# Dożywocie za błędy systemu

- Link: https://tko.pl/105930,2015,03,29,dozywocie-za-bledy-systemu
- Published: 2015-03-29T16:48:13+02:00
- Author: Redakcja TKO

**Ta sprawa odbiła się głośnym echem w całej Polsce jako przykład kompromitacji 
systemu prokuratorsko-sądowego. Skazany na dożywocie za rzekome zabójstwo Jacek 
Wach musiał czekać aż 15 lat, aby wymiar sprawiedliwości stwierdził popełnienie 
rażącego błędu. I to tylko dlatego, że do zbrodni przyznał się prawdziwy sprawca.**

Wszystko w tej historii jest postawione na głowie. Po latach okazało się, że to 
nie ten sprawca i nie ta ofiara. Jacek Wach został skazany za zabójstwo suwalskiego
gangstera Tomasza S., którego szczątki w foliowych reklamówkach znaleziono w 1999
roku w jeziorze Pluszne. Tak przynajmniej głosił komunikat olsztyńskiej prokuratury,
bo to ona zajęła się sprawą. Policyjni nurkowie przeszukali całe jezioro, ale nie
udało im się odnaleźć wszystkich fragmentów ciała. Te braki w jakiś sposób odbiły
się na wynikach prowadzonego śledztwa, chociaż wydobyte szczątki wystarczyły do 
przeprowadzenia badań DNA i ustalenia tożsamości ofiary. Opinie biegłych okazały
się jednak kolejnym ogniwem w łańcuchu karygodnych błędów

– Wyjątkowość tej sprawy polega na tym, że ci prokuratorzy i sędziowie od początku
wiedzieli, iż znalezione szczątki nie należały do człowieka, którego rzekomo miałem
zabić. W ten sposób chronili prawdziwych sprawców, stając się niejako ich wspólnikami.
Bo przez te wszystkie lata wykluczona była możliwość ich ścigania – komentował podczas
rozmowy z autorem tego tekstu pod koniec października zeszłego roku. Czyli jeszcze
przed przełomową decyzją Sądu Najwyższego z 21 listopada, która uwolniła go od zarzutu
zabójstwa.

**Jak w koszmarnym śnie**

Jednak od tamtej pory Jacek Wach nie opuścił jeszcze murów Zakładu Karnego w Kamińsku,
ciężkiego więzienia dla recydywistów w gminie Górowo Iławeckie. Dlaczego jeszcze
siedzi, skoro znany jest już prawdziwy sprawca zabójstwa? Po prostu odbywa karę 
za wcześniejsze przestępstwa, w tym za kradzież i pobicia, za które został skazany
na 9 i 6 lat pozbawienia wolności. Nadal też wisi na nim wyrok za zabójstwo suwalskiego
gangstera, bo chociaż Sąd Najwyższy uznał, że zabił go ktoś inny, to dopiero zobowiązał
Sąd Okręgowy w Suwałkach do ponownego przeprowadzenia procesu. Uzasadniając decyzję
o wznowieniu postępowania, sędzia SN Rafał Malarski tak argumentował: „Sądy nie 
popełniają pomyłek tylko w krajach autorytarnych, dyktatorskich. Pomyłka to zawsze
porażka wymiaru sprawiedliwości, ale w krajach demokratycznych są mechanizmy pozwalające
korygować te pomyłki”.

Czy cała ta historia, jakby wyjęta z koszmarnego snu, zalicza się do pomyłek sądowych?
Zaczęło się od identyfikacji pokawałkowanego ciała. Skoro już była „ustalona” tożsamość
ofiary, należało odszukać sprawcę. A że nie znaleziono bezpośrednich świadków i 
dowodów zbrodni, zabójca został wytypowany. Akurat pochodzący z [Olsztyna](https://tko.pl/olsztyn)
Jacek Wach nie był aniołkiem, często popadał w konflikt z prawem i obracał się w
środowisku kryminalnym. Na dodatek znał ludzi ze światka przestępczego Suwałk, w
tym zaginionego Tomasza S. Według śledczych Wach miał powód, żeby go zabić, bo podczas
jego kolejnej odsiadki jego żona miała z tym gangsterem romans. Olsztynianin od 
początku twierdził, że z zabójstwem nie ma nic wspólnego, wskazując na sprzeczności
w zeznaniach świadków i przyjętych hipotezach.

– Kilka miesięcy po zatrzymaniu mnie za wcześniejsze przestępstwa prokuratura postawiła
mi zarzut zabójstwa. Łatwo było mnie wrobić, bo pasowałem do przyjętej hipotezy,
a nikogo nie interesował jakiś recydywista. To nie pierwszy przypadek takiej manipulacji–
nie ukrywał irytacji Jacek Wach, dodając, że już wcześniej został, wraz z żoną, 
niesłusznie posądzony o podrabianie czeków.

**Jak siostra broniła brata **

Jacek Wach nie należał do grzecznych chłopców. Wychowywał się na olsztyńskim Zatorzu
i tutaj stawiał pierwsze kroki na kryminalnej ścieżce. Potwierdza to jego siostra
Grażyna, która – w przeciwieństwie do brata – uczyła się sumiennie, ukończyła liceum
ekonomiczne przy ul. Bałtyckiej, a w stanie wojennym wyjechała z mężem do Kanady.
Tam dotarły do niej wieści o oskarżeniu Jacka o morderstwo. Nie wierzyła w ten zarzut,
zwłaszcza że sam Jacek zapewniał ją o niewinności. Przyleciała więc do kraju, gdzie
poznała rzekome dowody popełnienia tak ciężkiego przestępstwa.

