# Ukraiński żołnierz: – Syn jest separatystą i chce mnie zabić

- Link: https://tko.pl/109514,2014,08,20,ukrainski-zolnierz-syn-jest-separtysta-i-chce-mnie-zabic
- Published: 2014-08-20T11:01:48+02:00
- Author: Redakcja TKO

**W tej historii jest niemal wszystko. Wojna, zaskakujące zwroty akcji, ale przede
wszystkim rodzinny dramat, bo po przeciwnych stronach barykady walczy ojciec i syn.
Ten drugi nie ma wątpliwości – kiedy ojciec znajdzie się na muszce, to naciśnie 
spust.**

53-letniego ukraińskiego żołnierza Aleksandra spotkaliśmy przez przypadek. Podróżował
autostopem po Polsce, kiedy zabrał go Dobry Człowiek z Olsztyna i przedstawił nas
sobie. Ten Dobry Człowiek też zasługuje na uznanie, bo bezinteresownie zaopiekował
się żołnierzem i kupił mu w Polsce elementy munduru, czy kamizelkę kuloodporną. 
Ale po kolei.

**Nawet telewizja zrobiła o mnie materiał
 
Poznaliśmy fragment zawiłej historii
Aleksandra, który pochodzi z poddonieckiej wsi, ale życie rzucało go po całej Ukrainie
także i po Polsce.
 – Moje hasło to Polak, Ukrainiec i Prawy Sektor – wylicza 53-
latek. Na przedramieniu żołnierza widać tatuaż z herbem Gdańska. To efekt pobytu
w Polsce. Nie zawsze legalnego. – Pracowałem na Kaszubach. Jako kierowca, jako mechanik,
czasem jako ochroniarz – opowiada Aleksandr. – Konstruowałem też rowery, które były
tanie i nie wymagały wielkiego wysiłku, żeby je złożyć. Nawet Telewizja Polska zrobiła
o tym materiał. W Polsce Aleksandr mieszkał niemal dziesięć lat. Jego syn urodził
się jednak na Ukrainie ale w wieku trzech lat przyjechał do Polski.

**W końcu ktoś nas sprzedał
 
Aleksandr, żeby uwiarygodnić swoją historię, pokazuje
legitymację wojskową, swoją bluzę żołnierską i beret z symbolem Prawego Sektora.
–
Nie brałem udziału w wydarzeniach na kijowskim majdanie – opowiada. – Natomiast 
zaciągnąłem się do prorosyjskiej samoobrony Krymu, kiedy Rosjanie na niego weszli
i otoczyli ukraińskie jednostki, a dokładnie mówiąc Batalion Piechoty Morskiej Marynarki
Wojennej Ukrainy w Teodozji. Wraz z innymi, którzy przeszli na stronę wroga siać
zamęt, Aleksandr pomaga ukraińskim żołnierzom zamkniętym na terenie jednostki, bo
jako członkowie samoobrony Krymu mogą zbliżyć się do jej murów, przez które przerzucają
jedzenie. – Długo to nie trwało. W końcu ktoś nas sprzedał – mówi zasmucony.

**Wywozisz wszystkich. Nie patrzysz, czy to ich czy nasz
 
W miarę rozlewania się
konfliktu zbrojnego we wschodniej Ukrainie władze kraju mobilizują rezerwistów. 
53-latek trafia do lwowskiej jednostki, gdzie jest zakwalifikowany jako kierowca.
–
Pracowałem, jako kierowca w Czerwonym Krzyżu, więc automatycznie zostałem kierowcą
karetki w wojsku – tłumaczy. Dostaje terenowego UAZ-a. Szyba wymieniana jest w nim
co dwa-trzy dni, bo Aleksandr wraz z sanitariuszem i lekarzem jeżdżą w rejonie najcięższych
walk koło Słowiańska i Krematorska. – Często z terenu walk wywoziliśmy także ranne
dzieci – mówi nieco ciszej Aleksandr. – Wywoziliśmy rannych, trupy, bez znaczenia.
Również prorosyjskich separatystów. Kiedy ważna jest każda chwila to nie patrzysz,
czy on to nasz, czy ich tylko bierzesz za nogi i do samochodu. Aleksandr mówi, że
w Ośrodku Dla Cudzoziemców w Białej Podlaskiej, gdzie obecnie się znajduje, spotkał
dziewczynkę, która pamięta go z jego pracy na froncie.

