# Joe Biden: będę prezydentem, który nie chce dzielić, ale chce łączyć

- Link: https://tko.pl/65382,2020,11,08,joe-biden-bede-prezydentem-ktory-nie-chce-dzielic-ale-chce-laczyc
- Published: 2020-11-08T10:43:36+01:00
- Author: Redakcja TKO

**Będę prezydentem, który nie chce dzielić, ale chce łączyć – powiedział podczas
przemówienia do narodu Joe Biden, którego amerykańskie media w sobotę ogłosiła zwycięzca
wyborów prezydenckich w USA. „Naród dał nam pewne zwycięstwo” – podkreślił.**

W pierwszym przemówieniu, w którym uznał się za wyborczego zwycięzcę, Biden akcentował,
że otrzymał 74 mln głosów, najwięcej w historii oddanych na mandat prezydenta USA.„
Widziałem ogromny wybuch radości, to rodzi szanse i daje nadzieję na lepsze jutro”–
mówił przemawiając na tle amerykańskich flag Demokrata.

„Będę prezydentem, który nie chce dzielić, ale chce łączyć, nie widzi stanów czerwonych
i niebieskich, ale widzi Stany Zjednoczone. Chcę odbudować kręgosłup tego kraju,
czyli klasę średnią” – podkreślał 78-latek.

W wystąpieniu przed Chase Center w Wilmington deklarował, że „to czas na uzdrowienie
Ameryki” i mówił że powoła zespół ekspertów do walki z koronawirusem. Apelował o
obniżenie temperatury sporu politycznego i przestanie traktowania swoich przeciwników
politycznych jako wrogów. Obiecywał stworzenie szerokiej koalicji ludzi o różnym
pochodzeniu.

Biden powtarzał swoje kampanijne hasło, że jego celem jest „przywrócenie Ameryce
duszy”. Mówił o „zjednoczeniu nas w domu” i spowodowaniu, że USA „znów będą szanowane
na świecie”. „Zawsze wierzyłem, że Amerykę da się opisać jednym słowem – +możliwości
+” – oświadczył.

W kontekście senator Kamali Harris, która będzie pierwszą w USA kobietą i osobą 
o pochodzeniu afroamerykańskim na stanowisku wiceprezydenta mówił: „Nie mówcie mi,
że to nie jest możliwe w Stanach Zjednoczonych”.

Sympatycy Bidena przed halą Chase Center gromadzili się tłumnie już w piątek wieczór.
Nieoficjalnie już w ten dzień – po spływaniu danych z Pensylwanii – redakcje były
bliskie ogłoszenia jego wyborczego triumfu. W takim przypadku polityk z Delaware
miał w piątek uznać się wygranym w wyścigu o Biały Dom. Doszło do tego dopiero w
sobotę.

Na cztery dni po wyborach do przeliczenia pozostało już na tyle mało głosów, że 
największe amerykańskie telewizje oraz agencja Associated Press zgodnie przyznały
Demokracie zwycięstwo w Pensylwanii, która zapewnia 20 głosów elektorskich. Łącznie
ma ich już ponad 270, co zapewnia mu prezydenturę.

W USA media tradycyjnie przyznają zwycięstwa wyborcze w poszczególnych stanach jeszcze
na podstawie częściowych danych z komisji.

Moment przeniesienia władzy w USA już się rozpoczął. Biden, jako prezydent-elekt,
otrzymał dodatkową ochronę od Secret Service. Po grudniowym głosowaniu Kolegium 
Elektorskiego, co powinno być formalnością, 20 stycznia zostanie zaprzysiężony.

Zwycięstwa swojego wyborczego kontrkandydata nie akceptuje prezydent Donald Trump,
który mówi o wyborczych fałszerstwach i którego prawnicy składają pozwy i zapowiadają
kolejne. O tym czy obóz Republikanina będzie miał w tych sprawach racje decydować
będą sądy. Teoretycznie o sporach końcowo decydować może Sąd Najwyższy.

W piątek Trump nie wystąpił publicznie, na Twitterze pisał że to on jest wygranym
wyborów. W kluczowej na ten moment wyborczo Pensylwanii ma do Bidena ponad 45 tys.
głosów straty, w Georgii ponad 9, a w Arizonie 19.

Joe Biden ma za sobą 47 lat doświadczenia w polityce. Biały Dom nie jest dla niego
obcy – w latach 2009-2017, w czasie dwóch kadencji Baracka Obamy, był wiceprezydentem.
Wcześniej przez 36 lat senatorem reprezentującym Delaware.
