# OLSZTYN. Miasto, które przekroczyło swoje granice

- Link: https://tko.pl/409399,2026,10,26,olsztyn-miasto-ktore-przekroczylo-swoje-granice
- Published: 2026-10-26T10:39:36+01:00
- Author: Redakcja TKO

Olsztyn może stracić mieszkańca, nie tracąc ani jednego użytkownika swoich ulic.
Wystarczy, że ktoś przeprowadzi się z olsztyńskich Jarot do… podolsztyńskich Jarot.
W statystykach miasta ubędzie jedna osoba, ale następnego ranka ten sam człowiek
wraca do Olsztyna. Do pracy, szkoły, urzędu i na zakupy. Zmienił adres, lecz nie
zmienił miasta, w którym toczą się jego interesy życiowe.

Dla demografii to migracja. Dla lokalnego rynku pracy to żadna zmiana. Natomiast
dla finansów gminnych zaczyna się znacznie ciekawsza historia, ponieważ miejsce 
zamieszkania podatnika wpływa na dochody samorządów, podczas gdy koszty infrastruktury
i korzyści gospodarcze niekoniecznie zatrzymują się na granicy gminy.

I właśnie tutaj zaczyna się problem znacznie poważniejszy niż pytanie, czy Olsztyn
powinien przyłączyć osiedle Sterowców, Tęczowy Las i kilka kolejnych wsi.

## Granica administracyjna rozdziela budżety samorządowe. Nie rozdziela jednak kosztów i korzyści życia w jednej aglomeracji.

To podstawowa różnica, której moim zdaniem zabrakło w dotychczasowej dyskusji. Zbyt
wiele uwagi poświęcamy temu, kto straci mieszkańców, hektary i wpływy podatkowe,
a zbyt mało temu, jaki sposób organizacji całego obszaru zapewni mu najlepsze warunki
rozwoju. Tak jakbyśmy zamiast zastanawiać się nad zwiększeniem wielkości wspólnego
gospodarczego tortu, rozpoczęli spór o to, kto powinien otrzymać największy kawałek
obecnego.

Stawką jest znacznie więcej niż przebieg granicy między Olsztynem a ościennymi gminami.
Stawką jest pozycja gospodarcza stolicy Warmii i Mazur na kolejne dekady, jakość
życia jej mieszkańców oraz możliwości rozwojowe sąsiednich gmin. I wcale nie muszą
to być interesy sprzeczne.

W lutym 2020 roku opublikowałem na łamach TKO artykuł o potrzebie rozszerzenia granic
Olsztyna. Pisałem wtedy, że powiększenie miasta to nie tylko narysowanie nowej granicy,
ale również konieczność zaplanowania infrastruktury, sieci szkół, przeprowadzenia
konsultacji społecznych. Proponowałem spojrzenie na obwodnicę jako naturalny punkt
odniesienia dla rozwoju miasta w kierunku południowym.

Minęło niemal siedem lat. W tym czasie wokół Olsztyna wyrosły kolejne osiedla, zmieniła
się skala ruchu samochodowego, przybyło nowych mieszkańców podmiejskich miejscowości.
Granice pozostały niezmienione. Dziś, kiedy Prezydent Robert Szewczyk powraca do
tematu ich rozszerzenia, chciałbym zaproponować, abyśmy poszli o krok dalej.

Nie ograniczajmy tej rozmowy do przyłączenia kilku osiedli. Spróbujmy zaprojektować
Olsztyn, który chcemy zobaczyć za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Nazwijmy tę koncepcję**
OLSZTYN 200**.

Miasto liczące co najmniej 200 tysięcy mieszkańców. Ale przede wszystkim miasto 
silniejsze gospodarczo, z lepiej zorganizowaną przestrzenią, atrakcyjnym rynkiem
pracy, nowymi inwestycjami i infrastrukturą odpowiadającą rzeczywistym potrzebom
całej aglomeracji.

Nie chodzi bowiem o to, żeby Olsztyn był większy na mapie. **Chodzi o to, żebyśmy
wszyscy mieli więcej z Olsztyna.**

## Granice sprzed 40 lat

Ostatnia zmiana granic Olsztyna została przeprowadzona na podstawie uchwały Wojewódzkiej
Rady Narodowej z 9 października 1987 r. To niemal cztery dekady intensywnych zmian.

Warto przez chwilę uświadomić sobie, jak wyglądał wówczas Olsztyn. Południowej obwodnicy
nie było nawet w planach, tereny wsi Jaroty, Bartąg, Nikielkowo, Dywity, Kieźliny
pokrywały pola uprawne. Inaczej wyglądał transport, rynek mieszkaniowy, gospodarka
i codzienne zwyczaje mieszkańców. Polska nie należała do Unii Europejskiej, nie 
istniał współczesny system samorządu terytorialnego i nikt nie planował przestrzeni
w realiach dzisiejszego natężenia ruchu i mobilności społeczeństwa.

W 1987 roku do Olsztyna włączono między innymi części terenów Dywit, Kieźlin, Redykajn,
Łupstycha, Gutkowa, Likus i Jarot. Olsztyn nie jest jedyną stolicą województwa, 
która od bardzo dawna nie przeprowadziła znaczącej korekty granic. Przykładowo Wrocław
dokonywał dużych rozszerzeń wcześniej, między innymi w 1973 roku, a Łódź powiększała
swój rok po Olsztynie. Nie chodzi tu o rywalizację z innymi miastami. Natomiast 
fakt, że Olsztyn przez blisko czterdzieści lat nie zareagował istotną zmianą terytorialną
na zachodzące procesy urbanizacyjne, zasługuje na poważną refleksję.

Przez ten czas miasto intensywnie się rozwijało. Jego zabudowa i codzienne oddziaływanie
stopniowo przekraczało granice administracyjne. Tyle że coraz większa część tego
rozwoju odbywała się już na terenie sąsiednich gmin.