**Tato, ratuj, bo chcą mnie rozstrzelać**
 Rodzina Aleksandra jest w rozsypce. Ciężko
namówić go na zwierzenia, ale czuć, że coś w nim siedzi. Rozmawiamy o synu, który
urodził się na Ukrainie, przez kilka lat wychowywał w Polsce. Przez 19 lat życia
na Ukrainie syn stał się prorosyjski. Walczy po drugiej stronie barykady. – Rozmawialiśmy
przez telefon, kiedy wybuchł ten konflikt. Powiedział, że kiedy znajdę się na jego
muszce, to mnie zabije. Wyprali tę jego głowę – smuci się żołnierz. Ale życie bywa
przewrotne. Podczas jednej z walk żołnierze ukraińscy otaczają prorosyjski oddział,
w którym jest syn Aleksandra. Sytuacja jest nieciekawa, bo żołnierze chcą rozstrzelać
separatystów. Młody bojownik gorączkowo esemsuje do ojca aby ten go uratował. – 
Dzwoniłem, dopytywałem, ale nie miałem takich możliwości, aby go zwolnili. Usłyszałem
tylko od żołnierzy ukraińskich, że swoich, z ukraińskim paszportem wypuszczą, ale
syn musi przysiąc, że nie weźmie do ręki kałasznikowa – wyjaśnia. Sprawy toczą się
jednak szybko i syn Aleksandra nie ma czasu na złożenie deklaracji. Czeczeńscy bojownicy,
walczący po stronie rosyjskiej, odbijają oddział z uwięzionym synem Aleksandra. –
Udało mu się, przeżył. Myślałem, że po tej sytuacji zmieni swoje postępowanie – 
wzdycha żołnierz. – Wiem jednak, że dalej walczy, bo kilkanaście dni później widziałem
wiadomości w rosyjskiej telewizji, gdzie separatyści pokazywani są jako bohaterowie.
I co zobaczyłem? Mojego syna wśród Czeczenów w batalionie „Wostok”.

**Są tacy, którzy oszukują polski rząd
 
Teraz Aleksandr wraca na Ukrainę po miesięcznym
pobycie w Polsce. Po niemal trzech miesiącach służby dostał dziesięciodniową przepustkę.
Wrócił do Lwowa a tam za namową kolegi, żołnierza, próbował przyjechać na urlop 
do Polski żeby – jak sam mówi – odwiedzić starych przyjaciół na Kaszubach.
 – Okazało
się na granicy, że mój kolega nie został wpuszczony do Polski a mnie od razu skierowano
do Ośrodka Dla Cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Dostałem papiery, pozwolenie na
miesięczny pobyt i o wszystkim zawiadomiłem jednostkę – relacjonuje. W Ośrodku według
relacji żołnierza można spotkać uchodźców z Ukrainy, którzy wykorzystują sytuację.
Pochodzą z rejonów nie objętych walkami, ale tłumaczą, że są wojennymi uchodźcami.–
Przecież działania wojenne nie odbywają się w Berdiańsku, Chersoniu, czy Zaporożu–
denerwuje się Ukrainiec. – Spotkałem w Ośrodku mężczyznę, który ma wytatuowane godło
rosyjskie. Jaki to z niego Ukrainiec? Apelowałbym do rządu polskiego, aby bardziej
uważał, kogo przyjmuje do tych ośrodków.

**Chciałbym tu jeszcze kiedyś wrócić, ale nie wiem, czy będzie to możliwe**
 Dyskutujemy
z Aleksandrem o przyczynach konfliktu, o tym, że po kilku miesiącach zmagań armia
ukraińska powołuje mężczyzn po 50-ątce, bo młodzi uciekają, nie chcą brać udziału
w walkach, bo to „nie ich wojna”. – Ludzie zapomnieli, ze ich ojczyzna to Ukraina.
Uciekają teraz do Rosji, myśląc, że tam będzie im lepiej, bo Rosja rzuciła większą
emeryturę, czy dołożyła kilka rubli – narzeka Aleksandr. – Wszystko podsyca starsze
pokolenie, które pamięta ZSRR i komunizm. – Czy po powrocie do kraju będziesz walczył?–
pytamy mężczyznę. – Ktoś musi walczyć, bo jeśli nie my to kto? – odpowiada. – Młodzi
uciekają stąd i przykro mi o tym mówić, bo to przecież ich kraj. Każdy powinien 
mieć choć trochę w duszy patriotyzmu. W tej walce albo polegniemy albo wygramy. 
Nie ma innego wyjścia. Tutaj, w Polsce, każdy dzień jest dla mnie ważny. Chciałbym
tu jeszcze kiedyś wrócić, ale nie wiem, czy będzie to możliwe.

rak

 
