# Ostatnia rozprawa „czarnej owcy olsztyńskiej Palestry”

- Link: https://tko.pl/220024,2023,11,24,ostatnia-rozprawa-czarnej-owcy-olsztynskiej-palestry
- Published: 2023-11-24T18:23:19+01:00
- Author: Redakcja TKO

**W najbliższy poniedziałek (27 listopada 2023r.) o godz. 10:00 przed białostockim
Sądem Apelacyjnym ma odbyć się ostatnia rozprawa w procesie Krzysztofa K. – byłego
olsztyńskiego adwokata, nazywanego też „czarną owcą Palestry”. Na rozprawie wygłoszone
zostaną mowy końcowe, a potem zapaść wyrok. Prawomocny.**

Przypomnijmy, że [zatrzymanie Krzysztofa K. w maju 2017r. stało się sensacją nie tylko w olsztyńskim środowisku prawniczym](https://tko.pl/129184,2021,11,04,adwokat-z-olsztyna-skazany-na-bezwzgledne-wiezienie).
Temat podjęły wszystkie media ogólnopolskie. Wszystko to działo się w latach 2012-
2016. Były adwokat 4 lata temu trafił do aresztu z 12 zarzutami.** **Miały to być
to m. in.** **oszustwa, wyłudzenia mieszkań i działek, nakłanianie do składania 
fałszywych zeznań, fałszowanie i ukrywanie dokumentów a także  przywłaszczenie powierzonych
mu pieniędzy w wysokości około 100 tys. złotych. 

Wraz z Krzysztofem K. na ławie oskarżonych zasiedli też m. in.  jego rodzice, na
których były adwokat przepisywał wyłudzone nieruchomości. 3 listopada 2021 r. Sąd
Rejonowy w Ostrołęce wydał nieprawomocny wyrok w sprawie (II K 47/18). Za wszystkie
przestępstwa wymierzył Krzysztofowi K. łączną karę 4 lat bezwzględnego pozbawienia
wolności oraz 80 tys. złotych grzywny (800 stawek dziennych grzywny, przy czym wysokość
jednej stawki to kwota 100 złotych). Krzysztof K. dostał też zakaz wykonywania zawodu
adwokata lub radcy prawnego na okres 10 lat. Musiał również zwrócić koszty ustanowienia
pełnomocnika z wyboru w jednej ze spraw. Krzysztof K. złożył apelację od niekorzystnego
dla siebie wyroku.

Jaki był schemat działania olsztyńskiego (byłego) adwokata? Otóż [Krzysztof K. na przykład wprowadził w błąd swoją klientkę](https://tko.pl/129290,2021,11,05,adwokat-z-olsztyna-oszukiwal-klientow-nowe-informacje-ws-krzysztofa-k),
która przeniosła prawa własności atrakcyjnych działek o wartości 1 mln zł na rodzinę
byłego adwokata i jego kolegę. 

Ta sprawa to modelowy przykład jego przebiegłego działania. Zaczęła się w roku 2012.
Krzysztof K., jeszcze jako aplikant, zajął się sprawą spadkową 50-letniej wówczas
Agnieszki Sz. z okolic Olsztyna. W spadku przypadło jej ponad 8 ha gruntów ojcowizny
pod Rypinem, w tym dwie atrakcyjne działki nad jeziorem. Agnieszka Sz. mogła ziemię
sprzedać, ale połowa jej licznego rodzeństwa ubiegała się o zachowek. I wtedy pojawił
się Krzysztof K. Obiecał, że tak poprowadzi tę sprawę, że puści rodzeństwo „z torbami”,
jeśli tylko Agnieszka Sz. …przepisze ziemię na niego. Czynił też wiele zabiegów,
aby zyskać jej przychylność i zaufanie. Odwiedzał w szpitalu (kobieta zachorowała
na raka), dawał kwiaty, dopytywał się o zdrowie.  Agnieszka Sz. „połknęła haczyk”.
Wkrótce doszło do podpisania u notariusza w Olsztynie trzech aktów notarialnych.
Krzysztof K. nie przepisał bowiem ziemi na siebie. Interes ten polegał na tzw. przeniesieniu
własności majątku na jego rodziców, teścia oraz kolegę. W sumie dotychczasowa właścicielka„
sprzedała” trzy działki o łącznej powierzchni ponad 6 ha, których wartość prokuratura
szacuje na 1 mln zł. Formalnie (i notarialnie!) za każdą z nich miała dostać ledwie
od 15 do 20 tys. zł, ale i tych pieniędzy nigdy nie ujrzała. Kiedy żegnała się ze
swoimi łaskawcami, jeden miał wsunąć jej do kieszeni kopertę, w której było 10 tys.
złotych. Zapłatę za milczenie szybko wydała na zakup lekarstw. Tajemnica wyszła 
na jaw dopiero po czterech i pół roku.

