Finansowanie przez nurt politycznego islamu budowy meczetu w stolicy Polski, Warszawie, nie było jedynie duchowym pragnieniem zapewnienia muzułmanom miejsca do modlitwy. Jest to działanie, które platforma Visegrád 24 określa jako finansowanie kompleksu kontrolowanego przez islamistów, mającego stać się swoistą główną siedzibą Bractwa Muzułmańskiego w Europie Wschodniej.
W serii wpisów w serwisie X (dawniej Twitter), platforma podkreśla, że „podobnie jak ma to miejsce we Francji i innych państwach zachodnich, warszawski kompleks obejmuje centrum kulturalne i edukacyjne. Wszystko to zostało zaprojektowane w celu stworzenia równoległego społeczeństwa i wychowania pokolenia europejskich muzułmanów, którzy przyjmują ideologię Bractwa Muzułmańskiego”.
Ostrzega również przed „celową decentralizacją, która charakteryzuje europejską sieć Bractwa Muzułmańskiego. Obejmuje ona setki organizacji charytatywnych, meczetów i organizacji młodzieżowych. Ponieważ fundusze przepływają przez wiele szczebli pośredników i lokalnych partnerów, trudno jest oszacować faktyczną skalę zaangażowania jakiegokolwiek pojedynczego podmiotu”.
Złowrogi sojusz
Projekt islamistyczny – według platformy – cieszy się poparciem europejskiej lewicy w ramach tego, co określa się mianem „złowrogiego sojuszu” lub „sojuszu czerwono-zielonego”. Wskazano przy tym na protesty polskich obywateli przeciwko Bractwu Muzułmańskiemu w ich kraju, którego działalność ukryta jest za budową stołecznego kompleksu.
Platforma stawia pytanie: dlaczego islamiści finansują projekty w katolickich krajach chrześcijańskich, takich jak Polska i Chorwacja? Zaznacza, że od 2015 roku, kiedy to Polska oparła się pierwszemu poważnemu zagrożeniu dla swojej narodowej suwerenności, odmawiając przyjęcia nielegalnych imigrantów, stała się „wzorem do naśladowania dla reszty Europy”. Jednak ten stan rzeczy nie trwał długo.
Podkreślono, że to, co Polska zrobi w przyszłości z działalnością Bractwa Muzułmańskiego na swoim terytorium, „zadecyduje o tym, czy pozostanie bezpiecznym społeczeństwem o wysokim poziomie zaufania, czy też spotka ją ten sam los, co państwa Zachodu”. Wyjaśniono, że niektóre kraje wspierające islamistów „obserwują zmiany zachodzące w Polsce i przygotowują się na to, co może nadejść. Mimo odrzucenia przez Polskę masowej, nielegalnej imigracji, kraj ten odnotowuje wzrost liczby muzułmańskich imigrantów. Tylko w 2024 roku Polska wydała 94 103 zezwolenia na pracę dla obywateli sześciu państw z większością muzułmańską”.
Raport platformy Visegrád 24 wyraża obawy z powodu obecności Bractwa Muzułmańskiego w Polsce. Kilka lat temu w Warszawie zbudowano największe centrum islamskie w Polsce, sfinansowane przez Ligę Muzułmańską, której były przewodniczący, Samir Ismail, powiązany jest z postaciami bliskimi ruchowi Hamas.
Platforma twierdzi, że „Liga Muzułmańska została założona przez arabskich imigrantów w Polsce i była członkiem Federacji Islamskich Organizacji w Europie, którą rządy wielu państw europejskich określiły mianem organizacji parasolowej Bractwa Muzułmańskiego na kontynencie”.
Powołując się na dziennik „Rzeczpospolita”, platforma przypomina, że nazwisko Samira Ismaila, który stał na czele Ligi w Polsce, pojawiło się na stronie internetowej Federacji w 2009 roku w roli szefa jej wydziału edukacji.
„W tej samej, trzyosobowej grupie roboczej jego nazwisko widniało obok Walida Abu Szawariba, którego magazyn Der Spiegel opisał jako przywódcę Hamasu w Niemczech i który był objęty śledztwem niemieckich władz pod zarzutem powiązań z terroryzmem”.
