# Groźna choroba w olsztyńskiej papugarni

- Link: https://tko.pl/41222,2020,01,19,grozna-choroba-w-olsztynskiej-papugarni
- Published: 2020-01-19T10:00:13+01:00
- Author: Redakcja TKO

**W jedynym takim miejscu w Olsztynie, w którym można na żywo przyjrzeć się papugom,
szaleje ornitoza (choroba ptasia, papuzica). Media o sprawie poinformowali pracownicy
papugarni. Właściciel groził im krokami prawnymi.**

Dwa lata temu przy ul. Lubelskiej Bartłomiej Gocek-Rudzki otworzył pierwszą w Olsztynie
papugarnię, w której można spotkać się oko w oko z egzotycznymi ptakami. W olbrzymiej
wolierze na miłośników ornitologii czekały m.in. amazonki, ary, barwinki, kakadu
i rudosterki.

Jednak tuż przed końcem ubiegłego roku pracownicy papugarni zaczęli alarmować, że
ptaki chorują na ornitozę. Sprawę podjęły facebookowe profile, m.in. Stowarzyszenie
na rzecz Dobrostanu Ptaków Egzotycznych. Mogliśmy tam wyczytać, że kontrolę w papugarni
przeprowadził Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w [Olsztynie](https://tko.pl/olsztyn),
stwierdzając, że cztery papugi są chore. Nie zamknął jednak punktu. Pracownicy papugarni
donosili: „[Papugi – red] były badane, leczone, ale nie zostały wyleczone. Teraz
ciągle przebywają w izolatce, nieleczone, bo nie wiadomo jak je leczyć. Na wolierze
papugi nie mają badań, czyli każda z nich może być chora, ale przecież to jest nieważne.
Najważniejsze to przyjść „ściągnąć” papugi na siłę, bo klient płaci, klient wymaga”.

Pracownicy punktu donieśli również, że właściciel papugarni podał papugom substancję,
po której ptaki nie reagowały na bodźce zewnętrzne. Ptaki miały też ginąć, zagryzione
przez szczury. W internecie pojawiło się zdjęcie, na którym widać koty zamknięte
w klatce. Zwierzęta trzymane są w papugarni, aby odstraszać szczury, bo profesjonalne
próby wytrzebienia gryzoni spełzły na niczym. Zdaniem pracowników firmy to nieodpowiedzialna
sytuacja – męczą się koty, a ptaki znajdują się w stresogennej sytuacji. Pracownicy
sugerowali także, że urazy ptaków zdarzają się codziennie, bo dochodzi do mieszania
gatunków ptaków.

Sytuacja wzburzyła pracowników papugarni, jak i postronnych obserwatorów. Właściciel
punktu posądził pracowników o działanie na szkodę firmy i zagroził im w sms-ach 
krokami prawnymi.

Skontaktowaliśmy się z Bartłomiejem Gocek-Rudzkim, pytając go m.in. czy poradził
sobie z chorobą ptaków. – Papugi, u których stwierdzono objawy, są w trakcie leczenia.
Po jego zakończeniu zostaną przebadane ponownie, aby upewnić się, że są zdrowe i
wolne od nosicielstwa. Już teraz zauważalna jest poprawa ich zdrowia – deklaruje
właściciel papugarni. – Wprowadziliśmy parę bardzo istotnych zmian, między innymi
w zakresie komunikacji między opiekunami. Postawiliśmy na personel wykazujący się
największą dbałością o dobrostan naszych podopiecznych. Rozpoczęliśmy proces ograniczania
dominacji między ptakami. Zaostrzyliśmy wewnętrzne procedury sanitarne oraz sposoby
ich przestrzegania i wiele innych, ciężko wszystkie tu wyliczyć.

Szef papugarni deklaruje, że koty, które trzymał w klatce, zabrał do domu. Dodaje
również, że zdjęcie, które trafiło do internetu, sugeruje, że koty przebywały cały
czas w klatkach, a tak podobno nie jest. Są zamykane jedynie w towarzystwie papug.
–
A co podał pan papugom, że nie reagowały na bodźce? – pytamy. – Zioła przygotowane
w formie liposomalnej jak pokrzywa, owoce głogu, melisa, kwiat lawendy, czarny bez
i inne. Taką formę leczenia stosowałem wielokrotnie między innymi na swoim psie 
Kice, u której w wieku 12 lat stwierdzono nowotwór – odpowiada właściciel papugarni.–
Miał pan wyciągnąć konsekwencje prawne w stosunku do pracowników. – Na ten temat
nigdy publicznie się nie wypowiadałem i chciałbym, aby tak zostało – mówi Bartłomiej
Gocek-Rudzki.
