# Psycholog: mimo rozwoju epidemii Polacy wykazują nierealistyczny optymizm

- Link: https://tko.pl/56089,2020,08,07,psycholog-mimo-rozwoju-epidemii-polacy-wykazuja-nierealistyczny-optymizm
- Published: 2020-08-07T09:56:16+02:00
- Author: Redakcja TKO

**Wobec perspektywy drugiej fali epidemii, zamiast lęku i niepokoju wielu ludzi 
w Polsce wykazuje nierealistyczny optymizm: uważają, że nic im się osobiście się
nic nie stanie – ocenia psycholog, dr hab. Wojciech Kulesza. Jego zdaniem dużo zdrowszy
byłby jednak „nierealistyczny pesymizm”.**

Pierwsze przypadki zakażeń ludzi koronawirusem SARS-CoV-2 odnotowano w grudniu 2019
r. w chińskim mieście Wuhan. W ciągu kilku miesięcy wirus w zasadzie opanował Ziemię.
Według danych WHO do końca lipca 2020 na całym świecie koronawirusem zakaziło się
ponad 16,7 mln osób, spośród których ponad 661 tys. zmarło. Zdaniem wielu ekspertów
ludzie nie powinni czuć się bezpieczni do momentu pojawienia się na rynku szczepionki
bądź skutecznych leków.

Odnosząc się do reakcji na epidemię i związanych z nią perspektyw prof. dr hab. 
Wojciech Kulesza z Katedry Psychologii Społecznej i Osobowości Uniwersytetu SWPS
ocenił, że Polacy są zbyt optymistyczni i nie doceniają zagrożeń dotyczących zdrowia.„
W psychologii nazywa się to nierealistycznym optymizmem. Uważamy, że nam osobiście
się nic nie stanie, a coś złego najwyżej spotka innych ludzi z naszego otoczenia”–
tłumaczy.

Prof. Kulesza zaznacza, że nierealistyczny optymizm stanowi szerszy fenomen i występuje
wszędzie na świecie.

Przypomniał też zgoła odmienną, powszechną reakcję Polaków wobec innego, masowego
zagrożenia – po wybuchu reaktora w Czarnobylu w roku 1986. „Prof. Dariusz Doliński,
obecnie – z Uniwersytetu SWPS, odkrył wówczas u ludzi nierealistyczny pesymizm. 
Ludzie byli wtedy przekonani, że to raczej oni zachorują, a nie inni” – przypomniał.

Zapytany o to, czy większy lęk przed chorobą lub śmiercią z powodu COVID-19 pozwoliłby
lepiej chronić zdrowie – zasugerował: „Lęk może nie, ale wskazany byłby realizm,
a jak się nie da, to nierealistyczny pesymizm – czyli myślenie, że to przede wszystkim
my możemy zachorować. Badania pokazują, że po eksplozji w Czarnobylu tak myślący
ludzie częściej pili płyn Lugola, powstrzymywali się od picia mleka, kupowania nowalijek
i stosowali inne zapobiegawcze działania, które mogły uratować im życie. Kiedy ktoś
jest nierealistycznym optymistą – to trochę tak, jakby jeździł samochodem bez zapinania
pasów, uważając, że jest świetnym kierowcą i nic mu się nie stanie. Nierealistyczny
pesymizm jest dużo zdrowszy”.

Jeśli chodzi o podejście realistyczne, to – zdaniem psychologa – jest o nie w społeczeństwie
najtrudniej. „Zwykle każdy ma jakieś skrzywienie w postrzeganiu rzeczywistości. 
Warto więc przynajmniej redukować nadmierny optymizm” – podkreślił.

Podczas kolejnych miesięcy epidemii liczba zakażeń czy zgonów z powodu COVID-19 
w Polsce była wyraźnie niższa, niż w najbardziej poszkodowanych europejskich krajach,
np. Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

„Myślenie 'może słusznie się nie boimy, bo nie było tak źle’ – może się wśród Polaków
pojawiać” – przyznaje prof. Kulesza. – „Nie mamy jednak żadnych podstaw, by twierdzić,
że będzie dobrze”.

Zdaniem profesora na obserwowane obecnie, stosunkowo spokojne nastawienie ludzi 
do epidemii wpływa m.in. proces zwany habituacją. „Przyzwyczajamy się do różnych
bodźców. Boimy się przede wszystkim rzeczy nagłych, takich jak np. wybuch w elektrowni
w Fukushimie. Także w Polsce pojawił się wtedy strach. Takie bodźce działają na 
człowieka silniej, niż obecne nieustannie. Przyzwyczajamy się na przykład do jazdy
samochodem – nie czujemy już strachu mimo tego, że jest to czynność niebezpieczna.
Pandemia jest z nami od dawna i lęk związany z nią już oswoiliśmy, nie zauważamy
już tak bardzo” – mówi.

Psycholog z Uniwersytetu SWPS dodaje, że „nikomu na świecie się nie udało uniknąć
kłopotów (związanych z epidemią ), poza kilkoma krajami, takimi jak np. Nowa Zelandia,
w których wyeliminowano te błędy, które widać u nas, czyli niespójne komunikaty 
ze strony władz czy brak autorytetów. Tam władze stosowały się do swoich nakazów”–
zauważył.

Jak mówi psycholog, aby uzyskać realne podejście społeczeństwa do zagrożenia niezbędne
są spójne komunikaty ze strony władz, informujące o rozwoju sytuacji. Tymczasem 
w Polsce „władza na przykład mówi, że trzeba nosić maseczki i zachować dystans społeczny,
ale niektórzy jej przedstawiciele sami tego nie robią” – zauważył.

Podkreślił też, że w sprawę muszą zaangażować się autorytety, a ich przekazy muszą
być czytelne. „W Polsce brakuje wypowiadających się, prawdziwych autorytetów – a
te, które są, często pochodzą ze sfery rządowej. Np. prezydent mówiąc, że nie popiera
powszechnych szczepień, przekazuje niebezpieczny komunikat sprzeczny z wiedzą medyczną
co oddala od nas szansę zwalczenia obecnej pandemii”.

O tym, że nie jest zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych, prezydent
Andrzej Duda mówił na początku lipca podczas debaty w Końskich, woj. świętokrzyskie,
zapytany o szczepionkę na Covid-19. „Powiem państwu otwarcie: ja osobiście nigdy
się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie” – powiedział wówczas. – „Miałem
oczywiście różne szczepienia jako dziecko i później jako dorosły chłopak, ale na
grypę się nigdy nie szczepiłem i nie chce się szczepić”.

Prof. Kulesza zauważył też, że „władza może mieć skłonność do penalizowania różnych
zachowań, np. z pomocą wysokich mandatów. Tymczasem dobra sytuacja to taka, w której
ludzie chcą robić to, co właściwe”. Jako pozytywny przykład dot. sposobu zapobiegania
rozwojowi epidemii podaje on Nową Zelandię, której premier „tłumaczyła obywatelom,
dlaczego coś ma być zrobione, odpowiadała na pytania i jednocześnie sama stosowała
się do wprowadzanych zasad”.
