A jednak decyzja ta wcale nie zapadła nagle. Firma zaczęła eksperymentować z formą cyfrową już w latach 70. XX wieku, w 1981 roku przygotowała pierwszą cyfrową wersję encyklopedii dla użytkowników systemu LexisNexis, w 1989 roku wydała edycję multimedialną na płycie CD-ROM, a w 1994 roku uruchomiła wersję internetową. Między pierwszym cyfrowym eksperymentem a ostatnim wydrukowanym tomem minęło więc ponad trzydzieści lat.
Ten przykład dobrze pokazuje, że przejście encyklopedii z formy książkowej do internetu nigdy nie jest jednorazowym wydarzeniem, lecz długim procesem – z realnymi zyskami, ale też z nowymi rodzajami kruchości, których forma drukowana po prostu nie znała. Sama obecność w sieci nie gwarantuje trwałości, co dobrze ilustrują losy niejednej internetowej encyklopedii, która zniknęła równie szybko, jak powstała. Warto przyjrzeć się temu mechanizmowi na kilku konkretnych przykładach – od globalnego giganta, przez polską encyklopedię, która w pewnym momencie była największa w kraju, po dwa różne podejścia miast do własnej historii: Łodzi i Gdyni.
Dlaczego drukowana encyklopedia miasta ma naturalne granice
Forma książkowa narzuca encyklopedii miejskiej kilka trudnych do obejścia ograniczeń. Objętość tomu jest z góry ustalona, koszt druku i dystrybucji wysoki, a ewentualne wznowienie z poprawkami czy nowymi hasłami wymaga miesięcy pracy i kolejnych nakładów finansowych. Raz wydrukowany błąd pozostaje w obiegu do czasu następnego wydania, a nowe wydarzenia czy odkrycia archiwalne z definicji nie mogą trafić do już wydrukowanego tomu.
Dobrze pokazuje to przykład dwutomowej Encyklopedii Gdyni pod redakcją Małgorzaty Sokołowskiej, wydanej przez oficynę Verbi Causa w 2006 i 2009 roku. Zgromadzono w niej ponad cztery tysiące haseł opisujących historię miasta i związanych z nim ludzi – imponujący zasób wiedzy, ale zamknięty w papierowej formie, bez możliwości dodania nowego hasła czy uzupełnienia istniejącego bez przygotowania kolejnego, kosztownego wydania.
Britannica jako globalny wzorzec – przejście trwające dekady, nie jeden dzień
Chronologia transformacji Britanniki jest pouczająca właśnie dlatego, że pokazuje, jak długo technologia cyfrowa może współistnieć z tradycyjnym drukiem, zanim wydawca zdecyduje się na ostateczne odejście od papieru. Wydawnictwo nie czekało na „właściwy moment”, by zacząć się cyfryzować – eksperymentowało z nowymi formatami stopniowo, testując kolejne technologie w miarę ich dojrzewania: najpierw dedykowane bazy danych dla profesjonalnych systemów informacyjnych, potem multimedialne płyty CD-ROM, wreszcie pełnoprawną wersję internetową. Decyzja o zakończeniu druku w 2012 roku była więc naturalnym domknięciem procesu, który realnie trwał już od trzech dekad, a nie nagłym zwrotem.
Ten wzorzec – stopniowe, wieloletnie równoległe funkcjonowanie obu formatów, zanim jeden z nich zostanie ostatecznie wygaszony – powtarza się też, w mniejszej skali, w przypadku lokalnych encyklopedii miejskich, które rzadko przechodzą do sieci w ramach jednego, gwałtownego cięcia.
Gdynia w sieci – jak połączono dwa różne projekty w jedną platformę
Dobrym przykładem takiego stopniowego procesu jest gdyńska platforma Gdynia w sieci \ Encyklopedia Miasta, prowadzona przez Muzeum Miasta Gdyni. Nie powstała ona z dnia na dzień ani jako proste przeniesienie drukowanego tomu do internetu – była wynikiem połączenia dwóch odrębnych, rozwijanych niezależnie projektów. Pierwszym była wspomniana już dwutomowa Encyklopedia Gdyni z lat 2006 i 2009. Drugim – rozwijana od 2016 roku cyfrowa kolekcja fotografii z zasobów muzeum, funkcjonująca pod nazwą Gdynia w sieci.
Połączenie tych dwóch strumieni pracy w jedną platformę opartą na silniku MediaWiki wymagało nie tylko technicznego przeniesienia treści, lecz także realnej pracy redakcyjnej: uzupełnienia haseł o noty biograficzne i przypisy, których zabrakło w wydaniu drukowanym, weryfikacji praw autorskich do materiałów oraz usunięcia biogramów osób żyjących, zgodnie z przyjętymi zasadami redakcyjnymi. Platforma została uruchomiona 7 lutego 2026 roku i udostępnia dziś ponad 1400 zweryfikowanych haseł oraz ponad 60 tematycznych kolekcji fotograficznych – zasób, którego objętość i zakres byłyby trudne do utrzymania w jakiejkolwiek formie drukowanej.
Co encyklopedia zyskuje, przechodząc do sieci – i co traci
Migracja do internetu daje encyklopedii miejskiej kilka wymiernych korzyści. Możliwa staje się bieżąca aktualizacja treści bez konieczności czekania na kolejne wydanie, funkcja wyszukiwania ułatwia dotarcie do konkretnego hasła spośród tysięcy innych, a materiał można wzbogacić o multimedia – fotografie, nagrania dźwiękowe, mapy interaktywne – niemożliwe do umieszczenia w książce. Dostęp staje się też szerszy: darmowy, dostępny z dowolnego miejsca na świecie, bez nakładu drukarskiego i kosztów dystrybucji.
