# Karty na stół: Jak radzimy sobie w centrali [OPINIE]

- Link: https://tko.pl/67793,2020,12,02,marek-ksiazek-karty-na-stol-jak-radzimy-sobie-w-centrali-opinie
- Published: 2020-12-02T13:07:03+01:00
- Author: Marek Książek

**Trudno być prorokiem we własnym kraju, osobliwie we własnym mieście. Możesz być
najlepszy na poziomie regionu, ale jak nie pokażesz się w stolicy, zawsze pozostaniesz
prowincjuszem. I to takim w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, choć przecież wiadomo,
że prowincja to nie miejsce zamieszkania, ale sposób myślenia, jak mawiał klasyk.**

Tak jest i w świecie dziennikarskim. Nieżyjący już felietonista Marek Kasz, który
zaczynał w „Tygodniku Chełmskim“, a potem przeniósł się do Warszawy, zauważył kiedyś,
że praktycznie każdy dziennikarz może awansować do centralnej redakcji, jeśli zdobędzie
się na odwagę. To znaczy porzuci wygodne życie w znanym sobie środowisku, gdzie 
od czasu do czasu wojewoda poklepie go po ramieniu, a jego żona dostanie pralkę 
z przydziału, bo to działo się jeszcze za „komuny“. Być może z tego powodu, choć
były też inne ograniczenia, np. mieszkaniowe, tylko nieliczni koledzy z Warmii i
Mazur zdołali pokazać swoje umiejętności na poziomie stołecznym, a choćby i innych
wielkich aglomeracji, np. Bogusław Osiński w TVP Gdańsk.

W nowych czasach świat przed odważnymi otworzył się na oścież, co widać również 
w świecie dziennikarskim. Młodzi adepci tego rzemiosła nie trzymają się kurczowo
redakcji regionalnych, a raczej zdobywają tutaj ostrogi, by ruszyć na podbój stolicy.
Aczkolwiek w ograniczonym zakresie, bo Warszawa nie jest z gumy, a z terenu ciągną
tam legiony potencjalnych zdobywców. Jak zresztą w każdej branży, bo rozleniwieni
warszawiacy nie muszą o to zabiegać i dlatego przeważnie są łatwi do podbicia.

Popatrzmy zatem, kto z młodego pokolenia olsztyńskich dziennikarzy zdobył warszawski
przyczółek i zdołał się tam utrzymać dłużej niż jeden sezon. Już od dobrych kilku
lat mocne pozycje w Telewizji Polskiej zajmują Adam Krzykowski (informacja) i Robert
El Gendy (telewizja śniadaniowa), a w głównych wydaniach Wiadomości widuje się także
Małgorzatę Gałkę. Natomiast w TV Polsat na stałe zasiedzieli się Joanna Górska (
prowadząca serwis Polsat News, dodatkowe ukłony za wygraną walkę z rakiem!) oraz
Paweł Naruszewicz (Wydarzenia), a korespondentką olsztyńską pozostaje Ania Mioduszewska,
z którą onegdaj miałem przyjemność pracować w lokalnej prasie olsztyńskiej. Bo też
i miło jest zobaczyć kogoś znajomego z własnego środowiska, jak dobrze sobie radzi
na wyższym poziomie, choć zapewne u niektórych wzbudza to typowo polską, bezinteresowną
zawiść. Już słyszę te komentarze: „O, a ten w co się ubrał, patrzcie, a ta znowu
przytyła?!“. No, ale to są reakcje nieuniknione.

Natomiast ambiwalentne uczucia czytelników prasy wzbudza Mariusz Kowalewski, z którym
jakiś czas, dawno temu, pracowałem razem w „Gazecie Olsztyńskiej“. Znacznie młodszy
ode mnie kolega zasłynął na początku 2008 roku artykułem w „Rzeczpospolitej“ pt.„
Skandal w magistracie“. Przypomnę, że chodziło o tzw. seksaferę z udziałem ówczesnego
prezydenta [Olsztyna](https://tko.pl/olsztyn) Czesława Małkowskiego. Po latach prezydent
został uniewinniony od zarzutów o gwałt urzędniczki, grożąc, że pozwie dziennikarza
za naruszenie jego dóbr osobistych. Artykuł ten wywołał zresztą skutki uboczne w
postaci upadku Nagrody Dziennikarza Roku 2008 Warmii i Mazur, do której został zgłoszony
Mariusz, ale większość kapituły uznała, że na laury jeszcze za wcześnie, bo najpierw
muszą być wyjaśnione kontrowersje wokół domniemanego skandalu. Czas przyznał kapitule
rację. Poza tym Kowalewski miał kilka innych publikacji, kończących się sprawami
sądowymi, chociaż jego teksty – jak podaje Wikipedia – przyczyniły się do wyjaśnienia
sprawy tajnych więzień CIA w Starych Kiejkutach (na marginesie – o tajemniczych 
lotach CIA w Szymanach również pisałem, a potem zeznawałem przed komisją Parlamentu
Europejskiego, do czego kiedyś wrócę). Mariusz Kowalewski zaliczył potem kilka innych
redakcji, m.in. zajmując się reportażem w TVN i TVP, a praca z telewizją publiczną
zakończyła się wydaniem książki pt. „TVPropaganda. Za kulisami TVP“, w której autor
opisał mechanizmy propagandy za czasów prezesury Jacka Kurskiego. Aktualnie Mariusz
współpracuje (chyba) z „Newsweekiem Polska“.

Kilkanaście lat temu, gdy jeszcze pracowałem w „Gazecie Olsztyńskiej“, redakcję 
na Tracku odwiedził Jarosław Kaczyński, który przybył wraz z posłem Aleksandrem 
Szczygło. Obsługiwałem tę wizytę, podczas której prezes PiS – na internetowym czacie–
odpowiadał na pytania czytelników. Nagabywany o zarobki podał przykłady wysokich
wynagrodzeń, w tym dziennikarzy – na poziomie 6 tys. zł. Zareagowałem spontanicznie:„
Ciekawe, gdzie tak zarabiają?“ Na co Kaczyński: „Zaraz odpowiem“. I gdy już podyktował
treść odpowiedzi czytelnikowi, zwrócił się do mnie: „Tak, tyle zarabiają dziennikarze
w prasie centralnej“. Zaśmiałem się: „To muszę przenieść się do Warszawy“. Wtedy
wtrącił się Szczygło (zginął w Smoleńsku), wtedy mieszkaniec Czerwonki koło Biskupca:„
Nie trzeba się przeprowadzać, można współpracować na dystans, tak jak ci bliźniacy,
jak im tam?“ Rzecz jasna nie chodziło o braci Kaczyńskich, ale o Jacka i Michała
Karnowskich, pochodzących z podolsztyńskiej gminy Purda. Jak wiadomo, bliźniacy 
zrobili karierę w prawicowych mediach i korzystają z koniunktury dopóki mogą. Ja
o tyle wziąłem sobie do serca uwagi posłów PiS, że niebawem zacząłem współpracę 
z ogólnopolskim, lewicowym tygodnikiem „Przegląd“. Oczywiście na odległość, bo już
na emigrację do stolicy za późno.
