Poinformuj nas: alarm@tko.pl

reklama
2.8 C
Olsztyn
niedziela, 15 grudnia, 2019

Poinformuj nas: alarm@tko.pl

reklama

listopad, 2019

23LIS20:00UNDER THE SIGN OF THE BLACK MAREK – MAREK RACHWALIKGaleria DOBRO, Stare Miasto 24/25Kategoria wydarzenia:Darmowe,Koncerty,Wystawy artystyczne

Więcej

Szczegóły wydarzenia

To chyba oczywiste, że tytuł wystawy i wizerunek kozła nawiązuje do trzeciego albumu Bathory oraz jego okładki, który dał solidne podwaliny drugiej fali black metalu. Ale na pewno nikt się nie domyśla, że Marek w Galerii Dobro w Olsztynie po raz pierwszy zaprezentuje projekty rzeźb lidera formacji Bestial War Black Metalowej pod kościołem w Kłomnicach. Będą one przedstawiać przypakowanego kozło-człowieka. Aby spodobał się miejscowej ludności artysta ozdobi go kwietnikami z opon.

Marek Rachwalik
W roku 1986 na świat wychodzą płyty Kata, Slayera, Metalliki, Kreatora, Death Angel i Possessed. Z mikstury łączącej te sześć albumów narodziłem się również ja. Kiedy jako nastolatek zorientowałem się, że świat to bagno, ludzie kurwy, a miłość spotyka się tylko w snach, z pomocą przyszła muzyka metalowa. Zaczynałem ją stopniowo odkrywać pożyczając pisma muzyczne od kolegi z klasy, przegrywając kasety oraz rysując do nich okładki. Kasetę 666 Kata zdobyłem dzięki kumplowi, który kupił ją na rynku w Kłomnicach, bo myślał, że chodzi o twórcę hitów dyskotekowych. Obcowanie z groźnymi minami, wyszczerzonym uzębieniem, trupami, kryptami, ramoneskami w ćwiekach czy ciężkim obuwiem, było obok grania w Carmageddon tdr 2000 jedynym sposobem na odreagowanie braku perspektyw hermetycznego otoczenia i oswojenie samotności. I tak metal w pewien sposób ocalił moje życie, a przynajmniej pomagał mentalnie walczyć z systemem biednej, prowincjonalnej rzeczywistości doby transformacji i początków XXI wieku. W szkole podstawowej zajęcia ze sztuki prowadził nauczyciel od muzyki znający tylko Szopena i Moniuszkę, lektury były tak nudne, że nie dało się ich czytać pod groźną pobicia a większość pedagogów wpajała, że nie jesteś wart funta kłaków, jeśli nie potrafisz rozwiązać zadania z chemii i matematyki długiego na dziesięć kilometrów. W liceum plastycznym czułem się jak karaluch pośród bohemy rozprawiającej o jazzie i markowych winach. Ze swoim zamiłowaniem do turpizmu, brutalnymi okładkami Cannibal Corpse i morderczymi tekstami Yattering, metal dawał schronienie, poczucie bezpieczeństwa i akceptację ze strony innych słuchaczy, również zbuntowanych odrzutków i odmieńców. Zawsze stojący w opozycji do wartości powszechnie przyjętych przez społeczeństwo był lekarstwem na uczucie niedopasowania i oswajał z bestialstwem świata, powodował, że już nic nie mogło mnie zaskoczyć. Metal, a szczególnie black metal, nie jest już falą jednej z największych rebelii kulturowych końca XX wieku, w której palono kościoły i mordowano, stał się oswojoną rozrywką klasy średniej, jak określił to Łukasz Orbitowski. Jednak nadal prężnie rozwijają się nurty nawiązujące do korzeni tego stylu i prawdopodobnie co jakiś czas będzie się pojawiać kolejna wariacja niosąca pierwotnego ducha kontrkulturowego buntu. Wymyśliłem sobie, że obrazy, które namaluję, będą luźną wizualizacją poszczególnych gatunków tej muzyki, zawierającą wszystkie charakterystyczne dla nich elementy: logotypy, maskotki, muzyków, typowych fanów, ekipę