# Prezes SM „Pojezierze” nie pomoże bohaterowi z Olsztyna?

- Link: https://tko.pl/37180,2019,10,02,prezes-sm-pojezierzenie-pomoze-bohaterowi-z-olsztyna
- Published: 2019-10-02T19:42:52+02:00
- Author: Redakcja TKO

**Osiemdziesięcioletni lokator SM „Pojezierze” nie może doczekać się montażu platformy
schodowej, mimo że sam jako strażak pomagał innym i omal nie przypłacił tego życiem.**

Artur Smolski jest inwalidą bez obu nóg, które amputowano mu – powyżej kolan – ponad
sześć lat temu w wyniku choroby miażdżycowej. Kto znał go wcześniej, ten wie, że
uwięziony w łóżku lub krążący po kawalerce samotny mężczyzna dusi się nie mogąc 
na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Windą mógłby sam zjechać z ósmego piętra
na parter, lecz nie da rady pokonać ostatnich sześciu schodków. Byłoby to możliwe,
gdyby na dole zamontowano platformę pomostową, po której zjechałby wózkiem do drzwi
wyjściowych. Ale kierownictwo „Pojezierza” nawet nie chce o tym słyszeć.

![Prezes SM „Pojezierze” nie pomoże bohaterowi z Olsztyna?](https://tko.pl/wp-content/
uploads/2019/10/artur-smolski-3.jpg)

**Strażak w obliczu śmierci**

Artur Smólski to były strażak, który cudem uratował się przed ogniem w słynnym pożarze
rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach, w którym zginęło 37 osób. Przebywał wtedy,
wraz z grupą ratowników z olsztyńskiego „Stomilu” na zgrupowaniu w Bielsku-Białej,
miejscowości położonej 16 km od rafinerii. Po pierwszym dniu ćwiczeń, gdy strażacy
z całego kraju czekali na transmisję festiwalu polskiej piosenki w Opolu, nagle 
dostrzegli za oknami błysk pioruna, a potem ujrzeli na niebie gęstą chmurę dymu.
Pojawiła się ona właśnie nad rafinerią, więc wszystkie ekipy zostały postawione 
na nogi. Nikt jednak nie zdawał sobie sprawy, jak trudną walkę z żywiołem przyjdzie
im stoczyć. Był wieczór, 26 czerwca 1971 roku. Przed godz. 20 piorun z niedużej 
burzy uderzył w jeden ze zbiorników, w którym zapaliła się ropa naftowa.

Ze zgrupowania na Błoniach w Bielsku-Białej dojechały dwie sekcje olsztyńskie: męska
pod dowództwem kpt. pożarnictwa Antoniego Bogdana, a około godz. 22 dotarła grupa
żeńska pod dowództwem Marii Doberskiej. Tymczasem pożar przemienił się w piekło.
Z płonącego zbiornika wydobywała się już gorąca lawa. Jak wspomina obecny płk. Bogdan,
obie sekcje miały tylko sprzęt ćwiczebny, dlatego olsztynianie dostali polecenie
schładzania jednego z czterech zbiorników obok tego, który stanął w płomieniach.
Dowódca z [Olsztyna](https://tko.pl/olsztyn) wyczuł, że za chwilę wybuchnie; tak
ten baniak stękał pod ciśnieniem pary wodnej. Dlatego nakazał zbiórkę w miejscu,
z którego łatwiej było uciekać. Jego przewidywania się spełniły, bo płonący zbiornik
najpierw wybuchł, a potem setki ton piekielnej masy zaczęło pokrywać otoczenie, 
zatapiając również obecnych w pobliżu ratowników. Olsztyńscy strażacy rzucili się
do ucieczki na obwałowania, gdzie już było bezpieczniej. Niestety, dwie młode kobiety
ze „Stomilu” nie zdążyły; zginęły pod ognistą lawą, kilka metrów przed miejscem 
ocalenia.

Liczący wówczas 33 lata, wysportowany Artur Smolski, który uprawiał także szybownictwo,
skoki spadochronowe i żeglarstwo, miał więcej szczęścia. Podmuch wybuchu odrzucił
go do drugiego zbiornika, ale szybko stanął na nogi i zaczął uciekać, zrzucając 
po drodze gorące ubrania, aż w końcu został tylko w kąpielówkach. Już w szpitalu
dowiedział się, że te majtki wtopiły mu się w ciało. Początkowo koledzy sądzili,
że zginął na miejscu, jak tylu innych ratowników, w tym strażacy i żołnierze. Gdy
odnaleźli go w szpitalu, miał poparzone nogi i plecy w 30. procentach i właściwie
był już spisany na straty, jak kilka innych osób z pożaru. Dostał nawet 7 tys. zł
na własny pochówek… Ale na złość naturze wyszedł z tego cało, choć jego nogi jeszcze
długo odczuwały skutki pożaru.

