# Karty na stół: Jak się wybić do stolicy [OPINIE]

- Link: https://tko.pl/68842,2020,12,15,karty-na-stol-jak-sie-wybic-do-stolicy-opinie
- Published: 2020-12-15T09:59:44+01:00
- Author: Marek Książek

**Jako dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem miałem okazję śledzić kariery działaczy
politycznych z regionu, którzy przebili się do stolicy. Prawdę mówiąc, niewielu 
widziałem takich ekspansywnych, a i te kariery wynikały raczej z klucza partyjnego,
nie z osobistych zasług.**

Pierwszy, jaki nachodzi mi na myśl, to słynny Mieczysław Moczar, który na przełomie
lat 40. i 50. był wojewodą olsztyńskim, a później został ministrem od PGR-ów, by
wreszcie osiąść na upragnionym stołku ministra spraw wewnętrznych. Ale on nie wywodził
się z [Olsztyna](https://tko.pl/olsztyn) (działał w łódzkim UB), który traktował
chyba jako poczekalnię w drodze do Warszawy. Podobnie jak prof. Dyzma Gałaj; ten
pracował w Wyższej Szkole Rolniczej, a nawet był krótko jej prorektorem. Co prawda
należał do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, ale kojarzono go z gen. Moczarem.
W 1956 roku wyjechał do stolicy, by tam po kilkunastu latach zostać marszałkiem 
Sejmu PRL.

Obu panów nie znałem osobiście, gdyż w czasie, gdy urzędowali w Olsztynie, wychowawczyni
z przedszkola stawiała mnie do kąta, bo nie chciałem jeść krupniku. Ale późniejsze
kariery mogłem obserwować z dalszego lub bliższego dystansu. Choćby Włodzimierza
Mokrzyszczaka, dyrektora regionalnej kolei, potem I sekretarza KW PZPR, który jako„
gospodarz regionu“ w 1981 roku trafił do Biura Politycznego i objął funkcję szefa
kontroli partyjnej. W Olsztynie jego następcą został Jan Laskowski, zwany „Laskowikiem“(
był taki kabareciarz); on był później posłem i głównym inspektorem pracy.

W nowych, demokratycznych czasach mieliśmy więcej przykładów takich awansów, choć
tylko w ograniczonym zakresie. Wiceministrami byli Janusz Cichoń (od finansów, w
rządzie PO), Urszula Pasławska (PSL, skarb państwa), Jerzy Szmit (PiS, budownictwo,
drogi), Piotr Żuchowski (PSL, kultura, główny konserwator zabytków), Zbigniew Włodkowski(
PSL, edukacja) czy wreszcie Wojciech Maksymowicz – jego kariera toczyła się jak 
szus prezydenta Dudy na nartach, czyli slalomem. Jako lekarz najpierw został ministrem
ochrony zdrowia w rządzie Jerzego Buzka (AWS), w 2004 roku przystąpił do Partii 
Centrum, dwa lata później przeszedł do PO, by w końcu wylądować w Porozumieniu Jarosława
Gowina i zostać wiceministrem od szkolnictwa wyższego, do czasu pandemii, gdy zdecydował
się wrócić do leczenia i niech już tak zostanie…

Ważną postacią w otoczeniu Lecha i Jarosława Kaczyńskich był Aleksander Szczygło
z Czerwonki koło Biskupca; najpierw był wiceministrem obrony narodowej, potem szefem
tego resortu, kierował także Kancelarią Prezydenta RP. Zginął jak jego przełożony
w katastrofie smoleńskiej.

Z tego krótkiego przeglądu wynika, że nasi politycy nie zrobili kariery na miarę
Włodzimierza Cimoszewicza, Waldemara Pawlaka, Donalda Tuska czy Kazimierza Marcinkiewicza.
Zawsze dreptali w drugim szeregu. Nie byli premierami, a jeśli był od nas jakiś 
primus inter pares (pierwszy wśród równych sobie) to… Józef Glemp. Przybył do Olsztyna,
został tutaj biskupem warmińskim, by w 1981 roku – po śmierci kardynała Stefana 
Wyszyńskiego – przeprowadzić się do Warszawy i „awansować“ na prymasa Polski. Dobre
i to.