Doskonałym przykładem jest Bartąg. Według oficjalnych danych gminy Stawiguda w 2020
roku mieszkało tam 3018 zameldowanych osób. Pod koniec 2025 roku było ich 4243. 
Oznacza to wzrost o ponad 40% w ciągu pięciu lat. W tym samym okresie Jaroty należące
do gminy Stawiguda zwiększyły liczbę zameldowanych mieszkańców z 2356 do 2811.

Wystarczy przyjrzeć się charakterowi podmiejskiej zabudowy. Budynki wielorodzinne,
sieć ulic, parkingi, sklepy i usługi. To nie jest tradycyjna wieś, która rozwija
się niezależnie od miasta. To część większego procesu urbanizacji, którego naturalnym
centrum pozostaje Olsztyn. Podobne zjawiska obserwujemy w innych kierunkach, choć
ich skala i charakter są odmienne. Osiedle Sterowców w gminie Dywity, okolice Kieźlin,
Ostrzeszewa, Wójtowa, Nikielkowa czy Tomaszkowa to obszary, których rozwój trudno
analizować bez uwzględnienia bliskości stolicy województwa.

Nie oznacza to, że każda z nich automatycznie powinna stać się częścią miasta. Oznacza
natomiast, że ich przynależności administracyjnej nie można uzasadniać wyłącznie
przywiązaniem do obecnego podziału administracyjnego. Jeśli przez niemal czterdzieści
lat zmieniło się tak wiele, to dlaczego mielibyśmy z góry uznać, że jeden element
tego układu, czyli granice administracyjne, powinien pozostać niezmienny?

## Czy Olsztyn się wyludnia?

Według danych GUS na koniec 2025 roku Olsztyn liczył 165.393 mieszkańców. To o ponad
5 tyś. mniej niż 5 lat wcześniej. Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Spada liczba
urodzeń, społeczeństwo się starzeje, część absolwentów szkół średnich wyjeżdza na
studia do większych ośrodków. Nie można jednak pomijać suburbanizacji, przy jednoczesnym
zachowaniu silnych związków z jego rynkiem pracy i usługami. W praktyce oznacza 
to, że Olsztyn traci mieszkańców w statystykach, chociaż otaczająca go przestrzeń
nadal się rozwija.

Co ciekawe, sami samorządowcy od dawna dostrzegają te powiązania. Mamy przecież 
Miejski Obszar Funkcjonalny Olsztyna, który tworzą Olsztyn oraz gminy Barczewo, 
Dywity, Gietrzwałd, Jonkowo, Purda i Stawiguda. Ten obszar skupia znacznie ponad
200 tyś. mieszkańców i jest objęty wspólnymi dokumentami strategicznymi oraz instrumentami
finansowania inwestycji. Nie jest więc żadną rewolucyjną tezą stwierdzenie, że Olsztyn
i sąsiednie gminy tworzą jeden, silnie powiązany organizm gospodarczy. Problem zaczyna
się wtedy, gdy próbujemy tym organizmem zarządzać.

Poszczególne samorządy prowadzą własne budżety, uchwalają plany zagospodarowania,
organizują usługi i podejmują decyzje inwestycyjne. Jest to naturalna konsekwencja
ich niezależności. Jednak rzeczywiste skutki tych decyzji nie zawsze mieszczą się
w granicach jednej gminy. Nowe osiedle mieszkaniowe oznacza dodatkowych podatników
dla samorządu, na którego terenie powstaje. Jednocześnie zwiększa ruch na drogach
sąsiednich gmin, zapotrzebowanie na komunikację publiczną czy korzystanie z placówek
edukacyjnych. Z drugiej strony nowe miejsca pracy w Olsztynie zwiększają atrakcyjność
pobliskich miejscowości, wpływają na rynek nieruchomości i tworzą klientów dla lokalnych
przedsiębiorców.

Tak właśnie działa współczesna aglomeracja. Korzyści i koszty rozchodzą się szerzej
niż administracyjne granice. Ekonomiści nazywają takie zjawiska efektami zewnętrznymi.
W uproszczeniu chodzi o sytuację, w której decyzja podjęta w jednym miejscu przynosi
korzyści albo generuje koszty również gdzie indziej. Z perspektywy pojedynczej gminy
określona inwestycja może być opłacalna. Z perspektywy całego obszaru jej skutki
mogą jednak wymagać dodatkowych nakładów na drogi, komunikację, infrastrukturę techniczną
i usługi publiczne. Nie musi to oznaczać, że decyzja była błędna. Oznacza, że jej
pełnego bilansu nie da się sporządzić, analizując wyłącznie jeden samorządowy budżet.
I właśnie dlatego dalsza dyskusja o granicach Olsztyna powinna rozpocząć się od 
analizy całej aglomeracji, a nie wyłącznie od porównywania dochodów poszczególnych
gmin.

## Olsztyn 200. Policzmy mieszkańców

Hasło Olsztyn 200 brzmi ambitnie. Ale ambicję warto poprzeć matematyką. Przy obecnej
liczbie 165.393 mieszkańców do poziomu 200 tyś. brakuje miastu 34.607 osób. To niemal
1/5 obecnej ludności Olsztyna.

Czy można osiągnąć taki wynik wyłącznie poprzez przyłączenie najbardziej zurbanizowanych
terenów podmiejskich? Wstępne zestawienie danych pokazuje, że byłoby to bardzo trudne.
Bartąg i Jaroty liczyły na koniec 2025 roku łącznie 7.054 zameldowanych mieszkańców.
Tomaszkowo to 944 osoby, a Bartążek 355. Te cztery miejscowości skupiają więc łącznie
8.353 osoby.