– Wtedy byłam już pewna, że dowody są sfabrykowane – wspomina. Opowiada, jak to 
w trakcie śledztwa, najpierw w Olsztynie, potem w Białymstoku, przesłuchiwano ludzi,
którzy mieli wiedzę z drugiej albo trzeciej ręki. Co do tożsamości ofiary, to śledczy
od razu założyli, że znalezione w jeziorze szczątki należą do zaginionego Tomasza
S. z Suwałk. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie różne sprzeczności, jakie 
wynikły podczas identyfikacji ofiary. Na przykład biegły twierdził, że podczas przepisywania
protokołu autopsji „popełnił techniczną pomyłkę”, podając, że znaleziono dwa podudzia,
gdy było tylko jedno. Miało to o tyle istotne znaczenie, że na tym drugim podudziu
Tomasz S. powinien mieć tatuaż, ale oryginalny protokół w aktach się nie zachował.

**Jak zginął suwalski gangster**

Według ówczesnych danych prokurator przyjął, że Tomasza S. pozbawiono wolności oraz
poddano torturom. Prawdopodobnie umieszczono go w specjalnie do tego celu przygotowanej
metalowej klatce, przywiązano za ręce do jej konstrukcji i grożono śmiercią. – Zadawano
mu także uderzenia po ciele oraz spowodowano obrażenia w obrębie kości rzepki kończyny
dolnej prawej – jak to ujął rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie w przesłanej
nam informacji. Wiadomo, że ofiara zginęła od postrzału w tył głowy, a potem ją 
poćwiartowano i szczątki utopiono. Lekarz sądowy dojrzał ślad po pocisku w potylicy,
ale nie zauważył dziury w żuchwie po dawnym postrzale. Taka zabliźniona rana wyłoniła
się po rekonstrukcji głowy zabitego, której dokonała biegła antropolog. Gdy więc
śledczy ustalili, że Tomasz S. nigdy nie był postrzelony z przodu, w tym momencie
powinni już wiedzieć, że to nie był on. Zwłaszcza że czaszka ofiary należała do 
potężnego człowieka z wysuniętymi brwiami, a suwalski gangster był drobnym mężczyzną
z prostym czołem.

W konsekwencji Sąd Okręgowy w Suwałkach skazał Jacka Wacha na dożywocie, apelacja
utrzymała wyrok i choć zarówno sam skazany, jak i jego siostra krzyczeli, że to 
pomyłka, wymiar sprawiedliwości pozostał niewzruszony.

Chociaż – jak zauważyła pani Grażyna – Sąd Najwyższy dwukrotnie podważył wyniki 
identyfikacji, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania, to jednak Jacek Wach
z piętnem mordercy pozostał za kratkami. W ponownych procesach identyfikacja została
podtrzymana, a doszły do tego różne eksperymenty sądowe, analizy i dowody pośrednie…
Wszystko było jasne – oskarżony Jacek W. zastrzelił swego znajomego z Suwałk i spotkała
go za to zasłużona kara.

**Jak odnalazł się prawdziwy zabójca **

Tymczasem w sierpniu tego roku wybuchła prawdziwa bomba! Wyszło na jaw, że już pół
roku wcześniej, również w okolicy jeziora Pluszne koło Stawigudy, znaleziono drugie
ciało, które okazało się ciałem zaginionego 15 lat wcześniej Tomasza S. z Suwałk!
Ale nie był to przypadek. Otóż siedzący w więzieniu za inne przestępstwa Wiesław
S. z Plusek napisał do olsztyńskiej prokuratury, że to on zabił suwalskiego kryminalistę
i zakopał w pobliżu miejsca swego zamieszkania. Początkowo prokuratorzy nie bardzo
chcieli w to wierzyć, bo Wiesław S. miał opinię człowieka niezrównoważonego psychicznie,
ale przesłuchali go i to wyznanie doprowadziło ich do szczątków zaginionego. Tym
razem identyfikacja potwierdziła tożsamość ofiary w stu procentach! Równocześnie
rozbiła w proch rzekome dowody wobec skazanego, który okazał się ofiarą „pomyłki
sądowej”. Jacek Wach cieszył się z takiego obrotu sprawy, ale odczuwał gorzką satysfakcję.
Podobnie jak jego siostra Grażyna.

Kary Jacka Wacha za inne przestępstwa kończą się w 2015 roku i jego obrońca, mecenas
Jacek Orłowski, zaraz po decyzji Sądu Najwyższego złożył wniosek o połączenie tamtych
wyroków, by jego klient jak najszybciej mógł odzyskać wolność. Ale najpierw musi
być wznowiony proces w głównej sprawie – o zabójstwo Tomasza S. Tymczasem wyłączyli
się z niej wszyscy sędziowie z Suwałk i dlatego 11 marca Sąd Najwyższy ma zdecydować
o przekazaniu sprawy poza Apelację Białostocką, czyli zgodnie z oczekiwaniem Jacka
Wacha. Co jednak oznacza, że jego droga do sprawiedliwości jest długa i kręta.

Nadal pozostaje do rozwiązania zagadka, do kogo należą szczątki znalezione w jeziorze
Pluszne? Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Olsztynie, która
nie ujawnia szczegółów. Pytany o to Jacek Wach snuł przypuszczenia, że zastrzelonym
mógł być rosyjski gangster, podający się za urzędującego w Olsztynie rezydenta mafii
ze wschodu. Istotnie, rysy odtworzonej twarzy bardziej wskazują na Rosjanina niż
Polaka. Ale tamten zaginął trzy lata wcześniej i od tamtej pory nikt go nie widział.
Może po prostu wrócił do domu.

Marek Książek
