# Przez suszę zaczyna brakować wody w studniach.  Problemy mogą mieć też elektrownie

- Odnośnik: https://tko.pl/47447,2020,05,01,przez-susze-zaczyna-brakowac-wody-w-studniach-problemy-moga-miec-tez-elektrownie
- Opublikowano: 2020-05-01T14:34:31+02:00
- Autor: Redakcja TKO

**W wielu miejscach Polski zaczyna brakować wody w studniach, a prognozy wskazują,
że może być jeszcze gorzej – przekazał  rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki
Wodnej Grzegorz Walijewski. Jeżeli będzie coraz mniej wody w rzekach, problemy mogą
mieć elektrownie i przemysł.**

Przedstawiciel Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu
Badawczego wskazał, że na niektórych obszarach już od ponad roku występuje susza
meteorologiczna, stwierdzana wtedy, jeżeli przez 20 dni na danym terenie opady są
minimalne bądź nie ma ich wcale.

„W lutym było więcej deszczu – np. w północnej i centralnej Polsce średnia opadów
była o 250 proc. większa niż normalnie. To niewątpliwie poprawiło sytuację, ale 
i tak jest fatalna” – powiedział rzecznik IMGW. Dodał, że najprawdopodobniej kwiecień
zostanie określony przez klimatologów jako ekstremalnie suchy.

Hydrolog przypomniał, że występują cztery rodzaje suszy: meteorologiczna, glebowa(
zwana również rolniczą), hydrologiczna (dotycząca wód powierzchniowych – m.in. rzeki,
jezior) i hydrogeologiczna (wody podziemne). „We wszystkich tych czterech kategoriach
niedobór wody jest poważny i można powiedzieć, że występuje susza, lecz z różną 
intensywnością” – podkreślił Walijewski. Jak mówił, teoretycznie najlepiej jest 
w przypadku wód podziemnych, ale i tutaj naukowcy z Państwowego Instytutu Geologicznego
prognozują zagrożenie.

Oprócz wody w formie opadów, która w oczywisty sposób determinuje występowanie suszy,
rzecznik wskazał także na wiatr czy temperaturę, wpływającą na parowanie wody z 
gleby. W tym przypadku chodzi o suszę glebową, nazywaną także rolniczą. „Wilgotność
gleby do 7 cm spadła praktycznie w całym kraju poniżej 40 proc. Natomiast w głębszych
warstwach do 28 cm wynosi ona od 60 do poniżej 40 proc.”- powiedział rzecznik.

Dane satelitarne oraz modelowe pokazują, że susza rolnicza występuje właściwie w
całym kraju. Lepiej – jak mówił – jest na Podkarpaciu, w południowej części Małopolski
czy na północy województw warmińsko-mazurskiego, pomorskiego i zachodniopomorskiego.

Hydrolog z IMGW tłumaczył, że jeżeli wilgotność gleby spada poniżej 40 proc., możliwy
jest wówczas deficyt wody w strefie korzeniowej roślin, co w przypadku rolnictwa
ma kluczowe znaczenie.

Według danych IMGW-PIB (na dzień 28 kwietnia) w Polsce występuje również susza hydrologiczna.
Aż 65 proc. z 630 stacji pomiarowych, pokazywało niski poziom wody w rzekach. Ponadto,
89 stacji na 500 mierzących przepływ wody w rzekach obrazuje, że mamy do czynienia
z suszą.

„W analogicznym okresie roku 2019, 27 stacji wskazywało na niski poziom przepływu
wody w rzekach. W czasie najgłębszej suszy hydrologicznej w sierpniu i we wrześniu
2019 r. było to 150 stacji, a teraz jest to blisko 90” – poinformował przedstawiciel
Instytutu. Jego zdaniem sytuacja jest bardzo zła.

Poziom wody w rzekach oraz jej przepływy mają istotne znaczenie dla energetyki i
przemysłu. Tradycyjne elektrownie potrzebują bieżącej wody do chłodzenia generatorów.
Odpowiednia ilości wody jest również niezbędna do produkcji prądu dla hydroelektrowni.