Na wschodzie warto przyjrzeć się Wójtowu, Łęgajnom i Nikielkowu, które według gminnych
danych za 2024 rok liczyły łącznie około 3.700 mieszkańców. Do tego dochodzą tereny
gminy Dywity, w tym osiedle Sterowców, Kieźliny, Wadąg, Myki. Analizy wymagają Ostrzeszewo
i obszary gminy Purda, a na zachodzie Łupstych, Gronity i Kudypy.

Ten przegląd pokazuje, że mówimy o kilkunastu tysiącach mieszkańców. Ale nie oznacza
automatycznie, że wszystkie wymienione powyżej powinny zostać przyłączone. Różnią
się odległością od miasta, charakterem zabudowy, infrastrukturą i stopniem powiązania
z Olsztynem. Trzeba również uważać na sposób liczenia mieszkańców. Dane gminne dotyczą
często osób zameldowanych, podczas gdy statystyki GUS opierają się na innej metodologii.
Przykładowo dla całej gminy Stawiguda jej raport za 2025 rok wykazuje 13.319 mieszkańców
według ewidencji urzędu i 15.740 według danych GUS. To różnica ponad 2.400 osób.
Mechaniczne dodawanie liczb z różnych rejestrów prowadziłoby więc do nieuprawnionych
wniosków.

Właśnie dlatego projekt Olsztyn 200 powinien obejmować szczegółową analizę demograficzną,
z wykorzystaniem porównywalnych danych i prognoz na kolejne lata. I tu dochodzimy
do kolejnego ważnego rozróżnienia.

Czym innym jest powiększenie miasta poprzez zmianę granic, a czym innym rzeczywisty
wzrost jego potencjału demograficznego i gospodarczego. Możemy administracyjnie 
zyskać kilkanaście tysięcy mieszkańców, nie tworząc ani jednego nowego miejsca pracy.
Możemy również poprawić sytuację gospodarczą całej aglomeracji bez zmiany przynależności
administracyjnej większości miejscowości.

Najbardziej ambitnym rozwiązaniem byłoby połączenie obu tych kierunków. Racjonalne
dostosowanie granic do rzeczywistego układu miejskiego oraz stworzenie warunków,
dzięki którym Olsztyn i jego otoczenie będą przyciągały nowych mieszkańców, inwestycje
i przedsiębiorców. Olsztyn 200 nie powinien oznaczać wyłącznie większej liczby mieszkańców
w statystyce. Powinien oznaczać miasto, w którym więcej ludzi rzeczywiście chce 
mieszkać i pracować.

## Rzeszów. Ważna lekcja

W 2005 roku Rzeszów liczył około 159 tyś. mieszkańców i zajmował niespełna 54 km
^(2). Olsztyn był wówczas wyraźnie większy pod względem liczby ludności. W kolejnych
latach stolica Podkarpacia rozpoczęła konsekwentny proces rozszerzania swoich granic.
Do miasta włączano między innymi Słocinę, Załęże, Przybyszówkę, Zwięczycę, Białą,
Budziwój, Bziankę, Matysówkę i Pogwizdów Nowy. W 2021 r. Rzeszów zajmował już około
128,5 km^(2) i liczył blisko 198 tyś. mieszkańców. Olsztyn pozostał w swoich dotychczasowych
granicach.

Nie chciałbym, aby z tego porównania wyciągano uproszczony wniosek, że wystarczy
przyłączyć kilka miejscowości, by powtórzyć gospodarczy rozwój Rzeszowa. Jego sukces
był rezultatem wielu procesów, w tym rozwoju przemysłu, inwestycji infrastrukturalnych,
przedsiębiorczości, szkolnictwa wyższego i polityki gospodarczej. Znaczną część 
wzrostu liczby mieszkańców przyniosło samo rozszerzenie granic, a nie wyłącznie 
napływ nowych ludzi do regionu. Tych dwóch zjawisk nie wolno ze sobą mylić.

Ale historia Rzeszowa pokazuje coś innego, znacznie ważniejszego. Tamtejsze władze
potraktowały granice miasta jako jeden z instrumentów polityki rozwojowej. Zamiast
uznawać istniejący podział za ostateczny, stopniowo obejmowały miejskim zarządzaniem
kolejne obszary, na których rozwijała się zabudowa i infrastruktura.

Nie był to proces bezkonfliktowy. Sąsiednie samorządy również broniły swoich interesów,
a kolejne rozszerzenia budziły sprzeciw. Jednak Rzeszów nie ograniczył myślenia 
o swoim rozwoju do granic odziedziczonych z poprzedniej epoki.

Podobnie w Zielonej Górze, która w 2015 roku połączyła się z otaczającą ją gminą
wiejską. Powierzchnia miasta wzrosła z około 58 do niemal 279 km^(2). Proces poprzedziły
konsultacje i referendum na terenie gminy wiejskiej, a także rozmowy o warunkach
funkcjonowania lokalnych społeczności.

Każde miast ma oczywiście inne uwarunkowania. Rzeszów, Zielona Góra i Olsztyn różnią
się układem przestrzennym, potencjałem gospodarczym i możliwościami inwestycyjnymi.
Nie istnieje jeden uniwersalny model rozszerzania granic, który można bezrefleksyjnie
zastosować wszędzie. Ale z tych przykładów wypływa wspólny wniosek. Granice administracyjne
mogą być dostosowywane do zmieniającej się rzeczywistości. A ich zmiana, jeżeli 
wynika z przemyślanej koncepcji, może stać się narzędziem organizowania dalszego
rozwoju.

## O co jest ten spór?

Wróćmy do Olsztyna. Wójtowie sąsiednich gmin wskazują, że utrata części terytorium
oznacza utratę mieszkańców, dochodów i infrastruktury, w którą przez lata inwestowano
publiczne pieniądze. To argumenty poważne, których nie należy lekceważyć. Jednocześnie
w debacie bardzo często pomija się różnicę między dochodem samorządu a rzeczywistym
ekonomicznym bilansem obsługi określonego obszaru.

