Bilet lotniczy można kupić w kilka minut. Hotel zarezerwować bez wychodzenia z domu. Najtrudniejszy bywa jednak krok, którego nie da się wykonać za pomocą wyszukiwarki: decyzja, że tym razem naprawdę pojadę. Nawet jeśli koleżanka nie ma urlopu, partner woli inny kierunek, a w grupie nie znam jeszcze nikogo.
Właśnie na tej granicy między marzeniem a decyzją działa olsztyńskie biuro Łączą Nas Podróże. O tym, dlaczego kobiece wyprawy nie zaczynają się na lotnisku, co daje obecność polskiej liderki i dlaczego dobrze zorganizowana podróż może uruchomić zmianę wykraczającą poza sam urlop, rozmawiamy z Janem Mikołajczakiem, właścicielem biura.
„Nie sprzedajemy wycieczek, sprzedajemy odwagę do wyjazdu” – brzmi bardziej jak deklaracja niż hasło biura podróży. Co właściwie ma Pan na myśli?
Jan Mikołajczak (JM): Wycieczka jest produktem: ma termin, program, noclegi i określony kierunek. Ale zanim kobieta wybierze Maltę, Maderę, Cypr czy Paryż, często musi odpowiedzieć sobie na ważniejsze pytanie: czy jestem gotowa pojechać bez osoby, którą znam?
Wiele naszych uczestniczek od dawna chce podróżować. Nie brakuje im ciekawości świata, tylko impulsu, żeby przestać uzależniać własne plany od kalendarza innych osób. My nie namawiamy do ryzyka ani do udowadniania czegokolwiek. Tworzymy warunki, w których łatwiej powiedzieć sobie: dobrze, jadę.
Czyli największą przeszkodą nie zawsze jest cena albo brak czasu?
JM: Często problemem jest brak towarzystwa i niepewność związana z pierwszym krokiem. Ktoś ma urlop, ale koleżanki akurat pracują. Partner nie lubi zwiedzać albo marzy o zupełnie innym kierunku. Innym razem bliscy mają dzieci, obowiązki i nie mogą podjąć decyzji w tym samym terminie.
Wtedy pojawia się mechanizm odkładania: może za miesiąc, może w przyszłym roku, może kiedyś uda się zebrać ekipę. Po pewnym czasie okazuje się, że nie odłożyliśmy jednej podróży, lecz kilka lat własnych planów. Kobieca wyprawa daje trzecią możliwość pomiędzy samotnym wyjazdem a czekaniem na znajomych: można przyjechać samodzielnie, ale od początku być częścią grupy.
Czy odwaga oznacza tutaj przełamanie lęku przed podróżowaniem solo?
JM: Nie tylko. Część kobiet ma duże doświadczenie i bez problemu zorganizowałaby sobie wyjazd. Tym razem nie chce jednak spędzać wieczorów na porównywaniu połączeń, noclegów, transferów i atrakcji. Chce oddać logistykę komuś innemu, a sama skupić się na miejscu.
Dla innej uczestniczki będzie to pierwszy wyjazd bez bliskiej osoby i rzeczywiście ważne okaże się poczucie, że na miejscu jest liderka oraz grupa. Odwaga wygląda więc różnie. Czasem jest nią wejście do samolotu bez koleżanki, a czasem zwykłe przyznanie: nie muszę wszystkiego organizować sama.
Co biuro może zrobić, żeby decyzja nie była skokiem w nieznane?
JM: Przede wszystkim jasno pokazać, jak wygląda wyjazd. Uczestniczka powinna wiedzieć, dokąd jedzie, jaki jest rytm programu, ile może być aktywności i na czym polega opieka liderki. Im mniej niedopowiedzeń przed podróżą, tym mniej miejsca na obawy, które powstają wyłącznie dlatego, że nie znamy odpowiedzi.
Tak organizujemy wyjazdy dla kobiet: ważne są kameralna grupa, polska liderka, uporządkowana logistyka i program, który pozwala naprawdę być w danym miejscu. Nie chodzi o obietnicę, że nic nie może się zmienić. W podróży może zmienić się pogoda, godzina przejazdu albo sytuacja na miejscu. Chodzi o pewność, że uczestniczka nie zostaje wtedy sama z problemem.
Jaką rolę odgrywa liderka? Czy jest po prostu przewodniczką?
JM: Jej zadanie jest szersze. Liderka pilnuje przebiegu wyjazdu, pomaga grupie przejść przez kolejne etapy podróży i reaguje, gdy rzeczywistość wymaga korekty planu. Jednocześnie nie powinna odbierać uczestniczkom samodzielności ani narzucać atmosfery.