![Prezes SM „Pojezierze” nie pomoże bohaterowi z Olsztyna?](https://tko.pl/wp-content/
uploads/2019/10/artur-smolski-2.jpg)

Artur Smolski tuż przed pożarem rafinerii, czerwiec 1971, Fot. archiwum Artura Smolskiego

**Platforma za pensję**

Dopiero nieco ponad 6 lat temu stracił obie nogi; zostały amputowane, bo lekarze
nie znaleźli ratunku na zaawansowaną miażdżycę. Pan Artur musi więc leżeć w łóżku,
a co najwyżej pojeździ w wózku inwalidzkim po małym mieszkanku. Nie wyjedzie na 
dwór, bo na dole trafi na schody.

Kiedy opiekująca się mną sąsiadka – podpowiedziała mi, że można zamontować taki 
podest, za sprawę zabrali się dwaj koledzy: pułkownik Antoni Bogdan i Jerzy Zofka,
prezes Klubu Seniorów Lotnictwa, bo przecież uprawiałem szybownictwo. Po prostu 
chcieli mi ulżyć, żebym mógł wyjechać na dwór i posmakować świeżego powietrza. Tylko
że prezes spółdzielni nie chce ich przyjąć, a na pisma odpowiada pracownik administracji
osiedla – opowiada Artur Smolski.

Istotnie, w kwietniu br. zastępca kierownika osiedla „Kormoran” odpowiedział Jerzemu
Zofce, że pomóc panu Arturowi może PFRON, ale i tak wykonanie platformy pomostowej
nie jest możliwe, ponieważ po jej zamontowaniu zmniejszy się przejście ewakuacyjne
na dole klatki schodowej, co jest niezgodne z przepisami. Tyle tylko, że żadnych
przeciwskazań nie widzi Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej – szerokość biegu
schodów na dole musi wynosić co najmniej 0,8 m, a po złożeniu pomostu wyniesie ona
1,20 m. Taką platformę zapewnia jej producent z Warszawy, więc trzeba naprawdę złej
woli, aby inwalidzie nie pomóc. Takie urządzenie przydałoby się także zdrowym lokatorom
bloku przy ul. Wyszyńskiego 24, np. przy wtaczaniu mebli. A może chodzi po prostu,
jak zwykle, o pieniądze?

Co prawda koledzy Artura Smolskiego próbowali dostać się do prezesa SM „Pojezierze”
Wiesława Barańskiego, ale ten nie miał dla nich czasu (albo chęci). Sekretarka odesłała
ich do Andrzeja Mroza, zastępcy ds. technicznych. Jak wspominają, przekonywali go
dwie godziny, ale wyszli z kwitkiem. Wciąż widział jakieś trudności, głównie techniczne.
Mijają kolejne miesiące, a zabiegi społeczników nie mogą przebić się przez mur niechęci.
Pieniądze chyba nie są tu przeszkodą, bo platforma ma kosztować nie więcej niż 45
tys. zł. A jak ujawnił niedawno „Fakt”, na który we wrześniu powołaliśmy się w tekście„
[Prezes nie chce ujawnić zarobków, choć nakazał mu to sąd](https://tko.pl/36723,2019,09,24,prezes-nie-chce-ujawnic-zarobkow-choc-nakazal-mu-to-sad)„,
Wiesław Barański, właściciel dwóch domów w Olsztynie, zarabia miesięcznie nawet 
do 60 tys. zł. Przyjmując, że tylko 50 tys., czyli niecała jedna pensja prezesa „
Pojezierza” ulżyłaby doli bohaterskiego strażaka, dziś inwalidy. Prezes jednak nie
chce się tą sprawą nawet zajmować. Za drobna. Dlatego sekretarka odsyła dziennikarzy
do zastępcy, a ten odpowiada identycznie jak jego podwładny na poziomie administracji
osiedla. I temat zamknięty?

Artykuł o zarobkach prezesa Barańskiego: [Prezes nie chce ujawnić zarobków, choć nakazał mu to sąd](https://tko.pl/36723,2019,09,24,prezes-nie-chce-ujawnic-zarobkow-choc-nakazal-mu-to-sad)

![Prezes SM „Pojezierze” nie pomoże bohaterowi z Olsztyna?](https://tko.pl/wp-content/
uploads/2019/09/Wiesław-Barański.jpg)