Ten scenariusz infiltracji polskiego społeczeństwa przez Bractwo skłonił obserwatorów do przytoczenia wypowiedzi sprzed lat ministra spraw zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich, szejka Abdullaha bin Zayeda Al Nahyana. Podczas amerykańsko-arabsko-islamskiego szczytu w 2017 roku stwierdził on, że niektóre kraje europejskie stały się inkubatorami dla terrorystów i ekstremizmu. Ostrzegł, że muszą one albo pozbyć się tego fałszu i niejednoznaczności, albo wziąć na siebie odpowiedzialność, mówiąc: „Nadejdzie dzień, w którym zobaczymy znacznie więcej ekstremistów i terrorystów przybywających z Europy z powodu braku podjęcia wobec nich stanowczych działań”.
Jakie jest rozwiązanie?
Opublikowane w tym roku badanie dotyczące przypadków radzenia sobie z Bractwem Muzułmańskim w Europie potwierdziło, że państwa arabskie wypracowały różne, skuteczne modele postępowania wobec tej organizacji. Niektóre kraje Bliskiego Wschodu, takie jak Egipt, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Jordania, zastosowały modele opierające się na całkowitym lub niemal całkowitym zakazie działalności.
Badanie przeprowadzone przez analityczkę polityczną i ekonomiczną Emmę Schubart i opublikowane przez Henry Jackson Society wyjaśnia, że działania państw arabskich wobec Bractwa Muzułmańskiego wahały się od „uznania grupy za organizację terrorystyczną, rozwiązywania podległych jej instytucji, kryminalizacji członkostwa i udzielania wsparcia, aż po zamykanie biur i konfiskatę majątku”.
Według autorki badania, tym działaniom odpowiadały odmienne polityki zachodnie, które „przeważnie preferowały bardziej ukierunkowane narzędzia, takie jak uznawanie za organizacje terrorystyczne wyłącznie konkretnych oddziałów, wykorzystywanie przepisów o stowarzyszeniach, administracyjne rozwiązywanie wybranych instytucji oraz regulowanie działalności szkół i przepływów finansowych, a także nadzór finansowy i monitorowanie wywiadowcze”.
Badanie konkluduje, że rządy zachodnie zazwyczaj obierają za cel konkretne, prawnie zdefiniowane podmioty, zamiast próbować zakazać działalności całego Bractwa Muzułmańskiego jako zjednoczonego ruchu globalnego. Wskazano, że gdy istnieją dowody na działalność terrorystyczną, stosuje się delegalizacje, sankcje oraz procedury imigracyjne. Natomiast w przypadku braku twardych dowodów, najbardziej zrównoważone podejście polega na zwalczaniu finansowania terroryzmu, tajnych dotacji, nadużywania organizacji charytatywnych, ekstremistycznej edukacji, sprzeniewierzania środków publicznych, podżegania, wpływów zagranicznych oraz działań organizacyjnych wymierzonych w systemy demokratyczne.
Prawie dwa lata temu francuski intelektualista Bernard-Henri Lévy na łamach serwisu Politico ostrzegał przed gwałtownym atakiem, na jaki narażone są Stany Zjednoczone i ich zachodni sojusznicy ze strony podmiotów globalnych, z których najważniejszym jest radykalny islam polityczny. Wskazywał na „wykorzystywanie przez aktorów politycznego islamu, takich jak Bractwo Muzułmańskie, zawirowań w porządku światowym oraz ich próby odgrywania kluczowej roli w kształtowaniu systemów politycznych, prawnych, społecznych i kulturowych na całym świecie”.
Raport Politico stwierdza, że misją Bractwa Muzułmańskiego jest islamizacja społeczeństwa poprzez promowanie prawa szariatu, wartości i moralności. Aby osiągnąć ten cel, grupa ta od dawna łączyła działalność religijną (dawah), aktywność polityczną oraz pomoc społeczną. Organizacja posiada jednak historię związaną z przemocą, co ostatecznie skłoniło kilka państw arabskich do oficjalnego uznania jej za organizację terrorystyczną.