Od 2025 roku obowiązuje nowy system finansowania samorządów. Udziały w podatku PIT
ustala się w odniesieniu do dochodów podatników zamieszkałych na terenie danej jednostki.
Dla gmin udział wynosi 7%, natomiast dla miast na prawach powiatu 8,6%. Nie są to
procenty od podatku zapłaconego przez mieszkańca, lecz od dochodów określanych według
zasad ustawowych. Różne kategorie samorządów wykonują też różny zakres zadań, co
ma znaczenie przy porównywaniu ich sytuacji finansowej. Dlatego nie można sprowadzać
zmiany granic do prostego przeniesienia wpływów z PIT z jednej kasy do drugiej. 
Wraz z mieszkańcami zmienia się odpowiedzialność za realizowanie zadań publicznych,
przejmowana infrastruktura, przyszłe potrzeby inwestycyjne i zasady finansowania.
Trzeba również uwzględnić majątek, zobowiązania oraz skutki dla tej części gminy,
która pozostanie poza granicami miasta.

Jeżeli zatem słyszę, że określone osiedle przynosi gminie kilka milionów złotych
rocznie, pierwsze pytanie, które chciałbym postawić, brzmi: ile rzeczywiście kosztuje
jego funkcjonowanie i jakie wydatki będą potrzebne w kolejnych latach? Ale ważniejsze
jest drugie: czy obecny sposób organizowania tego obszaru zapewnia najlepsze wykorzystanie
publicznych pieniędzy?

Budżet samorządowy potrafi opowiadać bardzo różne historie, w zależności od tego,
które liczby zdecydujemy się eksponować. Dochody bez wydatków nie dają pełnego obrazu.
Wydatki bez uwzględnienia przyszłych korzyści również mogą prowadzić do błędnych
wniosków.

Nie wystarczy więc powiedzieć, że określona inwestycja kosztowała 10 mln zł, albo
że konkretne osiedle przynosi 4 mln dochodów rocznie. Trzeba zbadać, jakie potrzeby
zostały sfinansowane, komu służy infrastruktura, jak wygląda jej utrzymanie i czy
przyszłe nakłady będą uzasadnione ekonomicznie.

Szczególne znaczenie ma tutaj koszt rozproszonej zabudowy. Komitet Przestrzennego
Zagospodarowania Kraju PAN szacował w badaniach z 2018 r. roczne koszty chaosu przestrzennego
w Polsce na około 84 mld zł. To między innymi nadmierne koszty transportu, infrastruktury
i skutki niekontrolowanego rozlewania się zabudowy.

Nie oznacza to oczywiście, że zmiana granic Olsztyna automatycznie przyniesie oszczędności.
Sama decyzja administracyjna nie poprawi planowania przestrzennego. Może jednak 
stworzyć lepsze warunki do wspólnego zarządzania niektórymi obszarami, jeżeli obecny
podział utrudnia racjonalne organizowanie infrastruktury.

I tu wracamy do zasadniczego problemu. Granice samorządowe mogą dzielić odpowiedzialność
za finansowanie inwestycji, ale nie zatrzymają ruchu samochodowego, potrzeb mieszkaniowych
ani rozwoju gospodarczego.

Dlatego nie interesuje mnie wyłącznie pytanie, ile Olsztyn zyska na przyłączeniu
określonego osiedla. Interesuje mnie, czy dzięki zmianie granic i lepszej współpracy
możemy doprowadzić do tego, żeby cała aglomeracja rozwijała się sprawniej i tworzyła
więcej synergii i wartości gospodarczej.

## Sprzeciw Wójtów

Nie dziwi mnie sprzeciw wójt Dywit Agnieszki Sakowskiej-Hrywniak czy Stawigudy Michała
Kontraktowicza. Reprezentują samorządy, które przez lata inwestowały w rozwój i 
przyciągały mieszkańców. Z ich perspektywy utrata części zurbanizowanych terenów
oznacza realne ryzyko finansowe, które trzeba traktować poważnie. Jednak argument
o wcześniejszych inwestycjach nie może automatycznie przesądzać o niezmienności 
granic. Gdyby uznać taką zasadę, niemal każda reorganizacja terytorialna byłaby 
niemożliwa. Wszędzie przecież wcześniej budowano drogi, szkoły, wodociągi i inną
infrastrukturę.

Nie oznacza to, że poniesione nakłady nie mają znaczenia. Mają ogromne. Powinny 
zostać szczegółowo zidentyfikowane i uwzględnione przy analizie ewentualnych zmian.
Ale nie mogą zastępować odpowiedzi na pytanie, jaki układ administracyjny będzie
najlepszy w przyszłości.

Wójt Dywit przedstawiła również dane dotyczące osiedla Sterowców. Wynika z nich,
że spośród ponad 800 osób zameldowanych na osiedlu od 2017 roku, 315 wcześniej mieszkało
w Olsztynie. To 39%. W jej ocenie pokazuje to, że rozwój podmiejskich miejscowości
nie jest wyłącznie skutkiem wyprowadzania się Olsztynian. To słuszna uwaga. Jednak
moim zdaniem z tych danych wynika także coś innego. Poprzednie miejsce zamieszkania
nie jest najważniejszym wskaźnikiem obecnych powiązań mieszkańca z miastem.

Osoba, która przeprowadziła się do Sterowców z Mrągowa czy Ełku, może codziennie
pracować w Olsztynie, korzystać z jego infrastruktury i posyłać tam dzieci do szkoły.
Z kolei były mieszkaniec Olsztyna może prowadzić działalność gospodarczą w Dywitach.
Znacznie więcej o funkcjonowaniu osiedla powiedziałaby nam analiza rzeczywistych
dojazdów, zatrudnienia, korzystania z usług publicznych i infrastruktury.

