Chciał po prostu wrócić do pracy

Strona głównaOlsztynChciał po prostu wrócić do...

Adam Banaszek, długoletni pracownik Metalowej Spółdzielni Inwalidów „Gwarancja”, po 182 dniach zwolnienia lekarskiego został zwolniony. Wygrał sprawę w sądzie i wróci do pracy.

Metalowa Spółdzielnia Inwalidów „Gwarancja” w Olsztynie jest Zakładem Pracy Chronionej. Jej działania podlegają jednak surowym prawom rynku – co jakiś czas dochodzi tam do zwolnień. Zazwyczaj pracownicy godzili się z decyzją prezesa. Ale znalazł się jeden niepokorny.

Adam Banaszek przez wiele lat pracował w „Gwarancji” jako ślusarz i tłoczarz w metalu. Powierzone obowiązki wykonywał dobrze, był szanowanym i uznanym pracownikiem. Pewnego dnia poczuł dotkliwy ból w nodze, który nie mijał mimo upływu czasu, więc Banaszek zdecydował się pójść do lekarza. Zdiagnozowano u niego owrzodzenie podudzia, chorobę często przytrafiającą się pracownikom fizycznym. Pan Adam musiał udać się na zwolnienie lekarskie, które trwało aż 182 dni. Po powrocie do zakładu pracy okazało się, że bez większego żalu postanowiono rozstać się ze swoim wieloletnim pracownikiem. Wzburzony Adam Banaszek postanowił działać w swojej obronie. Wytoczył sprawę spółdzielni, gdyż uważał decyzją o zwolnieniu za krzywdzącą. – Chciałem po prostu wrócić do pracy – tłumaczy. Do rozprawy doszło 3 grudnia 2014 roku, a wyrok w tej sprawie został ogłoszony 20 lutego bieżącego roku. Pokrzywdzony wygrał sprawę z pracodawcą i zgodnie z decyzją sądu będzie mógł wrócić do pracy. A to trzecia wygrana sprawa Banaszka ze spółdzielnią „Gwarancja”.

Dlaczego wieloletni pracownik postanowił pozwać pracodawcę?

Adam Banaszek po zwolnieniu lekarskim wrócił do zakładu pracy 27 stycznia 2014 roku z zaświadczeniami od trzech lekarzy: chirurga naczyniowego, hematologa i lekarza rodzinnego. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że może kontynuować pracę na swoim stanowisku. W ciągu ostatnich dni zwolnienia pan Adam przyszedł do zakładu, prosząc o urlop, którego jednak nie dostał. Zgłosił się więc do inspekcji pracy, gdzie uzyskał pismo świadczące o tym, że w podobnych wypadkach wolne mu przysługuje. Prezes pozostał jednak nieugięty i podtrzymał decyzję o zwolnieniu, tłumacząc swoje postanowienie względami ekonomicznymi.

Pierwszego dnia po powrocie do pracy Adam Banaszek, zgodnie z procedurą, zgłosił się do lekarza zakładowego po uzyskanie świadectwa zdolności do pracy, aby powrócić na dotychczasowe stanowisko. Był to zaledwie początek problemów. – Lekarka nie podpisała mi zaświadczenia o tym, że mogę wrócić do pracy. Powiedziała, żeby jej pokazać ranę. Odmówiłem, gdyż zakładam na nią specjalne opatrunki, które są drogie (jeden kosztuje 50 zł). Ale ona uparła się, koniecznie chciała ją zobaczyć. W nerwach zerwałem opatrunek. Naruszyłem ranę i pokazała się krew – opowiada Adam.

Olsztyn w skrócie. Na Twój e-mail.

Wybieramy najważniejsze wiadomości z Olsztyna. Możesz wypisać się w każdej chwili. Polityka prywatności.

Po tym zdarzeniu lekarka uznała, że Adam Banaszek jest niezdolny do pracy – nie tylko na wcześniej zajmowanym stanowisku, ale również na innych, jakie mógłby wykonywać w spółdzielni zgodnie ze swoim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. – Uważam, że to może być zemsta prezesa. W przeszłości byłem dwukrotnie karany przez zarząd za niedopełnienie obowiązków i, ich zdaniem, ordynarne zachowanie. Obie sprawy skierowałem do sądu i je wygrałem – dodaje Banaszek.

W dniu jego rozmowy z lekarzem zakładowym w prasie pojawiło się ogłoszenie, w którym Metalowa Spółdzielnia Inwalidów „Gwarancja” poszukiwała osoby na stanowisko, na którym przez lata pracował Banaszek. A następnego dnia, czyli 28 stycznia, prezes Leszek Cieślukowski wysłał do niego rozwiązanie umowy o pracę bez okresu wypowiedzenia. – Spółdzielnia nadużyła możliwości, które daje prawo – tłumaczy, powołując się na art. 53 Kodeksu pracy, Karolina Czerkas, która zajmuje się sprawą z upoważnienia mecenasa Lecha Obary. – Owszem, pracodawca ma możliwość zwolnienia pracownika, jednak nie jest to w tym wypadku konieczność.