Dobra liderka potrafi być blisko, kiedy jest potrzebna, i zostawić przestrzeń, kiedy grupa chce po prostu usiąść przy kawie, zrobić zdjęcia albo spokojnie porozmawiać. Dla osoby, która wyjeżdża w takim formacie pierwszy raz, sama świadomość obecności kogoś znającego plan potrafi znacząco zmniejszyć napięcie.
Dlaczego w tej filozofii tak ważna jest mała grupa?
JM: Bo anonimowość nie pomaga w budowaniu poczucia swobody. W dużej grupie można przez kilka dni mijać te same osoby i nadal prawie nic o nich nie wiedzieć. Kameralny skład ułatwia rozmowę, wspólny posiłek i zwyczajne poznawanie się bez organizowania sztucznej integracji.
Ma też znaczenie praktyczne. Mniej czasu tracimy na zbiórki i przemieszczanie kilkudziesięciu osób, łatwiej zachować naturalny rytm dnia i być bliżej miejsca, do którego przyjechaliśmy. Program nadal ma strukturę, ale uczestniczka nie powinna mieć poczucia, że każdą minutę podporządkowano obsłudze tłumu.
Czy kobiecy charakter wyjazdu sam w sobie buduje szczególną atmosferę?
JM: Tworzy wspólny punkt wyjścia, ale nie zakładamy, że wszystkie uczestniczki będą podobne. Mogą różnić się wiekiem, doświadczeniem, zawodem czy temperamentem. Jedna chce dużo rozmawiać, druga potrzebuje chwili dla siebie. Jedna była już na kilku kontynentach, druga pierwszy raz wyjeżdża bez rodziny.
Najważniejsze, że żadna z nich nie musi przyjeżdżać z własną paczką. Relacje budują się podczas wspólnego zwiedzania, przejazdów i posiłków. Bez scenariusza pod tytułem: teraz wszyscy muszą się zaprzyjaźnić. Paradoksalnie właśnie brak takiej presji sprawia, że znajomości powstają naturalnie.
Co dzieje się po pierwszym takim wyjeździe?
JM: Często zmienia się sposób myślenia o kolejnych podróżach. Przed pierwszą wyprawą pytanie brzmi: czy dam radę pojechać bez koleżanki? Po powrocie częściej brzmi: dokąd chcę pojechać następnym razem?
To istotna różnica. Uczestniczka nie musi już czekać, aż ktoś zatwierdzi jej pomysł własną obecnością. Wie, że może dołączyć do grupy, poznać ludzi na miejscu i dobrze spędzić czas. W tym sensie podróż staje się doświadczeniem, które daje odwagę także na przyszłość.
Po czym poznajecie, że udało się sprzedać nie tylko miejsce w samolocie, lecz właśnie tę odwagę?
JM: Nie po liczbie wykonanych zdjęć. Najlepszym sygnałem jest moment, gdy kobieta, która przed wyjazdem najbardziej obawiała się, że nikogo nie zna, pod koniec rozmawia z innymi uczestniczkami o kolejnej wspólnej wyprawie. Albo gdy po powrocie mówi, że następnym razem nie będzie już przez pół roku czekać na decyzję znajomych.
Oczywiście wyjazd musi być dobrze przygotowany: program ma mieć sens, logistyka działać, a liderka być realnym wsparciem. Ale ostatecznie najcenniejsze bywa to, czego nie da się wpisać do harmonogramu — poczucie, że zrobiłam coś dla siebie i mogę zrobić to ponownie.
Co powiedziałby Pan kobiecie, która czyta program, ogląda zdjęcia, ale wciąż zatrzymuje się przed wysłaniem zgłoszenia?
JM: Żeby zamiast pytać wyłącznie: „czy będę tam kogoś znała?”, zadała sobie inne pytanie: „czy naprawdę chcę zobaczyć to miejsce?”. Jeśli kierunek i program odpowiadają jej potrzebom, brak koleżanki nie powinien oznaczać rezygnacji z własnych planów. Wiele uczestniczek przyjeżdża samodzielnie, więc pierwszego dnia niemal każda poznaje grupę od początku.
Nie trzeba czekać, aż wszystkie obawy znikną. Wystarczy wiedzieć, że po drugiej stronie jest ktoś, kto odpowie na pytania, zadba o organizację i będzie z grupą podczas całego wyjazdu. Pierwszy krok należy do uczestniczki, ale kolejnych nie musi już stawiać sama.
Czasem od podróży, o której myśli się od miesięcy, dzieli tylko jedna decyzja. Nie: „może kiedyś, jeśli znajdę towarzystwo”, lecz po prostu: „tym razem jadę”.
Jan Mikołajczak – właściciel olsztyńskiego biura podróży Łączą Nas Podróże, organizującego kameralne wyprawy z autorskimi programami, w tym wyjazdy przeznaczone wyłącznie dla kobiet.
Artykuł sponsorowany