Co ciekawe, wójt Dywit wskazywała także, że w czterech przedsiębiorstwach działających
na terenie gminy pracuje około 600 Olsztynian. I ten argument uważam za bardzo wartościowy.
Pokazuje bowiem, że zależności gospodarcze działają w obu kierunkach. Olsztyn korzysta
z przedsiębiorstw zlokalizowanych w sąsiednich gminach, a sąsiednie gminy korzystają
z rynku pracy i usług miasta. Nie podważa to potrzeby analizowania granic. Przeciwnie,
potwierdza, że mamy do czynienia z jednym systemem gospodarczym, którego funkcjonowanie
wykracza poza administracyjne podziały.

Podobnie należy ocenić kwestię odpłatności za usługi miejskich spółek. Mieszkańcy
sąsiednich gmin płacą za wodę, odprowadzanie ścieków czy transport. Nie ma powodu
przedstawiać ich jako osób korzystających z infrastruktury bez ponoszenia kosztów.
Jednak odpłatność za konkretną usługę nie rozstrzyga wszystkich problemów związanych
z funkcjonowaniem aglomeracji. Taryfa wodociągowa nie odpowiada na pytanie o optymalny
przebieg granic miasta, podobnie jak cena biletu autobusowego nie zastępuje strategii
organizacji transportu.

Rozumiem także argument, że Olsztyn nie wykorzystał wszystkich terenów przyłączonych
kilkadziesiąt lat temu. To zagadnienie, które rzeczywiście wymaga wyjaśnienia. Należy
sprawdzić, jakie obszary pozostają niezagospodarowane, z czego wynikają ograniczenia
i czy mogą one służyć potrzebom rozwojowym miasta. Tylko że obecność niezabudowanych
gruntów nie oznacza automatycznie ich przydatności inwestycyjnej. Trzeba uwzględnić
własność, warunki gruntowe, infrastrukturę, ochronę środowiska i obowiązujące przeznaczenie
terenu. Olsztyn powinien więc uczciwie przeanalizować swój dotychczasowy potencjał.
Tak samo jak sąsiednie gminy powinny dopuścić możliwość oceny, czy wszystkie obecne
granice nadal mają racjonalne uzasadnienie.

## Współpraca i zmiana granic nie muszą się wykluczać

Starosta olsztyński Andrzej Abako zaapelował, aby zamiast konfliktu o granice skupić
się na współpracy. Wskazywał na korzyści, jakie mieszkańcy powiatu przynoszą olsztyńskiej
gospodarce, oraz znaczenie uczniów spoza miasta dla funkcjonowania miejscowych szkół.
I trudno się z nim nie zgodzić, że współpraca powinna być podstawą relacji między
samorządami. Silny Olsztyn potrzebuje silnego otoczenia, a sąsiednie gminy korzystają
z obecności dużego ośrodka miejskiego. Tyle że nie rozumiem, dlaczego jedno miałoby
wykluczać drugie. Wspólne planowanie transportu, infrastruktury czy inwestycji nie
stoi przecież w sprzeczności z możliwością dostosowania granic do rzeczywistego 
układu urbanistycznego. Współpraca i zmiana granic to nie konkurencyjne wizje rozwoju.
To różne narzędzia, z których należy umieć rozsądnie korzystać.

Warto przy tym spojrzeć na skalę zjawiska, o którym dyskutujemy. Powiat olsztyński
zajmuje aż 2838 km^(2). Jest drugim pod względem powierzchni powiatem ziemskim w
Polsce, ustępując jedynie białostockiemu. Dla porównania powiat poznański zajmuje
około 1900 km^(2), a rzeszowski i wrocławski po nieco ponad 1100. Tymczasem sam 
Olsztyn ma zaledwie 88 km^(2). Oznacza to, że otaczający go powiat jest ponad trzydziestokrotnie
większy od miasta wojewódzkiego.

Spróbujmy przełożyć te proporcje na konkret. Gdyby Olsztyn powiększył swoją powierzchnię
o 20 km^(2), byłby terytorialnie większy o blisko jedną czwartą. Powiat olsztyński
utraciłby natomiast zaledwie 0,7% swojego obszaru. Dla miasta mogłaby to być istotna
zmiana skali przestrzennej, dla powiatu stosunkowo niewielka korekta powierzchni.

Oczywiście byłoby nieuczciwie twierdzić, że skoro powiat utraciłby mniej niż 1% 
terytorium, to równie niewielkie byłyby jego straty finansowe. Najbardziej zurbanizowane
obszary skupiają mieszkańców, infrastrukturę i dochody podatkowe, a ich znaczenie
gospodarcze nie jest proporcjonalne do powierzchni. Dlatego właśnie potrzebujemy
szczegółowego bilansu, a nie prostego porównywania hektarów. **Ale równie nieuzasadnione
byłoby uznanie, że utrata nawet niewielkiej części terytorium z definicji oznacza
osłabienie całego powiatu.** To zależy od tego, jakie obszary byłyby objęte zmianą,
jakie zadania i zobowiązania zostałyby przejęte oraz jak wpłynęłoby to na rozwój
pozostałych gmin.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden szczegół. Powiat Olsztyński obejmuje aż dwanaście
gmin, od intensywnie urbanizujących się terenów bezpośrednio sąsiadujących z Olsztynem
po Biskupiec, Jeziorany, Dobre Miasto czy Olsztynek. To miejscowości o różnym charakterze,
odmiennych potrzebach i własnych kierunkach rozwoju. Czy rzeczywiście najlepszym
rozwiązaniem dla tak rozległego obszaru jest utrzymywanie za wszelką cenę dotychczasowych
granic, czy może warto rozważyć bardziej racjonalny podział funkcji pomiędzy miastem
a otaczającymi je samorządami?