Walijewski zwrócił uwagę, że jeżeli wody w rzekach będzie coraz mniej, problemy 
zaczną odczuwać też energetyka oraz przemysł.

„Są elektrownie w Polsce, które pobierają wodę bezpośrednio z rzeki. Jeżeli ich 
poziom będzie opadał, będzie rosła też temperatura wody, przez co możliwy jest scenariusz,
w którym część konwencjonalnych elektrowni będzie musiała ograniczyć produkcję. 
Tak było chociażby podczas suszy w 2015 czy 2019 roku” – powiedział rzecznik IMGW-
PIB. Niski przepływ rzek w zeszłym roku powodował również problemy małych hydroelektrowni
np. w woj. warmińsko-mazurskim, które na jakiś czas musiały wstrzymać pracę.

Susza nie ominęła również zasobów wód podziemnych. Powołując się na analizy Państwowej
Służby Hydrogeologicznej rzecznik podkreślił, że pod koniec marca wydała ona ostrzeżenie
dla 9 województw – m.in. kujawsko-pomorskiego, lubelskiego, lubuskiego, wielkopolskiego,
dolnośląskiego i mazowieckiego. Obszary te są zagrożone niżówką hydrogeologiczną,
czyli opadaniem wód gruntowych.

„Najbardziej zagrożona niżówką hydrogeologiczną jest zachodnia cześć centralnej 
Polski – Wielkopolska oraz Kujawy. Taka sytuacja może powodować problem w zaopatrzenie
ludzi w wodę do celów gospodarczych, a także wysychanie przydomowych studni” – analizował
rzecznik.

IMGW-PIB otrzymuje informacje od mieszkańców Wielkopolski, że część studni już wyschła,
bądź woda w nich bardzo wolno się regeneruje. Jest przez jeden dzień i po jej zużyciu
trzeba czekać np. dwa dni, by studnia się znów wypełniła – wyjaśnił.

Rzecznik zwrócił też uwagę na to, że ubytki w wodach gruntowych i podziemnych powodują
głębokie odwierty w poszukiwaniu wody np. przez rolników. „Jest to zrozumiałe, ponieważ
potrzebują oni wody do nawadniania pól, przez to jednak eksploatowane są niższe 
poziomy wodonośne” – wskazał. Przyznał, że w skrajnych przypadkach przy intensywnym
eksploatowaniu mogą się tworzyć leje depresyjne, co zagraża głębszym ujęciom wody.

Rzecznik zwrócił jednak uwagę, że takie zjawiska nie są nowe. W ubiegłym roku podobna
sytuacja miała miejsce w Skierniewicach, gdzie zabrakło wody w kranach.

„Jeśli susza będzie się utrzymywać, nadal nie będzie opadów, a pobór wody ze źródeł
podziemnych będzie się zwiększał, może dochodzić i w tym roku do podobnych sytuacji”–
podkreślił przedstawiciel Instytutu. Wszystko zależy też od tego, w jaki sposób 
miasta zaopatrują się w wodę i czy robią to z kilku źródeł. Np. w Warszawie – jego
zdaniem – taka sytuacja jest bardzo mało prawdopodobna.

Prognozy klimatologów z IMGW-PIB na najbliższą przyszłość nie są zbyt optymistyczne.

„Wynika z nich, że zarówno maj, jak i czerwiec będą cieple, z temperaturami powyżej
średniej oraz z opadami mniejszymi niż normalnie w tych miesiącach. Tegoroczny czerwiec,
według prognoz, nie powinien być jednak aż tak upalny jak w 2019 r.” – przekazał
rzecznik.

Czerwiec 2019 r. był najcieplejszym miesiącem w całym roku. Z kolei maj 2019 był
zimny i mokry. Pod koniec ubiegłorocznej majówki na południu kraju padał śnieg, 
a temperatura miejscami oscylowała w okolicach zera.