techniczną, prototypowe wzmacniacze gitarowe robione na zamówienie muzyków ze wsi czy black/death metalowe machiny do mielenia głupiego, ludzkiego tałatajstwa. Wizerunek jest przedstawiony w krzywym zwierciadle, bo i jakże z metalu leciutko się nie naśmiewać, jest jednak wyrazem mojej fascynacji i sentymentalnym rozrachunkiem. Obrazy są podane w kwasowym sosie, lecz z nutką narracji, której wcześniej unikałem. Absurd i ironia, będąca sposobem na uśmierzenie powagi egzystencji oraz pseudointelektualnego, pozbawionego humoru bełkotu w sztuce, miesza się z satanistyczną wzniosłością a wiejski folklor z industrialem. Jako były ministrant muszę rozliczyć się z ciemną stroną mocy. Żywot wydaje się zbyt poważny, aby traktować go poważnie i tak samo jest z metalem, dlatego jego barwny, okładkowy kicz przyjmuję z uśmiechem, bo przenosi mnie do młodzieńczego świata fantastyki i horroru: czaszek, pokonanych ciał wrogów i niewiast więzionych przez rogate bestie. To próby oddania mroku, często nieudolne, ale ich klimat przypomina mi ilustracje Ivana Bilibina, rosyjskiego folklorysty, którego od najmłodszych lat uwielbiałem, choć niepokoił. Podobnie jednak jest z moim malarstwem, lewitujące, zabawkowe postacie/obiekty jakby odlane z plastiku, skrywające mroczne historie, cukrowo psychodeliczna witalność i czyste kolory, to powrót do świata, będącego fascynacją dzieci. Tak jak moje obrazy oraz sztuka Bilibina, również sporo okładek płyt z nurtu black metalowego kontempluje naturę, np. pejzaże Necrolorda. Twórcy odnoszą się do pradawnych wierzeń, które bezpośrednio łączyły człowieka z przyrodą. W ten sposób narodził się pagan metal, ambient, folk, czy wymyślony przeze mnie na potrzebę logo bagienny raw black metal. Obrazy o metalu są uszczypliwe, zahaczają o symbole powszechnie z nim kojarzone: pentagramy Baphometa, odwrócone krzyże, a także o elementy pochodzące ze świata prowincji: rzeźby z opon i ozdoby ogrodowe pod postacią grzybów z misek. Motyw muchomora to w kulturze symbol szczęścia i pomyślności. Był stosowany w syberyjskim szamanizmie i inspirował ludzi sztuki, od Yayoi Kusamy po Maurycego Gomulickiego. Wykorzystywano go kiedyś do walki z muchami domowymi, które po jego spożyciu hibernowały 3 dni, by ponownie ożyć. Grzybowe kropki i trypofobiczne, op artowe otwory, były przeze mnie intensywnie powielane w starszych pracach. Z jednej strony, rzeźby ogrodowe, ukazują dążenie człowieka do otaczania się czymś własnoręcznie przetworzonym, są próbą odnalezienia piękna w przedmiotach codziennego użytku lub nadania im kolejnej funkcji, kiedy są już zepsute. To radosna ingerencja w najbliższe środowisko. Z drugiej strony, jest to obraz gustu zniekształconego przez pryzmat biedy (choć pozornej, Olga Drenda w Wyrobach zaznacza, że wytwory z opon, nie wzięły się z niedostatku, lecz z czasów prosperity lat pięćdziesiątych oraz sześćdziesiątych i bumu motoryzacyjnego w Australii/łabędź i USA/flaming). W ludowym folklorze jest coś halucynogennego i chyba cały Śląsk ma to do siebie, nie tylko Grupa Janowska czy Oneiron, scena muzyczna również ma swoją psychodeliczną autonomię. Począwszy od wykonawców hip-hopowych jak Kaliber 44, po metal właśnie i takich wyróżniających się tekściarzy jak Roman Kostrzewski z legendarnego Kata, czy gromadę zespołów black metalowych z Nihilem, frontmanem Furii na czele.

