\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \n\n\n\n\nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nJak powiedział prokurator Bogdan Dąbrowski, poziom gnojowicy był tak wysoki, że uniemożliwiał zwierzętom - zwłaszcza mniejszym sztukom i cielętom - położenie się, żeby odpocząć. \"Bo to groziło utonięciem\" - wskazał.\n\n\n\n\n\n\n\nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nZwierzęta były przetrzymywane w drastycznych warunkach. Stały zanurzone - niektóre po szyje - w brei z własnych odchodów wymieszanych z wodą, wypływającą prawdopodobnie z pękniętej rury. Część z nich nie przeżyła. Te, które udało się wydobyć, były wyczerpane i wygłodzone, czasem także pokaleczone.\n\n\n\nJak powiedział prokurator Bogdan Dąbrowski, poziom gnojowicy był tak wysoki, że uniemożliwiał zwierzętom - zwłaszcza mniejszym sztukom i cielętom - położenie się, żeby odpocząć. \"Bo to groziło utonięciem\" - wskazał.\n\n\n\n\n\n\n\nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nNa wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Piszu zastosował wobec właścicielki gospodarstwa Ewy P. i jej syna Wojciecha P. tymczasowe aresztowanie na okres dwóch miesięcy. Według śledczych następstwem znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad co najmniej 90 sztukami bydła była śmierć co najmniej 46 krów i cieląt. Wstępnie ustalono, że do przestępstwa miało dochodzić od września 2021 r.\n\n\n\nZwierzęta były przetrzymywane w drastycznych warunkach. Stały zanurzone - niektóre po szyje - w brei z własnych odchodów wymieszanych z wodą, wypływającą prawdopodobnie z pękniętej rury. Część z nich nie przeżyła. Te, które udało się wydobyć, były wyczerpane i wygłodzone, czasem także pokaleczone.\n\n\n\nJak powiedział prokurator Bogdan Dąbrowski, poziom gnojowicy był tak wysoki, że uniemożliwiał zwierzętom - zwłaszcza mniejszym sztukom i cielętom - położenie się, żeby odpocząć. \"Bo to groziło utonięciem\" - wskazał.\n\n\n\n\n\n\n\nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content ); \nDwie osoby podejrzane o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad stadem krów w jednym z gospodarstw koło Pisza na Mazurach zostały w poniedziałek aresztowane. Zamknięte w oborze zwierzęta stały zanurzone w odchodach.\n\n\n\nNa wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Piszu zastosował wobec właścicielki gospodarstwa Ewy P. i jej syna Wojciecha P. tymczasowe aresztowanie na okres dwóch miesięcy. Według śledczych następstwem znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad co najmniej 90 sztukami bydła była śmierć co najmniej 46 krów i cieląt. Wstępnie ustalono, że do przestępstwa miało dochodzić od września 2021 r.\n\n\n\nZwierzęta były przetrzymywane w drastycznych warunkach. Stały zanurzone - niektóre po szyje - w brei z własnych odchodów wymieszanych z wodą, wypływającą prawdopodobnie z pękniętej rury. Część z nich nie przeżyła. Te, które udało się wydobyć, były wyczerpane i wygłodzone, czasem także pokaleczone.\n\n\n\nJak powiedział prokurator Bogdan Dąbrowski, poziom gnojowicy był tak wysoki, że uniemożliwiał zwierzętom - zwłaszcza mniejszym sztukom i cielętom - położenie się, żeby odpocząć. \"Bo to groziło utonięciem\" - wskazał.\n\n\n\n\n\n\n\nSprawa wyszła na jaw po anonimowym, telefonicznym zgłoszeniu do powiatowego inspektoratu weterynarii w Piszu, który - po potwierdzeniu tej informacji na miejscu - zawiadomił policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i osoby, w tym organizacje broniące praw zwierząt. O sprawie stało się głośno, gdy inspektorzy Animals zaczęli relacjonować przebieg akcji ratowniczej w mediach społecznościowych.\n\n\n\nAkcję ratowania 44 krów i cieląt, które znaleziono żywe, prowadzono od piątku. W tym dniu wydobyto zwierzęta z obory na zewnątrz. Do końca weekendu przewieziono je - w porozumieniu z gminą - do miejsc wskazanych przez organizacje broniące praw zwierząt. Mają tam zapewnione odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną. Nie wiadomo jednak, ile z nich ostatecznie przeżyje, bo wiele jest w złym stanie - co najmniej jedna sztuka padła już po transporcie.\n\n\n\n\"Te zwierzęta cierpiały przez ludzką głupotę, bo inaczej nie można tego skomentować. Wystarczyło otworzyć drzwi obory, żeby wyszły i nie topiły się we własnych odchodach, ale tego nie zrobiono. Zamknięta obora oznaczała śmierć dla tych zwierząt\" - powiedział Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt.\n\n\n\n\n\n\n\nJego zdaniem, stan uratowanego bydła - wyczerpanie, niedożywienie, rany na ciele, poprzerastane racice, oklejenie odchodami - świadczy, że rażące zaniedbania w opiece nad nimi trwały być może od miesięcy.\n\n\n\nBielawski dodał, że organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza - OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska - przystąpiły do sprawy jako tzw. wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.\n\n\n\nWarmińsko-Mazurski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Jerzy Koronowski poinformował, że ostatnia wizyta powiatowego lekarza w tym gospodarstwie odbyła się w ubiegłym roku i wówczas było wszystko w porządku. Zaznaczył, że wizyty w ramach nadzoru weterynaryjnego w gospodarstwach rolnych utrzymujących bydło powinny odbywać się w przedziałach, co 2-3 lata, zależnie od analizy ryzyka.\n\n\n\n\"Powiatowy lekarz weterynarii w Piszu niczego nie zaniedbał. Natomiast warte podkreślenia jest to, że gdy w piątek otrzymał informację, że tam źle się dzieje, pojechał natychmiast, podjął działania od razu\" - powiedział Koronowski.\n\n\n\nStwierdził, że ma \"wielki żal\" do mieszkańców tej wsi, że nikt wcześniej nie powiadomił gminy, inspekcji weterynaryjnej, policji albo innej instytucji.\n\n\n\n\"To jest niemożliwe, żeby to nie było tam zauważone, ponieważ tam był odór zwłok i gnojówki, która się wylewała. Nie można było tego nie zauważyć\" - ocenił wojewódzki lekarz weterynarii.\n\n\n\n\n\n\n\n\n\n\nźródło: PAP\n","wpil_sync_error":1,"post_views_last_72_hours":3,"wpil_sync_report3":1}},"postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":151554,"postFormat":"standard"}; dataLayer.push( dataLayer_content );
0
-1.4 C
Olsztyn
sobota, 7 lutego, 2026
reklama