W tym kontekście szczególnie zastanawia mnie stanowisko Rady Powiatu Olsztyńskiego,
która opowiedziała się za zachowaniem integralności terytorialnej powiatu i wszystkich
tworzących go gmin. Rozumiem troskę o stabilność finansową, majątek i zdolność wykonywania
zadań publicznych. Nie potrafię jednak uznać samej integralności terytorialnej za
wystarczający argument przesądzający o przyszłości administracyjnych granic. Gdyby
raz wyznaczony podział miał obowiązywać niezależnie od zachodzących zmian, to na
jakiej podstawie rozwijały się przez dziesięciolecia Rzeszów, Zielona Góra czy inne
polskie miasta? Przecież każde ich rozszerzenie oznaczało zmianę granic sąsiednich
jednostek samorządowych.

Starosta przywołał również argument oświatowy, twierdząc, że bez dzieci z powiatu
olsztyńskiego połowa szkół w Olsztynie przestałaby istnieć. To stwierdzenie na tyle
kategoryczne, że wymaga równie konkretnych danych. Ilu uczniów spoza Olsztyna uczęszcza
do poszczególnych placówek? Jaki stanowią odsetek? Jak wygląda finansowanie ich 
kształcenia i jakie są rzeczywiste koszty stałe funkcjonowania tych szkół? Czy mówimy
o szkołach podstawowych, ponadpodstawowych, czy o całej miejskiej sieci oświatowej?
Te rozróżnienia mają zasadnicze znaczenie.

Z samego faktu uczęszczania uczniów spoza miasta do określonej placówki nie wynika
jeszcze, ile szkół mogłoby przestać funkcjonować bez ich obecności. Trzeba przeanalizować
liczebność oddziałów, koszty utrzymania, strukturę zatrudnienia i zasady finansowania
zadań. Bez tego podobne stwierdzenia pozostają publicystycznymi ocenami, a nie udokumentowanym
wnioskiem ekonomicznym. Nie kwestionuję znaczenia uczniów z powiatu dla olsztyńskiej
oświaty. Kwestionuję jedynie możliwość wyprowadzania tak daleko idących wniosków
bez pokazania rachunku, który je uzasadnia.

Co więcej, argumentacja dotycząca integralności terytorialnej wymaga spojrzenia 
na obowiązujące przepisy. Art. 4 ustawy o samorządzie gminnym przewiduje, że ustalanie
i zmiana granic powinny zapewniać możliwie jednorodny układ osadniczy i przestrzenny,
uwzględniać więzi społeczne, gospodarcze i kulturowe oraz zdolność wykonywania zadań
publicznych. W przypadku granic miast znaczenie mają również infrastruktura społeczna
i techniczna, układ urbanistyczny oraz charakter zabudowy.

Zwróćmy uwagę, że ustawodawca wskazuje kryteria odnoszące się do rzeczywistego funkcjonowania
wspólnoty. Nie nadaje dotychczasowym granicom charakteru nienaruszalnego. Nie oznacza
to oczywiście dowolności ich zmieniania. Ostateczna decyzja należy do Rady Ministrów,
a procedura przewiduje zasięgnięcie wymaganych opinii, poprzedzonych konsultacjami
z mieszkańcami. W przypadku zmian naruszających granice powiatów przewidziano również
udział właściwych organów powiatowych w procesie opiniowania.

Dlatego zamiast formułować stanowiska, w których z góry wyklucza się jakąkolwiek
zmianę, proponuję przeprowadzić rzetelną analizę. Niech jej przedmiotem będzie zarówno
dalsze funkcjonowanie Olsztyna, jak i stabilność finansowa oraz możliwości rozwojowe
gmin i powiatu. Jeżeli okaże się, że określone tereny powinny pozostać w dotychczasowych
granicach, wykażmy to na podstawie danych. Jeżeli inne są już funkcjonalnie częścią
miasta, nie bójmy się również takiego wniosku.

Bo silniejszy Olsztyn nie musi oznaczać słabszego powiatu. Przeciwnie, dobrze zaprojektowany
rozwój stolicy województwa może zwiększać możliwości gospodarcze całego jej otoczenia.
Warunkiem jest jednak odejście od myślenia, w którym każda korekta administracyjnej
mapy traktowana jest jak nieodwracalna strata.

**Ostatecznie o sile samorządu nie świadczy liczba kilometrów kwadratowych, które
zdołał zachować, lecz to, ile możliwości rozwoju potrafił stworzyć swoim mieszkańcom.
Granic można bronić przez lata. Pytanie, czy równie skutecznie potrafimy zadbać 
o to, co dzieje się po obu ich stronach.**

## Silniejszy Olsztyn nie oznacza słabszych sąsiadów

To dla mnie najważniejsza część całej dyskusji. Rozwój Olsztyna i rozwój sąsiednich
gmin nie są przeciwstawnymi celami. Przeciwnie, istnieje między nimi silna zależność
gospodarcza. Dlaczego Stawiguda przyciąga mieszkańców? M.in. dzięki własnej polityce
inwestycyjnej, infrastrukturze i atrakcyjnej ofercie mieszkaniowej. Ale również 
dlatego, że w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się Olsztyn ze swoim rynkiem pracy,
uczelniami, szpitalami, kulturą i usługami.

Dlaczego Olsztyn korzysta z rozwoju sąsiednich gmin? Ponieważ ich mieszkańcy pracują
w mieście, prowadzą działalność gospodarczą, kupują towary i korzystają z usług,
a przedsiębiorstwa zlokalizowane poza miastem tworzą miejsca pracy także dla Olsztynian.
Te zależności nie znikną dlatego, że zmieni się przebieg granicy. Silniejszy gospodarczo
Olsztyn może zwiększać atrakcyjność inwestycyjną całego swojego otoczenia. Nowe 
miejsca pracy, lepszy transport i rozwój przedsiębiorczości mogą przynosić korzyści
również mieszkańcom Dywit, Stawigudy, Purdy, Barczewa, Jonkowa czy Gietrzwałdu.