W następstwie tego przedstawiciele zakładowego związku zawodowego wystosowali pismo do kierownictwa spółdzielni, w którym sprzeciwiali się niesprawiedliwemu, ich zdaniem, traktowaniu wieloletniego pracownika. Napisali m.in., że „postępowanie prezesa Spółdzielni wobec Adama Banaszka jest złośliwe i nękające”. Dalej w piśmie możemy przeczytać, że „wypowiedzenie umowy o pracę bez okresu wypowiedzenia osobie niepełnosprawnej (…) jest nie tylko sprzeczne z prawem, ale jest też niemoralne i niegodziwe, sprzeczne z zasadami poczucia sprawiedliwości społecznej”. – Staramy się pomagać pracownikom, jak możemy. Dla nas najważniejsze jest patrzenie przez pryzmat ludzki, a nie prawny – mówi Kazimierz Dutkiewicz, zastępca przewodniczącego związku zawodowego. Związkowcy wyrazili również swoje zaniepokojenie odebraniem praw członkowskich panu Banaszkowi. Swoje pisma skierowali do prezesa i zakładowej rady nadzorczej. Nie otrzymali jednak na nie odpowiedzi. – Prawda jest taka, że prezes robi, co chce. Oczywiście, on ma decydujący głos, ale powinien się liczyć z opinią związku – dodaje jego przewodniczący Bogdan Lewczuk.

Co na to prezes?

Zapytaliśmy o tę sprawę prezesa MSI „Gwarancja” Leszka Cieślukowskiego. Tłumaczył on wypowiedzenie umowy Adamowi Banaszkowi opinią lekarza. – Ja nie jestem ekspertem. Kierowałem się zdaniem lekarza zakładowego. Pani doktor uznała, że pan Banaszek ma na tyle poważne problemy ze zdrowiem, że nie może pracować na żadnym stanowisku pracy.

Innego zdania są jednak pełnomocnicy poszkodowanego. – To nie lekarz zakładowy, tylko pracodawca powinien rozstrzygnąć, czy jest dla niego odpowiednie stanowisko, natomiast tutaj mamy do czynienia z sytuacją, gdy pani doktor napisała na zaświadczeniu lekarskim, że pan Banaszek jest niezdolny do pracy na jakimkolwiek stanowisku w spółdzielni – tłumaczy Karolina Czerkas i dodaje, że do czasu wykreślenia z listy jej członków pracodawca powinien wskazać podwładnemu inne stanowisko pracy. Również w tym przypadku tego nie zrobił.

Potwierdza to mecenas Lech Obara, znany ze wspierania pracowników wyzyskiwanych przez popularną sieć dyskontów. – Każdy pracownik ma 182 dni zwolnienia w okresie zasiłkowym. Po wyczerpaniu tego okresu jest podstawa, aby rozwiązać umowę o pracę. Jest to tylko możliwość, nie obowiązek. Ale pracownik ma prawo do renty chorobowej, stałej lub do świadczeń rehabilitacyjnych.

Warto odnotować, że…

sprawa Adama Banaszka to nie jedyny taki przypadek w tym zakładzie pracy chronionej. Pani Maria już w lutym 2012 r. na własnej skórze odczuła niechęć przełożonych do własnej osoby. – Pewnego dnia przyszedł do mnie prezes i wprost powiedział, żebym się sama zwolniła z pracy. Argumentował to złą sytuacją gospodarczą spółdzielni. Ja oczywiście tego nie zrobiłam. Wtedy zaczął się mój koszmar – wspomina.

Pani Maria pracowała do tej pory jako tłoczarz w metalu. Miała też ukończony kurs wózków widłowych. Decyzją prezesa była wciąż przenoszona na inne stanowiska, odbiegające od jej kwalifikacji. Najpierw zlecono jej sprzątanie, a później musiała pracować dodatkowo na portierni. – Gdzie mi kazali, tam szłam i pracowałam. Sprzątałam, siedziałam na portierni, przyjmowałam i wydawałam towar. Jednym słowem robiono wszystko, żeby mnie upokorzyć, żebym zrezygnowała. W końcu dopięli swego – mówi pani Maria, która w konsekwencji stresu spowodowanego nadmiarem obowiązków trafiła na czteromiesięczne zwolnienie zdrowotne.

W grudniu 2013 r., gdy wróciła, prezes Cieślukowski wypowiedział jej umowę o pracę. – Pracowałam tu przez 13 lat i nigdy żaden zarząd ani prezes tak ze mną nie postępował. Potraktowali mnie bez litości, bez serca… A powinnam jeszcze otrzymać pieniądze za przepracowanie 27 nadgodzin – żali się pani Maria.

Henryk Gołębiewski pracował natomiast w „Gwarancji” przez 29 lat i działał w zakładowym związku zawodowym jako sekretarz. Sam formułował pisma i zażalenia spółdzielców kierowane do prezesa lub rady nadzorczej. Gdy osiągnął wiek emerytalny, ale bez wypracowanych lat pracy, otrzymał wypowiedzenie. Prezes, uzasadniając jego zwolnienie, napisał, że musi to zrobić z uwagi na konieczność zmniejszenia zatrudnienia. – Tyle że prezes w tym samym roku przyjął co najmniej pięciu nowych pracowników – mówi Gołębiewski.