Z kolei z pewnym starszym małżeństwem K. zawarł umowę na udzielenie 30 tys. zł pożyczki,
uzyskując prawo własności mieszkania za 120 tys. zł. A gdy nieświadomi konsekwencji
ludzie nie zwrócili w terminie pieniędzy, kazał im opuścić lokal, do czego nie doszło
tylko dlatego, że poprosili o pomoc innego prawnika. 

Prowadzenie usług pożyczkowych jest sprzeczne z etyką adwokacką, ale Krzysztof K.
dodatkowo próbował „naciągnąć” klientów na fikcyjne kwoty. Od emerytowanego lekarza
wojskowego Zbigniewa Z. żądał zwrotu 67 tys. zł, choć realnie pożyczył mu zaledwie
11 tys. 

Zbigniew Z. pilnie potrzebował pieniędzy z powodu sytuacji rodzinnej. Na budynku
przy ul. Kopernika w Olsztynie, obok tablicy kancelarii adwokackiej Krzysztofa K.
zauważył szyld o udzielaniu pożyczek. Umówił się telefonicznie.  Adwokat dał mu 
800 zł, na które podpisali umowę, wliczając 10 proc. odsetek. Do tego podpisał deklarację
wekslową i weksel in blanco. Kiedy w ustalonym czasie Zbigniew Z. chciał zwrócić
pieniądze, Krzysztof K. sam zaproponował kolejną, już większą pożyczkę, a od kwoty
5 tys. zł odliczył wcześniejsze 880 zł. Na oczach klienta podarł wcześniejszą umowę
i podpisał nową, zachowując ten sam numer. Historia powtarzała się jeszcze kilkakrotnie,
ale suma pożyczek na papierze w ciągu czterech miesięcy 2014 r. nie przekroczyła
17 tys. zł, choć realnie klient dostał ok. 11 tys. zł. Lekarz oddał 13 300 zł, a
kiedy uznał, że odsetki są na poziomie lichwiarskim, chciał o nie walczyć w sądzie.
Wtedy dotarł do niego – poprzez sąd – nakaz zapłaty… 67 tys. zł! Skąd taka kwota?
Adwokat miał przerobić numer na jednej umowie, w której wpisał na nowo 50 tys. zł,
a resztę umów zachował, w obecności klienta niszcząc jedynie kopie.

Podobne sposoby zastosował wobec kilku innych osób.

Poszkodowani połączyli siły. Sprawy trafiły do prokuratury. Wszczęto śledztwo, które
za pierwszym podejściem zakończyło się umorzeniem. Dopiero gdy sąd przychylił się
do odwołania złożonego przez [mecenasa Lecha Obarę](https://tko.pl/187521,2023,03,07,walka-o-sprawiedliwosc-mecenas-obara-pomogl-pokrzywdzonej-pani-hannie),
pełnomocnika jednego z pokrzywdzonych, Zbigniewa Z., prokurator Anna Grygo-Janusz
postawiła byłemu adwokatowi 12 zarzutów. Krzysztof K. albo zasłaniał się niepamięcią,
albo dziwił pretensjom pokrzywdzonych, którzy „powinni wiedzieć, co podpisują”. 

– Tyle że podpisywali oni w dobrej wierze, pod wpływem osoby zaufania publicznego,
jaką jest adwokat – ocenia mec. Lech Obara. 

Tak samo uznały zarówno prokuratura, jak i sąd, nakładając na Krzysztofa K. trzymiesięczny
areszt, który potem był dwukrotnie przedłużany.

W międzyczasie Krzysztof K. został najpierw zawieszony, a potem pozbawiony prawa
wykonywania zawodu i wykreślony z listy adwokatów. Co ciekawe i bulwersujące – mimo
młodego wieku (w momencie zatrzymania miał zaledwie 37 lat), Krzysztof K. ”dorobił
się” aż 30 postępowań dyscyplinarnych! Dotyczyły one niepłacenia składek, aroganckich
i zniesławiających starszych kolegów wypowiedzi, jak również rozliczeń finansowych
z klientami, fałszowania dokumentów czy prowadzenia sprawy, w czasie gdy był już
zawieszony.

W trakcie procesu Sąd przeanalizował wiele tomów akt. Przesłuchano kilkudziesięciu
świadków. Zbigniew Z. w trakcie procesu mówił, że jego celem jest posłanie pazernego
adwokata za kraty.

 Już wkrótce okaże się, czy swój cel osiągnął. 