Oczywiście nie jest to automatyczna gwarancja, że każda gmina zyska finansowo na
określonej zmianie granic. Niektóre mogą utracić część dochodów, co wymaga rzetelnego
zbadania i odpowiedniego przygotowania. Jednak gospodarcze oddziaływanie miasta 
nie kończy się na jego granicach. Zresztą już dziś nasze samorządy potrafią korzystać
ze wspólnego potencjału.

We wrześniu 2026 roku zatwierdzono dofinansowanie trzech projektów związanych z 
mobilnością miejską w Olsztynie, Dywitach i Stawigudzie. Łączna kwota wsparcia wyniosła
blisko 67 mln zł, z czego ok. 46,6 mln przypadło na projekt Olsztyna, 10,7 mln na
projekt Dywit i 9,6 mln na projekt Stawigudy. Trzy odrębne samorządy, trzy budżety,
ale inwestycje odpowiadające na potrzeby jednego obszaru funkcjonalnego. Ten przykład
pokazuje, że potrafimy myśleć o wspólnym rozwoju, gdy wymaga tego charakter inwestycji.

Warto zatem pójść dalej i zastanowić się, jak organizować całą przestrzeń, aby wzajemne
korzyści były jak największe. OECD w opracowaniu „Urban-Rural Linkages in Poland”
wskazuje, że współpraca miast i otaczających je obszarów może zwiększać efektywność
świadczenia usług publicznych, pomagać w koordynowaniu inwestycji i poprawiać wykorzystanie
wspólnego potencjału gospodarczego. Jednocześnie organizacja ta zwraca uwagę na 
fragmentację planowania przestrzennego w Polsce oraz brak wystarczająco rozwiniętych
mechanizmów zarządzania obszarami funkcjonalnymi.

Nie wynika z tego, że każde miasto powinno przyłączać sąsiednie miejscowości. Wynika
natomiast, że obecne granice administracyjne nie zawsze odpowiadają rzeczywistym
powiązaniom gospodarczym i przestrzennym, a dobór odpowiednich form współpracy lub
reorganizacji ma znaczenie dla efektywności całego obszaru. I właśnie o taką dyskusję
mi chodzi.

Nie potrzebujemy rywalizacji o to, kto przejmie więcej mieszkańców. Potrzebujemy
takiej polityki, która pozwoli zwiększyć liczbę atrakcyjnych miejsc pracy, inwestycji
i możliwości rozwojowych w całej aglomeracji.

**Bo przyszłość Olsztyna nie zależy przede wszystkim od tego, jak podzielimy dzisiejsze
podatki. Zależy od tego, ile nowych dochodów będziemy potrafili wspólnie stworzyć.**

## Zamiast bitwy o granice zaprojektujmy Olsztyn przyszłości

Nie chciałbym, aby cała obecna dyskusja zakończyła się na pytaniu o przyłączenie
osiedla Sterowców czy Tęczowego Lasu. Nawet jeśli okaże się, że takie zmiany są 
uzasadnione, pozostanie znacznie szerszy problem organizacji przestrzeni wokół Olsztyna.
Dlatego proponuję przygotowanie kompleksowej koncepcji rozwoju terytorialnego miasta,
która obejmowałaby kilka możliwych wariantów nowych granic oraz ich konsekwencje
finansowe, przestrzenne i społeczne.

Na południu naturalnym punktem odniesienia pozostaje obwodnica. Jednak nie można
traktować jej przebiegu mechanicznie. Trzeba przeanalizować cały układ zabudowy,
w tym Bartąg, Jaroty należące do gminy Stawiguda, Tomaszkowo, Bartążek i inne powiązane
tereny.

Na północy tożsamej analizy wymagają Dywity, Kieźliny, Wadąg oraz najbardziej zurbanizowane
obszary bezpośrednio związane z miastem.

Na wschodzie warto przyjrzeć się Ostrzeszewu i terenom gminy Purda, a także kierunkowi
Wójtowa, Nikielkowa i Łęgajn w gminie Barczewo. Na zachodzie konieczna byłaby ocena
powiązań Olsztyna z Gronitami, Kudypami i Łupstychem.

Nie sugeruję, że wszystkie wymienione miejscowości powinny zostać przyłączone. Wskazuję
obszary, które zasługują na analizę ze względu na istniejące lub rozwijające się
związki z Olsztynem. Trzeba sprawdzić ciągłość zabudowy, przebieg infrastruktury,
dostępność transportu, kierunki dojazdów, sytuację własnościową gruntów oraz potencjał
rozwojowy na kolejne 30 lat.

Należy również unikać rozwiązań tworzących nowe sztuczne podziały w obrębie istniejących
miejscowości. Dotyczy to między innymi kierunku Gronit, gdzie przyszłe granice trzeba
byłoby rozważać w kontekście całego układu osadniczego, a nie wyłącznie obwodnicy,
która je przecina. Nie mniej ważne są uwarunkowania przyrodnicze. Olsztyn ma wyjątkowy
charakter dzięki obecności jezior, lasów i terenów zielonych. Rozszerzenie miasta
nie może oznaczać przyzwolenia na niekontrolowaną zabudowę. Przeciwnie, powinno 
prowadzić do lepszego planowania i ochrony najcenniejszych terenów. Najważniejsza
zaś część takiej koncepcji powinna dotyczyć gospodarki i finansów.

Potrzebujemy bilansu dochodów, wydatków, majątku, zobowiązań i przyszłych nakładów
inwestycyjnych. Powinniśmy wiedzieć, jakie będą skutki poszczególnych wariantów 
dla Olsztyna, sąsiednich gmin i powiatu. Trzeba określić wpływ na organizację szkół,
przedszkoli, transportu publicznego i innych usług. Dopiero na tej podstawie można
zaproponować racjonalny harmonogram zmian.