W nawiązaniu do wizerunku muzyków metalowych i sesji promujących albumy, fotografuję się razem ze swoimi obrazami w podobnej otoczce, wykorzystując również kontekst wiejskiego pochodzenia. Kominiarki, siekiery, łańcuchy, to typowe elementy w skromnej garderobie prawdziwego metalowca. Efektem ma być demonstracja siły fizycznej nie znoszącej sprzeciwu, mocno gloryfikowanej także na prowincji, w kulturze chłopskiej, a zarazem bezpośrednia aluzja do okładek albumów, w których postać kulturysty, siłacza, czasami z głową kozła przewijała się setki razy, choćby na albumach Kata, Kreatora, Marduka, Cancera czy Archgoat. Odzwierciedla ona energię i agresję metalu, jego męski pierwiastek, gdyż w 95% wykonują go mężczyźni. Kozioł z kolei, to symbol siły witalnej, wolności seksualnej, ognia i Szatana. Jest to też z pewnością sentymentalne nawiązanie do kultowego filmu animowanego o Korgocie Barbarzyńcy, któremu podczas przygód towarzyszyły dzikie, heavy metalowe solówki czy legendarnego bohatera komiksów – Lobo. Nieustraszonego wojownika, obdarzonego nadludzką mocą i nieśmiertelnością. Historie obu postaci były przesączone sarkastycznym, czarnym humorem i estetyką gore. Kiedy pewnego razu dokonano operacji na czaszce Lobo, oczom chirurgów ukazał się mały móżdżek z nałożonymi słuchawkami, dochodziły z nich głośne dźwięki ciężkiego hard rocka, bez których nie był w stanie funkcjonować.

Tytuł mojej pierwszej wystawy: Panzer Divison Marek, nawiązuje do przełomowej płyty zespołu Marduk z 1999 roku, która wyniosła black metal na wyżyny ekstremy. Trzecia, do albumu Vulgar Display of Power Pantery, który miał być podobno odpowiedzią na komercyjny, „czarny” album Metalliki. Kilka wątków pojawiających się w obrazach i zapowiedziach zaczerpnąłem z memów krążących w internecie. Nawiązania do miłosnej historii metalowca i metalówy, ze strony „Średniowieczne memy”. Trzymanie księżyca między palcem wskazującym a kciukiem – do słynnych fotek wirali, w których ktoś próbuje pozować z zachodzącym słońcem uchwyconym palcami, ale mu nie wychodzi. Porównanie bicków black/death metalowca i syntpopowca, w którym muskulatura prezentuje się oczywiście korzystnie dla tego pierwszego. Jest również wąsaty lider klasycznego zespołu death metalowego, który powrócił po latach na scenę, nie koniecznie na jego korzyść. Maskotka zespołu grającego kiedyś NSBM a dziś post-black metal. Rambo z 4 części, do którego odniesienie zostało zawarte w zapowiedzi o machinie do mielenia ludzkiego tałatajstwa, bohater dzieciństwa, dziś strzela z machine guna okejkami, albo ogromną serią słów „nawzajem” w okresie świątecznym. Oprócz wizualizacji logotypów bandów pagan czy thrash metalowych, namalowałem kolczate logo Marka, nawiązujące do najekstremalniejszej i antyludzkiej kapeli na świecie: Revenge. Jest również obraz przedstawiający poobijanego fana zespołów, które w początkach kariery grały świetny black/death metal, aby po latach zmienić styl na bardziej komercyjny i zyskać szersze grono słuchaczy. Takim zespołom i ich nowym fanom prawdziwy metalowiec nigdy nie wybacza. Na koniec informacja najważniejsza: z powodu totalnego mańkuctwa, wszystkie obrazy maluję lewą ręką, symbolizującą piekielne moce i zaprzeczenie prawości oraz dobra.

Brüdny Skürwiel (black/thrash metal, Gliwice) – czterech maniaków oldschoolowego metalu niestrudzenie obrażających wszelkie znane człowiekowi świętości. Omijając z daleka trendy w muzyce i będąc wiernym ideałom podziemnego grania – trzymają się z dala od prestiżowych imprez, preferując w zamian koncerty w małych, ale za to wypełnionych po brzegi maniakami klubach. Wielu już słyszało historie o tym, jak wyrzucono ich ze składu Metalmanii za zbyt prowokacyjną nazwę i teksty; o tym jak dostają dożywotnie bany w hostelach, czy też o tym, że sami odrzucają propozycje wywiadów w mainstreamowych mediach. Wydaje się, że gardzą wszystkim, co niezwiązane z „podziemną sceną metalową”; do zagrania u nas przekonała ich jednak nasza słynna wystawa …. i sprawa sądowa, którą nam wytoczono za obrazę uczuć religijnych.

Data

(Sobota) 20:00

Miejsce

Galeria DOBRO

Stare Miasto 24/25

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

X