Huti przejęli pełną kontrolę nad cieśniną Bab al-Mandab oraz zachodnim wybrzeżem Morza Czerwonego, sprawiając, że jeden z najważniejszych szlaków morskich łączących Azję z Europą znalazł się w samym centrum eskalującej konfrontacji regionalnej.
Agencja AFP potwierdziła w piątek, że rebelianci Huti przejęli pełną kontrolę nad obszarem Bab al-Mandab i zachodnim wybrzeżem, co budzi poważne obawy o przyszłość żeglugi przez tę cieśninę.
Znaczenie tego wydarzenia rośnie w obliczu wojny między Iranem a Stanami Zjednoczonymi oraz zakłóceń w cieśninie Ormuz. Oznacza to, że dwa najważniejsze globalne szlaki transportu energii i handlu znalazły się pod jednoczesną presją.
Stacja CNN zauważa, że upadek strategicznych lokalizacji wzdłuż Morza Czerwonego „może rozszerzyć wpływy Teheranu na kolejny kluczowy szlak wodny na Bliskim Wschodzie”. Stacja przypomina, że Bab al-Mandab to brama szlaku handlowego między Azją a Europą przez Kanał Sueski, przez którą każdego dnia przepływają towary pierwszej potrzeby i miliony baryłek ropy.
Ahmed Nagi, analityk ds. Jemenu w International Crisis Group, powiedział CNN, że Huti są teraz w „dobrej pozycji, aby wzmocnić swoje wpływy wokół Bab al-Mandab”. Dodał, że te wydarzenia dają im również większą zdolność do ochrony własnych terytoriów przed ewentualnymi operacjami lądowymi prowadzonymi z zachodniego wybrzeża.
Saudyjski dylemat
Rozwój sytuacji stawia Arabię Saudyjską w obliczu jednego z najbardziej skomplikowanych kryzysów militarnych od lat, po tym jak sprzymierzone z nią siły jemeńskie poniosły klęskę na rozległych terenach wybrzeża, które wcześniej znajdowały się poza kontrolą Huti.
Francuski dziennik „Le Monde” poinformował w sobotę, że Arabia Saudyjska stoi w obliczu „najpoważniejszego kryzysu militarnego od dekady”, w czasie gdy jej zdolność do korzystania z morskich szlaków eksportu ropy znajduje się pod rosnącą presją.
Dziennik zacytował wysokiego rangą urzędnika jemeńskiego przebywającego w Arabii Saudyjskiej: „Obawiam się, że Arabia Saudyjska nie ma ochoty wznawiać wojny, której ciężaru nie jest w stanie udźwignąć sama”. Urzędnik zastanawiał się również nad stanowiskiem Turcji i Pakistanu po podpisaniu z Rijadem w sierpniu paktu o wspólnej obronie.
Godziny poprzedzające upadek strategicznych obszarów w Bab al-Mandab w ręce Huti ujawniają skalę kryzysu, z jakim borykały się siły rządowe. Według CNN, jemeńscy dowódcy już od czwartkowego poranka wysyłali pilne prośby o wsparcie z powietrza, gdy Huti zbliżali się do miasta. Wysokie rangą jemeńskie źródło wojskowe poinformowało, że skontaktowało się z Centralnym Dowództwem USA (CENTCOM) i otrzymało zapewnienie, że Waszyngton monitoruje sytuację, a saudyjskie wsparcie lotnicze jest w drodze. Obrona jednak załamała się, zanim nadeszła pomoc.
„Le Monde” przytoczył również słowa jemeńskiego źródła bliskiego generałowi brygady Tarikowi Salehowi, dowódcy wojskowemu odpowiedzialnemu za zachodnie wybrzeże. Według informatora, Huti bombardowali jego bazę od tygodni, a Saleh prosił Saudyjczyków o wsparcie z powietrza, „ale bezskutecznie”. Źródło dodało, że Saleh „czuł się w ostatnich dniach pozostawiony samemu sobie”.
Waszyngton odrzuca otwarcie nowego frontu
Portal Axios, powołując się na amerykańskich urzędników, ujawnił, że saudyjski książę koronny Muhammad bin Salman dwukrotnie dzwonił w czwartek do prezydenta USA Donalda Trumpa, wzywając go do przeprowadzenia uderzeń na pozycje Huti w miarę ich zbliżania się do Bab al-Mandab. Trump jednak odrzucił tę prośbę, a amerykańscy urzędnicy potwierdzili, że administracja nie zamierza obecnie podejmować bezpośredniej interwencji zbrojnej przeciwko grupie.
Amerykańskie stanowisko odzwierciedla szersze kalkulacje związane z konfrontacją z Iranem. Waszyngton stara się uniknąć otwarcia dodatkowego frontu wojskowego na Morzu Czerwonym, koncentrując swoje zasoby na Iranie i zabezpieczeniu żeglugi w cieśninie Ormuz.
Agencja Reuters poinformowała w sobotę, że błyskawiczna ofensywa Huti postawiła USA w obliczu „nowego dylematu”, po tym jak rebelianci znaleźli się w pozycji pozwalającej im na kontrolowanie niezwykle ważnego szlaku morskiego. Tym samym kryzys jemeński przestał być jedynie wewnętrzną konfrontacją, stając się częścią szerszego konfliktu o szlaki morskie na Bliskim Wschodzie.
Rola Iranu i globalne zagrożenie
Niebezpieczeństwo przejęcia kontroli nad Bab al-Mandab przez Huti polega nie tylko na zmianie układu sił w Jemenie, ale przede wszystkim na tym, że daje to Iranowi dodatkową kartę przetargową na jednej z najważniejszych arterii światowej gospodarki. W ostatnich latach Teheran udowodnił, że jest gotowy wykorzystywać napięcia na szlakach morskich i energetycznych jako narzędzie w konflikcie z USA i ich sojusznikami – czy to poprzez groźby związane z cieśniną Ormuz, czy poprzez ataki regionalnych sojuszników na statki i infrastrukturę energetyczną.
Obecność zbrojnej grupy powiązanej z Iranem wzdłuż wybrzeża z widokiem na Bab al-Mandab potęguje to zagrożenie. Nie chodzi już tylko o zdolność do wystrzeliwania rakiet i dronów z dużej odległości, ale o bezpośrednią obecność wojskową wzdłuż korytarza, który łączy Ocean Indyjski, Morze Czerwone i Kanał Sueski z rynkami europejskimi.
Największe ryzyko polega na tym, że szlaki morskie zmienią się z bezpiecznej przestrzeni międzynarodowej w narzędzie negocjacji i szantażu w kryzysach na linii Iran-społeczność międzynarodowa. Jakiekolwiek jednoczesne zagrożenie dla żeglugi w Ormuz i Bab al-Mandab mogłoby poddać znaczną część handlu energią i ruchu statków między Azją a Europą presji zaledwie jednej osi geopolitycznej. Wymusiłoby to na firmach żeglugowych zmianę trasy wokół Przylądka Dobrej Nadziei, co oznacza dłuższe podróże, znacznie większe zużycie paliwa, gwałtowny wzrost kosztów ubezpieczenia oraz opóźnienia w łańcuchach dostaw.
Koszty te nie zostają na morzu – są przenoszone na fabryki, rynki zbytu oraz ceny towarów. Ostatecznie rachunek za ten kryzys zapłaci konsument w Europie, Azji i w pozostałych częściach świata.