Te korzyści mają jednak swoją cenę. Model finansowania zmienia się z jednorazowej sprzedaży egzemplarza na konieczność stałego utrzymania serwera, infrastruktury i zespołu redakcyjnego – koszt, który nie znika po „wydaniu” projektu, lecz towarzyszy mu przez cały czas jego istnienia. Znika też coś, co przy całej niewygodzie miało swoją wartość: fizyczny nośnik, który przetrwa nawet wtedy, gdy instytucja stojąca za projektem zniknie, zmieni priorytety albo zabraknie jej środków na dalsze utrzymanie serwisu.
WIEM Encyklopedia – ostrzeżenie, że „cyfrowe” nie znaczy „wieczne”
Ryzyko to nie jest teoretyczne. WIEM Encyklopedia działała w Polsce w latach 1998-2017, od 2000 roku pod skrzydłami portalu internetowego Onet.pl, a w 2006 roku liczyła już 125 tysięcy haseł, będąc w owym czasie największą polską encyklopedią internetową. Mimo tej skali i popularności, w pewnym momencie zniknęła z sieci – gdy zmieniły się priorytety komercyjne jej właściciela, a dominującą pozycję w polskim internecie zajęła Wikipedia, oferująca podobny zasób wiedzy na zupełnie innych zasadach finansowania i zarządzania.
Historia WIEM Encyklopedii jest ważną lekcją dla każdego projektu tego typu: encyklopedia cyfrowa pozbawiona stabilnego, instytucjonalnego zaplecza – takiego jak muzeum, uczelnia czy instytucja publiczna z misją długoterminową – bywa równie krucha jak drukowany tom, a czasem nawet bardziej. Gdy zamknięty zostaje serwis internetowy zależny od decyzji komercyjnego właściciela, nie zostaje po nim żaden fizyczny egzemplarz, do którego czytelnik mógłby wrócić na półce biblioteki.
Nie każda miejska encyklopedia idzie w stronę cyfrową – przykład Łodzi
Warto przy tym pamiętać, że digitalizacja nie jest jedyną ani automatyczną ścieżką rozwoju dla encyklopedii miejskiej. Dobrym kontrprzykładem jest Ilustrowana Encyklopedia Historii Łodzi, zainicjowana w 2008 roku jako zeszytowy dodatek historyczny do miejskiego magazynu „Piotrkowska 104”. Kolejne zeszyty ukazywały się przez kilka lat, aż w 2015 roku dwanaście z nich zebrano w jeden, spójny tom wydany drukiem.
Miasto świadomie pozostało więc przy formie papierowej i zeszytowej, zamiast inwestować w budowę interaktywnej platformy wiki na wzór gdyńskiego projektu. Nie oznacza to, że wybór ten był błędny – pokazuje jedynie, że decyzja o cyfryzacji encyklopedii miejskiej zależy od konkretnych zasobów, celów i priorytetów danej instytucji, a nie jest nieuchronnym etapem rozwoju, przez który musi przejść każdy tego typu projekt.
Warunki trwałości cyfrowej encyklopedii miasta
Zestawienie tych czterech przykładów – globalnej Britanniki, polskiej WIEM Encyklopedii, łódzkiej encyklopedii pozostającej przy druku oraz gdyńskiej platformy cyfrowej – pozwala wskazać, co w praktyce decyduje o przetrwaniu encyklopedii miejskiej w sieci. Kluczowym czynnikiem nie jest sama technologia, lecz charakter instytucji stojącej za projektem. Platforma oparta na muzeum, archiwum czy innej instytucji publicznej z misją długoterminową ma znacznie większą szansę na przetrwanie niż serwis zależny od bieżącej strategii biznesowej komercyjnego portalu, dla którego encyklopedia jest tylko jednym z wielu produktów.
Równie istotna jest gotowość do finansowania nie tylko samego uruchomienia platformy, lecz też jej dalszego, systematycznego utrzymania i redakcyjnego rozwoju przez lata – bez tego nawet najbardziej imponujący start kończy się z czasem tym samym, co spotkało WIEM Encyklopedię. Przykładem modelu opartego na instytucji muzealnej, a nie na komercyjnym portalu, jest właśnie Gdynia w sieci – Encyklopedia Miasta, prowadzona przez Muzeum Miasta Gdyni – projekt, którego trwałość opiera się na długoterminowej misji instytucji, a nie na doraźnej kalkulacji biznesowej.
Podsumowanie
Przejście encyklopedii miejskiej z formy książkowej do internetu jest procesem rozłożonym na lata, a nie jednorazowym aktem „digitalizacji” – dobrze pokazuje to trzydziestoletnia droga Britanniki od pierwszych eksperymentów cyfrowych do zamknięcia druku. Migracja do sieci przynosi realne korzyści w postaci aktualności, dostępności i możliwości wzbogacenia treści o multimedia, ale generuje też nowe rodzaje kruchości, nieznane formie drukowanej – czego najlepszym dowodem jest los WIEM Encyklopedii, niegdyś największej polskiej encyklopedii internetowej, dziś już nieistniejącej. Przykład Łodzi przypomina z kolei, że pozostanie przy formie papierowej wciąż bywa świadomym, uzasadnionym wyborem. O tym, czy dana encyklopedia miejska przetrwa próbę czasu w sieci, decyduje w końcu nie technologia, lecz instytucja, która bierze za nią odpowiedzialność – i to, czy jest gotowa finansować jej rozwój długo po dniu premiery.