Nowe serwisy na TKO: Sport | Nekrologi

Rolnicy trafili do aresztu? Krowy po szyję w gnojówce

PiszRolnicy trafili do aresztu? Krowy po szyję w gnojówce

Dwie osoby zostały aresztowane pod zarzutem znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad stadem krów w jednym z gospodarstw koło Pisza na Mazurach. Właścicielka gospodarstwa Ewa P. i jej syn Wojciech P. zostali tymczasowo aresztowani na okres dwóch miesięcy. Śledczy podejrzewają, że następstwem znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad co najmniej 90 sztukami bydła była śmierć co najmniej 46 krów i cieląt. Według wstępnych ustaleń, przestępstwo miało miejsce od września 2021 r.

reklama

Zwierzęta były przetrzymywane w drastycznych warunkach. Część z nich było wyczerpanych, wygłodzonych, a czasem także pokaleczonych. Zwierzęta były zanurzone w brei z własnych odchodów i wody, która prawdopodobnie wypływała z pękniętej rury. Niektóre krowy stały zanurzone po szyję w gnojowicy.

Sprawa wyszła na jaw po anonimowym zgłoszeniu do inspektoratu weterynarii w Piszu. Na miejscu potwierdzono informacje i zawiadomiono policję. W akcję ratowania zwierząt włączyły się inne służby i organizacje broniące praw zwierząt. Uratowane zwierzęta zostały przewiezione do miejsc wskazanych przez organizacje, gdzie zapewniono im odpowiednie warunki, pielęgnację i opiekę weterynaryjną.

reklama

Organizacje zaangażowane w akcję ratowania krów spod Pisza – OTOZ Animals, Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja Pańska Łaska – przystąpiły do sprawy jako wykonujący prawa pokrzywdzonego, a potem zamierzają występować w sądzie jako oskarżyciele posiłkowi.

Źródło: PAP

Przeczytaj także

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy tylko najważniejsze wiadomości

reklama
0 komentarzy
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze

Czy ten sam fotelik można używać przy drugim dziecku?

Jakie czynniki decydują o przydatności starego fotelika do dalszej jazdy?

Pogoda w Olsztynie na 14 dni przyniesie siarczyste mrozy i temperaturę spadającą do minus 19 stopni

Mieszkańców stolicy Warmii czeka wyjątkowo mroźny początek lutego z temperaturami znacznie poniżej zera. Sprawdź kiedy nastąpi kulminacja mrozów oraz kiedy spodziewać się opadów śniegu i gołoledzi na drogach.

Aktywny wypoczynek dla mieszkańców Olsztyna, Warmii oraz Mazur – przewodnik po parkach narodowych i rezerwatach przyrody

MIejsca, które inspirują do aktywności na świeżym powietrzu oraz dają pomysły na weekendowe wycieczki.

Kursy maturalne w Olsztynie – realne wsparcie dla uczniów przed egzaminem dojrzałości

Kursy maturalne stanowią uzupełnienie nauki szkolnej i realne wsparcie w przygotowaniach do egzaminu.

Jesz, ile chcesz za 35 zł w San Giovanni w Olsztynie

Wielka promocja w San Giovanni: jesz, ile dasz radę za 35 zł z okazji Światowego Dnia Pizzy.

Co sprawdzić, zanim kupisz działkę budowlaną?

Zakup działki budowlanej to jedna z najważniejszych decyzji inwestycyjnych w życiu. Atrakcyjna cena czy ładna okolica nie zawsze idą w parze z możliwością bezproblemowej budowy domu.

Maksymalizacja inwestycji w fotowoltaikę: jak przestać tracić pieniądze na sieci

Jedynym sposobem, aby zatrzymać ten finansowy przeciek, jest przestać eksportować cenną energię i zacząć ją przechowywać.

Jakie zalety mają opakowania termoformowane?

Formowanie materiału pod wpływem ciepła, pozwala na tworzenie opakowań o różnych kształtach, rozmiarach i funkcjonalnościach

Kreatywny luty w Olsztynie. Seria niezwykłych bezpłatnych szkoleń

Sprawdź, jak bezpłatnie zdobyć nowe umiejętności w Szkole Pascal!

Dodatkowa praca w Olsztynie przy rozładunkach w największej sieci restauracji w Polsce

Szukasz dodatkowej pracy w Olsztynie? Trwa rekrutacja do rozładunków dostaw. Praca z elastycznym grafikiem.
reklama
reklama