Sekretarz związkowy uważa, że został potraktowany bardzo niesprawiedliwie. Twierdzi, że wykonywał swoje obowiązki bez zarzutu. – W spółdzielni pracowałem nie tylko dla pieniędzy, ale by czuć się potrzebny pracującym tu ludziom. Załoga to w większości osoby niepełnosprawne, które potrzebują kogoś, kto by ich wsparł i zrozumiał. Pomagałem im najlepiej, jak umiałem – dodaje Gołębiewski.

Kto z tego korzysta?

Metalowa Spółdzielnia Inwalidów „Gwarancja” powstała w 1952 roku. Dawała pracę osobom wykluczonym społecznie z powodu inwalidztwa. Od początku działalności zakład specjalizował się w produkcji wag szalkowych – tak powstawała marka „Gwarancji”. W miarę upływu lat spółdzielnia znacznie poszerzyła produkowany asortyment, dziś ich chlubą są grille ogrodowe. Na stronie internetowej firmy możemy przeczytać, że jest ona zakładem pracy chronionej. Co to oznacza? Nic innego jak to, że co najmniej 50 proc. zatrudnionych w tym zakładzie powinno być osobami niepełnosprawnymi, a w tej grupie przynajmniej 20 proc. muszą stanowić ludzie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, do których dopłaca PFRON. Kierownictwo zakładu pracy chronionej ma też obowiązek powołania funduszu rehabilitacji osób niepełnosprawnych, z którego środki przeznaczone są na finansowanie leczenia pracowników.

Cezary Kapłon

Przeczytaj także

Tym żyje Olsztyn

4 komentarzy
Najlepsze
Najnowsze Najstarsze

Spotkaj się z nowymi zawodnikami AZS Olsztyn. Castorama szykuje prezentację drużyny

Castorama Olsztyn znów zaprasza kibiców AZS. Będą gwiazdy, autografy i siatkarskie wyzwania.

Olsztyn zza kierownicy: jak nie tracić czasu między kursem a kolejnym pasażerem

Adres w aplikacji wydaje się konkretny, dopóki nie trzeba znaleźć właściwego wejścia, zatrzymać się po odpowiedniej stronie ulicy i wypatrzyć pasażera.

8 pomysłów na kubki z własnym nadrukiem na prezent

Każdego ranka sięgasz po kubek i przez kilkanaście minut ogrzewasz dłonie, delektując się ulubionym napojem.

Dlaczego warto kupić maszynkę do makaronu w Gastromix?

Maszynka do makaronu to niezbędny sprzęt w nowoczesnej gastronomii – pozwala wałkować ciasto na powtarzalną grubość i przygotowywać płaty do lasagne, tagliatelle oraz innych formatów.

Jak przygotować się do pracy w handlu? Zapisz się na kurs kasy fiskalnej!

W sektorze handlowym zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników nie maleje.

Jak zamienić pomysł w eleganckie pinsy na zamówienie?

Niektóre projekty potrzebują czegoś więcej niż nadruku na papierze, naklejki czy kolejnego gadżetu reklamowego.

Jak wybrać najlepszy Kurs Python AI Engineer?

Sztuczna inteligencja przestała być wyłączną domeną zespołów badawczych i stała się kluczowym elementem nowoczesnych systemów informatycznych.

Jak kontrolować koszty podczas budowy i remontu domu?

Budowa albo większy remont domu rzadko kończą się dokładnie na kwocie zapisanej w pierwszym kosztorysie.

Ile kosztują korepetycje online? Porównujemy ceny na 6 popularnych platformach

Ceny korepetycji w 2026 roku wzrosły nieco w porównaniu do roku poprzedniego.

Jak wspierać męską witalność i sprawność wraz z wiekiem?

Spadek energii po czterdziestce czy pięćdziesiątce nie musi oznaczać, że organizm nagle przestaje sobie radzić.

Ciśnienie, cukier i dieta pod lupą. Miejski Szpital Zespolony zadbał o olsztyńskich seniorów

Miejski Szpital Zespolony wychodzi do seniorów. Badania i porady podczas spotkań w Olsztynie.

Od książki do bazy danych – jak encyklopedie miast przechodzą do sieci?

Encyclopaedia Britannica była drukowana nieprzerwanie przez 244 lata - od pierwszego wydania w Edynburgu w 1768 roku aż do 2012 roku, gdy wydawca ogłosił zakończenie produkcji papierowych tomów.

Namiot 3×3 na targ i jarmark: ile kosztuje i co daje w praktyce

Trzy na trzy metry to rozmiar, który przyjął się jako standard stoiska u większości organizatorów jarmarków w Polsce.

Kurs trenera personalnego online: co sprawdzić przed zapisem?

Lubisz trening siłowy i zastanawiasz się, jak zacząć pracować z podopiecznymi?

Efektywne zmywanie przy zużyciu 8,4 l wody i hałasie na poziomie 37 dB

W kuchni otwartej na salon zmywarka często pracuje w tym samym czasie, gdy domownicy odpoczywają, rozmawiają lub oglądają telewizję.