Co więcej, uważam, że równolegle powinien powstać program współpracy Olsztyna z 
gminami objętymi ewentualnymi zmianami. Obejmujący wspólne inwestycje, zasady rozliczeń
majątkowych oraz rozwiązania ograniczające negatywne skutki finansowe. Nie wszystkie
takie mechanizmy można dziś swobodnie zastosować na podstawie obowiązujących przepisów.
Jeśli okaże się to konieczne, warto przygotować również propozycje zmian ustawowych.

Z punktu widzenia mieszkańców kluczowe będą natomiast konkretne informacje. Czy 
zmienią się podatki i lokalne opłaty? Jak będzie wyglądał dostęp do szkół, przedszkoli
i komunikacji? Co stanie się z rozpoczętymi inwestycjami? Bez odpowiedzi na te pytania
nie będzie ani zaufania, ani odpowiedzialnej decyzji. Olsztyn 200 nie powinien być
więc projektem, w którym najpierw ogłasza się mapę, a później próbuje przekonać 
mieszkańców do jej zaakceptowania. Najpierw powinna powstać wizja rozwoju, następnie
analizy ekonomiczne i przestrzenne, a dopiero później propozycja granic najlepiej
odpowiadających przyjętym celom.

## Projekt Olsztyn 200

Olsztyn ma ogromne atuty. Jest stolicą województwa, ośrodkiem akademickim i kulturalnym,
gospodarczym, miastem o wyjątkowych walorach przyrodniczych, rozwiniętej infrastrukturze
i dużym potencjale do dalszego rozwoju. Ale żaden z tych atutów nie zapewnia sukcesu
raz na zawsze.

Polskie miasta konkurują dziś o inwestorów, przedsiębiorców, specjalistów i młodych
ludzi. Dla mieszkańca rozważającego przeprowadzkę do Gdańska, Warszawy czy Wrocławia
znacznie ważniejsza od administracyjnych granic Olsztyna jest oferta miejsc pracy,
poziom wynagrodzeń, dostępność mieszkań i jakość codziennego życia. Jeśli chcemy
skutecznie konkurować z większymi ośrodkami, musimy stworzyć warunki do rozwoju 
gospodarczego całej aglomeracji. Potrzebujemy nowych terenów inwestycyjnych, dobrej
infrastruktury, nowoczesnego transportu, współpracy z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim
i konsekwentnej polityki przyciągania przedsiębiorców.

Potrzebujemy również sprawnego planowania przestrzennego, które pozwoli ograniczać
koszty rozproszonej zabudowy i lepiej wykorzystywać istniejącą infrastrukturę. W
takim ujęciu rozszerzenie granic Olsztyna nie jest celem samym w sobie. Jest jednym
z możliwych narzędzi realizacji szerszej strategii.

Dlatego popieram podjęcie tego tematu przez prezydenta Roberta Szewczyka. Jednocześnie
chciałbym, aby obecna dyskusja została przeniesiona na poziom znacznie ambitniejszy
niż bieżący spór z sąsiednimi samorządami. Nie wystarczy przekonać mieszkańców jednego
osiedla, że warto znaleźć się w granicach miasta. Trzeba pokazać całej społeczności,
jaki Olsztyn chcemy wspólnie zbudować i co na takim rozwoju mogą zyskać również 
mieszkańcy otaczających go gmin.

Rozumiem obawy wójtów i starosty. Rozumiem również ambicje Prezydenta Olsztyna. 
Nie uważam jednak, że którakolwiek z tych perspektyw powinna automatycznie wykluczać
pozostałe. Silna stolica województwa potrzebuje silnego otoczenia, a silne otoczenie
korzysta z obecności dynamicznego ośrodka miejskiego. Tak było dotychczas i tak 
może być również w przyszłości, niezależnie od tego, jak ostatecznie ukształtują
się granice administracyjne. Pod warunkiem, że zamiast koncentrować się wyłącznie
na podziale obecnych dochodów, zaczniemy wspólnie tworzyć warunki do ich zwiększania.

Kiedy w 2020 roku pisałem o potrzebie rozszerzenia granic Olsztyna, uważałem, że
jest to jeden z ważnych tematów dla przyszłości miasta. Dziś jestem przekonany, 
że powinien stać się częścią znacznie szerszej rozmowy o rozwoju całej aglomeracji.
Nie oczekuję bezrefleksyjnej zgody na każdą propozycję przyłączenia kolejnej miejscowości.
Oczekuję natomiast, że będziemy potrafili ocenić takie propozycje na podstawie danych,
rzeczywistych powiązań gospodarczych i długoterminowych potrzeb mieszkańców.

Za trzydzieści lat nikt nie będzie oceniał naszej skuteczności wyłącznie przez pryzmat
tego, gdzie stała tablica z nazwą Olsztyn. Znacznie ważniejsze będzie to, ile udało
się stworzyć miejsc pracy, czy młodzi ludzie chcą tutaj zostawać, jak funkcjonuje
transport i czy potrafiliśmy wykorzystać potencjał naszej części Warmii. Dlatego
proponuję **OLSZTYN 200**. Nie jako projekt przeciwko sąsiednim gminom, lecz jako
wspólną ambicję stworzenia silniejszego miasta i silniejszego otoczenia. Przenieśmy
dyskusję z pytania, komu Olsztyn miałby zabrać osiedle, na pytanie, jak wspólnie
zbudować większy potencjał gospodarczy całej aglomeracji.

Największym ryzykiem nie jest to, że zmienimy granice Olsztyna. Jest nim to, że 
przez kolejne lata będziemy bronić istniejącego podziału tak skutecznie, że zabraknie
nam energii na projektowanie przyszłości.

Olsztyn już dawno przekroczył swoje granice. Najwyższy czas, żebyśmy przekroczyli
również granice myślenia o jego rozwoju.

**_Piotr Jastrzębski_**
