# Matka czekała dwie godziny w Szpitalu Miejskim na poród. Dziecko zmarło w tym czasie

- Link: https://tko.pl/68877,2020,12,15,matka-czekala-dwie-godziny-w-szpitalu-miejskim-na-porod-noworodek-zmarl-w-tym-czasie
- Published: 2020-12-15T14:26:22+01:00
- Author: Redakcja TKO

**Kiedy Sylwia zjawiła się ze skurczami w szpitalu, nic nie wskazywało, że ta wizyta
może zakończyć się tragedią. Jednak dwie godziny później nienarodzone dziecko było
już martwe.**

Był czwartek, 26 listopada, dochodziła północ. Sylwia poczuła skurcze w brzuchu 
i poprosiła Anię, siostrę męża, żeby zawiozła ją do Szpitala Miejskiego na porodówkę.
Mąż Daniel miał zaopiekować się trójką ich dzieci, w tym dwoma małymi chłopcami.
–
_Najpierw pielęgniarka dała mi ankietę do wypełnienia, potem przyszła z testem na
Covid, badała tętno i pytała, czy mam bóle?_ – wspomina z łzami w oczach 29-letnia
Sylwia. Trochę czasu zajęło wypisywanie dokumentów, wreszcie pojawił się lekarz,
pobrał wymaz z pochwy i zaprowadził na USG, które nie wykazało żadnego zagrożenia.
Przynajmniej lekarz nic o tym nie wspomniał. Poprosił tylko pacjentkę o podpisanie
zgody na cesarskie cięcie. Sylwia miała już doświadczenie, bo tak rok wcześniej 
rodziła najmłodszego synka.

Jej szwagierka wróciła już do domu, ale pozostały w kontakcie sms-owym. O godz. 
0.58 Ania pytała: „_Jesteś już na oddziale?_”, na co Sylwia odpowiedziała: „_Jeszcze
nie_”. Szwagierka zadała drugie pytanie: „_A z małą wszystko jest OK?_” I dostała
zapewnienie: „_Tak, OK_”. Ania się ucieszyła: „_To super. Jak coś to pisz_”. Nic
nie zapowiadało niespodzianki. Szykująca się do przyjścia na świat dziewczynka miała
mieć na imię Samanta.

– _Czekałam na korytarzu, a po pierwszej przyszła położna z urządzeniem, przyłożyła
do brzucha i z przerażeniem stwierdziła, że nie wykazuje tętna! Roztrzęsiona zadzwoniła
po lekarza, który potwierdził, że dziecko nie żyje!_ – opowiada z płaczem pani Sylwia.
Potem przeprowadzono „cesarkę”, tylko po to, by wyjąć martwy płód. Przed czwartą
rano zrozpaczona matka próbowała dodzwonić się do szwagierki, a gdy ta nie odebrała
telefonu, o 4.52 wysłała SMS: „_Jest z aniołami_”. Wiadomość opatrzyła załzawionymi
emotikonami…

![](https://tko.pl/wp-content/uploads/2020/12/dsc02918-1.jpg)

– _Rano przyszła zapłakana siostra i powiedziała, że Samanta nie żyje, urodziła 
się martwa_ – wyznaje 32-letni Daniel. Tego dnia już nie poszedł do pracy, tylko
pojechał z Anią do szpitala. Na oddziale położniczym spotkali się z ordynatorem,
który zapewnił ich, że dziecko zmarło po trzykrotnym owinięciu pępowiny wokół jej
szyjki. Dodał, że takie przypadki są niezwykłą rzadkością, ale ze strony szpitala
nie było żadnych uchybień, a po prostu tak zadziałała przyroda. „_Tak się czasami
zdarza. Na to nie ma rady. To jest przyroda. My mamy czyste ręce_” – powiedział.
W podobnym duchu na nasze pytanie odpowiedziała Daria Rodziewicz, rzeczniczka Miejskiego
[Szpitala Zespolonego w Olsztynie](https://tko.pl/277806,2025,04,12,olsztynski-szpital-wyprzedza-innych-to-pierwsze-takie-urzadzenie-w-polsce).
Przy czym uznała, że nie może roztrząsać kwestii medycznych na forum publicznym.

Rutynowe działanie jednostki służby zdrowia w takich przypadkach polega na tym, 
że musi od razu powiadomić prokuraturę. Tym razem takiej reakcji nie było, co mogło
wynikać z zamieszania, jakie wywołało zdymisjonowanie dyrektora szpitala przez prezydenta
[Olsztyna](https://tko.pl/olsztyn) (dyrektor nie godził się na dokonywanie w szpitalu
aborcji, powołując się na uchwałę Trybunału Konstytucyjnego). Natomiast sami rodzice
złożyli 4 grudnia do prokuratury doniesienie dotyczące nieumyślnego spowodowania
śmierci nienarodzonego dziecka w wyniku niewłaściwej opieki medycznej. Obwiniają
za to lekarzy. Czynności wyjaśniające w tej sprawie, jak nas zapewnił Krzysztof 
Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej, są właśnie prowadzone.

Samanta została pochowana na cmentarzu w pobliskiej wsi. Miejscowy ksiądz wziął 
za pogrzeb 1200 zł, mimo że rodzinie Sylwii i Daniela żyje się mniej niż skromnie.
Ona zajmuje się wychowaniem dzieci, on przez pewne zdarzenia losu pracuje dorywczo,
za co dostaje 500-600 zł miesięcznie, dochodzi jeszcze zasiłek rodzinny i 500 plus.
Tymczasem czynsz za mieszkanie wynosi 1000 zł.
