to z rozmowy i jeżeli nie ma takiej potrzeby, żeby zadawać pytania ­– nie naciskamy. To jest telefon, w którym to tamta osoba musi się wygadać, wyrzucić z siebie stres. Jest to tak zwana terapia słuchania i zaprzyjaźniania. Słuchamy, a zadając pytania, zaprzyjaźniamy się. To partnerska rozmowa, nie poradnia: nie jesteśmy telefonem, który zna rozwiązanie problemów życiowych wszystkich, którzy dzwonią. Ten problem musi rozwiązać sam dzwoniący. My mu to tylko ułatwiamy, rozmawiając z nim np. o konsekwencjach takiego, a nie innego wyboru, natomiast to on musi podjąć ostateczną decyzję.

Z czym dzwoniący zgłaszają się do dyżurnych?

Ludzie dzwonią przede wszystkim wtedy, gdy przeżywają jakiś głębszy stres związany z samotnością, przemocą w rodzinie, alkoholizmem lub innymi uzależnieniami – swoimi czy osób im bliskich. Telefon to szukanie koła ratunkowego, zarówno przez rodzinę, jak i przez tego, który nadużywa. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że rozmowa z osobą, która jest np. pod wpływem alkoholu, nie ma większego sensu. Ona musi najpierw odstawić kieliszek, a dopiero potem z nami rozmawiać.

Są osoby, które dzwonią do nas cyklicznie, są w stałym kontakcie. Najczęściej już w starszym wieku, samotne, które chcą zasygnalizować, co się u nich dzieje, zaprzyjaźniają się z nami w jakiś sposób. Ale czasami ludzie dzwonią, bo nie mają z kim podzielić się swoim szczęściem.

A zdarzają się telefony z podziękowaniami?

Oczywiście. Nierzadko to jest tak, że kogoś namówił kolega, koleżanka, ktoś, kto już do nas dzwonił. Szeptana „reklama” bywa najlepsza.

Jest pan przewodniczącym olsztyńskiego Telefonu. Od jak dawna jest pan z nim związany?

Dołączyłem miesiąc po utworzeniu Telefonu i do dnia dzisiejszego jestem związany z „Anonimowym Przyjacielem”.

Czy pamięta pan swój pierwszy telefon?

Nie, ale pamiętam datę pierwszego dyżuru – 4 grudnia 1974 r. Miałem 23 lata i byłem najmłodszym dyżurnym.

40 lat to szmat czasu – jak nie popaść w rutynę?

Przez Telefon przeszło już ponad 500 dyżurnych. Jeśli chodzi o wypalenie, to mamy dwie osoby, które dyżurują 40 lat. Ja jestem trzeci, 40 lat bez tego jednego miesiąca, i jeszcze jedna pani, której staż to 39 lat i 8 miesięcy. Mamy też 13 dyżurnych, którzy są z nami ponad 25 lat.

Co roku przyjmujemy nowych, w tym momencie rozpoczęliśmy nabór. Rekrutacja ma kilka etapów, a przyjęci mogą dyżurować dopiero po kilkumiesięcznym szkoleniu. Musimy dobrze poznać te osoby, żeby się przekonać, czy można im zaufać, czy ci, którzy dzwonią, mogą powierzyć im swoje tajemnice.

Czy jest w takim razie coś, co pan szczególnie zapamiętał? Jakieś osoby, zdarzenia?

Nie możemy o tym opowiadać, ale tak. To jest sprawa skomplikowana i delikatna, czasami wychodzi się ze łzami w oczach, nawet trudno sobie wyobrazić, jakie rzeczy ludzie przeżywają, a dzielą się tym z nami.

Są momenty, w których pan myśli, że chciałby zrobić więcej, ale nie może? Taka zwykła ludzka niemoc, która każe wątpić w sens swojego działania?

Jestem radcą prawnym ponad 30 lat i zdarza się, że nie odnoszę sukcesu. Znam smak porażki. Tak też bywa czasem w przypadku telefonu zaufania. Staramy się jednak również w takich sytuacjach dawać nadzieję. My możemy działać tylko przez telefon, podpowiedzieć coś, ale w żadnym wypadku nie możemy za kogoś podejmować decyzji. W wielu przypadkach tak mało potrzeba tym osobom, które dzwonią do Telefonu, czasami może wystarczyć ciepłe słowo.

Jakie są plany placówki na najbliższe tygodnie?

Planowaliśmy jakiś skwerek albo miejsce w parku nazwać imieniem Anonimowego Przyjaciela. Ale w czasie rozmowy z panią Wiceprezydent Małgorzatą Bogdanowicz-Bartnikowską zrodził się pomysł, żeby w mieście ustawić kilka ławeczek, ławeczek Anonimowego Przyjaciela, które byłyby oznakowane i stały w bezpiecznych miejscach, ale odizolowanych, dalej od pozostałych ławek. Może w Parku Centralnym, przy Bibliotece Pedagogicznej czy na terenie parkowych pasaży łączących Nagórki z Jarotami. Siadające tam osoby dałyby innym sygnał – czuję się samotny, chcę po prostu porozmawiać. Oczywiście to od tego, który chce się zwierzać, będzie zależało, na ile zechce się otworzyć. Może to by się spodobało również i w innych miastach, na to liczymy.

Olsztyński Telefon Zaufania dyżuruje przy dwóch liniach: 89 527 00 00 i 89 19 288 przez 24 godziny we wszystkie dni tygodnia.

 JC

reklama
reklama
reklama
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze